Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Sycylio, chyba cię jednak nie kocham

Wiecie doskonale, jak przepadamy za Włochami. Cenimy nie tylko kraj i zabytki, ale przede wszystkim dziedzictwo kulinarne. Wracamy tutaj kilka razy w roku. A z drugiej strony wiecie też, jak wymagający jesteśmy i że tylko prawdziwe perły są godne polecania dalej. Czasem wolę nie polecić nic, niż polecać byle co, aby tylko napisać coś na blogu. Takie mam standardy, bo tak mnie wychowano. Dlatego lista polecanych knajp będzie w tym wypadku wyjątkowo krótka.

Zanim miłośnicy Sycylii rzucą mi się do oczu za to, co zaraz napiszę, chciejcie zauważyć, że kilka miejsc na świecie już w życiu widziałam. Zajrzyjcie na mapę – to z ostatnich trzech lat i do tego od kilku miesięcy nie była aktualizowana (nadrobię, słowo!). Myślę, że to całkiem sporo. A przed blogiem też żyłam i podróżowałam równie intensywnie. Mam więc całkiem niezłą skalę porównawczą.

Sycylia jest maksymalnie turystyczna, a Sycylijczycy tym faktem zepsuci. I to tak naprawdę jest sedno. To pierwsze jest mniejszym złem i do tego oczywistym, to drugie większym. Nie jest ani brzydsza, ani ładniejsza od całego południa Europy. Wszędzie są takie skały, takie gaje oliwne, takie winnice i takie mniej lub bardziej piaszczyste plaże oraz fotogeniczne zatoczki. To wszystko cieszy oko, to są małe radości, którymi się z Wami na bieżaco dzieliliśmy na fb i instagramie, ale serio, Sycylia to żaden szał. Właściwie jest zupełnie przeciętna, jak na tę szerokość geograficzną. Znaleźliśmy kilka znośnych knajp, jedną wybitną, trochę ciekawych miejsc i tyle. Tylko, że dla mnie muszą za tym iść emocje.

Tym, co w moim odczuciu tworzy klimat i sprawia, że marzysz o powrocie, są ludzie. Małe zdarzenia, które składają się na duży obrazek. Kiedy kupujesz na targu lody w brioszce i sprzedający podając ci je mówi „Dw…” – wychwytuje, że masz w ręku aparat – „Trzy euro!”. Takie drobiazgi, które zauważasz, bo nie jesteś głupi i budzi się w tobie mieszanina złości, rozczarowania i zwykłego ludzkiego wkurwienia, bo przecież i tak przyjechałeś zostawić im tu kupę forsy, więc chociaż niech cię rżną tak, żeby dupa nie bolała. Ze zwykłej przyzwoitości. Myślę, że najważniejsze wrażenie jest niedefiniowalne, a to właśnie ono sprawia, że chcesz wracać. To, jak do ciebie podchodzą miejscowi, jak się dzięki nim czujesz. Dlatego taką miłością zapałaliśmy do Krety. To ich mityczna filoxenia sprawiła, że za każdym razem się wzruszam, kiedy myślę o tej wyspie. Do tego jest ładniejsza, niż Sycylia. Majorka też jest ładniejsza. Byle co jest ładniejsze, niż Sycylia.

Piszę te słowa siedząc na lotnisku w Trapani. Nie będę tęskniła, nie będę szukała lotów w dobrej cenie. Ale też nie żałuję, bo każde nowe doświadczenie jest cenne i warto je kolekcjonować. Jednak tylko taką wartość będzie miała dla mnie ta podróż. No i może jeszcze odkrycie kanapki ze śledzioną. Mają tu wszystko, co potrzebne, aby podbijać serca i podniebienia każdego bez wyjątku. Mają wyborne produkty, ale w knajpie i tak zawsze lepsze kąski dostanie Włoch, a nie ty, przybyszu znikąd, który jesteś jednorazowy i przypadkowy, więc płać hajs i zwolnij stolik. Uśmiechy ucinają się w momencie uiszczenia rachunku. Odbieram to wszystko jak brak szacunku dla potencjału, który mają i brak szacunku dla ludzi, z których w dużym stopniu żyją. To nie zachęca do powrotu. A z drugiej strony to i tak nic nie zmienia, bo sezonowy nalot dywanowy mają zagwarantowany, zaś 90% przyjezdnych będzie się niezdrowo onanizowało nad daniami, na które Włoch nawet by nie spojrzał.

Wiem, że jest dużo ludzi naprawdę zakochanych w Sycylii. Odczarujcie ją dla mnie, ok? Napiszcie co was w tej wyspie urzeka. Kurczę, nie pamiętam kiedy ostatnio wróciłam z jakiejś podróży z tak obojętnym stosunkiem do miejsca, w którym właśnie byłam.

Magda


  • Gugu

    Cenię sobie Twoją szczerość i lubię Twoje wpisy, bo nie boisz się mówić co myślisz. Nigdy w życiu nie byłam na Sycylii więc mam totalnie obojętny stosunek do tego miejsca. Ale nie rozumiem jednego – od kilku (kilkunastu?) dni w swoich kanałach social karmisz nas idealnymi obrazkami, pokazujesz jak Ci tam dobrze, błogo, że jesteś w raju, zbierasz tyyyle lajków (po coś się prowadzi te facebooki) i na koniec mówisz – w sumie to było tak se. To teraz, po wszystkim to stwierdzasz, czy wiesz to w trakcie? Jak to jest? Tak mi to zgrzyta.

    • Magda

      Hej,

      Napisałam, że to takie małe radości, którymi z przyjemnością się dzielę. Ale na koniec przychodzi jakaś ogólna refleksja i jest właśnie taka. Nie widzę sensu w fotografowaniu brudnych uilic, bo takie są na całym południu Włoch. Wiesz, dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna i staram się znaleźć pozytywy, ale na koniec dnia myślę, że jednak mnie nie porwała ta wyspa.

    • Chyba trochę wszyscy tak robimy, no nie? Jak wrzucam zdjęcia z wakacji, to te jak z obrazka, najsmaczniejsze, najbardziej kolorowe. Rzadziej można znaleźć u mnie na fejsie dziurę w ścianie hotelowego pokoju albo widok na śmietnik. I chyba – lubię tak myśleć – ludzie też wcale nie chcieliby tego oglądać.

  • MR

    Podobne odczucia mam w stosunku do Bułgarii. Niestety. Mimo dwóch podejść – pierwszy raz kilka lat temu i drugi raz całkiem niedawno, chyba żeby odczarować tamto bardzo średnie wspomnienie. Na nic dobry hotel czy wyszukana knajpa…nie to się liczy, nie to pozostawia „smak” po podróży. To zbiór ulotnych chwil, spojrzeń, gestów, zachowań ludzi właśnie. Tak! „Najważniejsze wrażenie jest niedefiniowalne” ! Doskonale Cię rozumiem.

    • Magda

      Bułgaria jest trochę dziwna. Mieliśmy tam i bardzo nieprzyjemne przygody i kilka naprawdę fajnych. Nie do końca chyba rozumiem ten kraj. Za to w sąsiedniej Rumunii było super miło.

  • Byłam na Sycylii w tym roku i mam dokładnie takie same odczucia. Był to nasz miesiąc miodowy, który Sycylijczycy swoim krętactwem, cwaniactwem i oszustwami skutecznie zepsuli. Z rozmarzeniem wspominam te wędliny, mozarelle, lody, ale chyba też już nie wracać. Lubię miłe miejsca, Sycylia nie jest miła.

  • Wjesław

    Włosi to ciężki temat, zwłaszcza południowcy. Brak im zwykłej, szczerej serdeczności względem turystów i w ogóle obcych (mówiąc obcych mam tu na myśli także Włochów z północy:)). Niestety zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Nawet dureń zorientuje się, że każdy gest, uśmiech i grzeczne powitanie, w ich wykonaniu, to teatr. Pamiętam wyjazd do Dalmacji – kulturowo, zupełnie odmiennej, ale również nastawionej MAKSYMALNIE na turystykę. Pamiętam wycieczkę do „wodopoju” o wpół do pierwszej w nocy, gdy zabrakło śliwowicy i pamiętam gościa, który zaprosił mnie do piwniczki i nalał porządną szklankę bimbru, żebym mógł spróbować przed zakupem. Zaznaczył też, że on w zasadzie nie robi tego na sprzedaż, tylko dla rodziny, ale skoro już się fatygowałem po nocy – chętnie sprzeda mi dwie butelki. We Włoszech – ciężko o taką historię.

    • Magda

      Mamy dużo takich przykładów z Bałkanów, także z bardzo turystycznych miejsc, jak Chorwacja. Z jednej strony mają mega przemiał, ale mają też w sobie dużo ciepła dla drugiego człowieka.

  • Jak to dobrze, że następną podróż planuję na Kretę 😀

    • Magda

      Już Ci zazdroszę! Kreta jest cudowna.
      Tu znajdziesz wszystko, co o tej wyspie napisaliśmy: https://krytykakulinarna.com/?s=kreta

      • Dzięki 🙂
        Nie omieszkam poczytać i podzielić się ze współtowarzyszami podróży 😀
        Że też to dopiero w lipcu! (Pewnie z nieba będzie wylewać się istny wulkan, prawda?)

      • Magda

        Oj tak… Krem z filtrem i bikini to konieczność 😉 Bawcie się cudownie i będąc w Rethymno koniecznie zjedzcie w Knossos. Wyjątkowe miejsce 🙂

  • Natalia Plis

    A ja muszę się nie zgodzić 🙂 kocham Włochy i Włochów. Byłam na Sycylii w te wakacje, trzy tygodnie i było wyjątkowo. Zjeździliśmy samochodem zachodnia połowę wyspy i jak dla mnie jest magiczna, cudowna. Ludzie byli bardzo serdeczni a miejsca wyjątkowe. Prawda jest tez taka ze nasz trip był nastawiony na poznanie Sycylii od tej mniej turystycznej strony. Zarówno północne jak poludniowe wybrzeże miało swoje uroki. Mieszkaliśmy w rożnych miejscach, w domku na wzgórzach gdzie trzeba buło brać rozpęd żeby wjechać pod gore, w malutkiej kamienicy na południu, jechaliśmy miedzy wzgórzami, krajobrazy zmieniały się co chwila i to tez było niesamowite. W Cefalu jedliśmy najlepsze lody, a w Scopello była najlepsza pizza na świecie, lepsza nawet od tej w Ciao a Tutti przy GUSie 🙂 miasta w środku Sycylii np Enna tez miały swój niepowtarzalny klimat. Na południu w Siculianie trafiliśmy na cudowna dzika plaże.
    Samo Trapani było sporym rozczarowaniem bo było brudne i nieprzyjemne. Nie udało nam się zjeść ani jednej dobrej pizzy, ale na szczęście zaplanowaliśmy tam tylko dwa dni.
    Co do ludzi mieliśmy dużo szczęścia tez na całej trasie. Wszyscy mili, przyjaźni i pomocni.
    Same pozytywne odczucia ogólnie 🙂

  • Krzysztof Moczulski

    Sycylia niekoniecznie, właśnie ze względów o których napisałaś. Po stokroć wolę mniej znane części Włoch (polecam obejrzenie Dwóch Łakomych Włochów) i osobiście wybrałbym szlajanie się od Rzymu w dół: Terracina, Sperlonga, urocze miasteczko na skałach Monte San Biagio, a później np. wynajem łódki i zwiedzenie Ventotene i Ponzy. Następnie z obowiązku turystycznego Costiera Amalfitana i Capri. Okolica szalenie interesująca kulinarnie (to stąd pochodzi Mozzarella di Bufala), świetne wina z lokalnych szczepów (Greco di Tufo etc.). Poza Amalfi generalnie turystów mało i wspaniali ludzie.

    • Magda

      Dwa lata temu zrobiliśmy całą trasę, o której piszesz i bylo super miło 🙂

    • kapsi

      No to już spalone te miejsca.

  • Weronika Wódkowska

    Ja wróciłam z Sycylii 2 dni temu, osobiście rownież zwiedziłam cała Europę i powiem szczerze ze mnie osobiście Sycylia bardzo urzekła. Jeżeli chodzi o Włochów – wszyscy byli przemili, a jak słyszeli, ze jesteśmy z Polski to tym bardziej (odrazu kojarzyli nas z Papieżem, którego ubóstwiali). Odwiedziłam bardzo wiele miasteczek, najbardziej urzekło mnie miasteczko, w którym nagrywano Ojca Chrzestnego – Savoca, na drugim miejscu Taormina. Jeśli chodzi o Palermo – zabytki piekne, troche przypominało mi Rzym ale w bardzo małym stopniu. Na ulicy spotkałam Pana który robił jakieś dziwne kanapki odrazu podeszłam zaciekawiona bo wokół stało mnóstwo starszych Włochów (była godzina 24), odrazu podszedł do mnie jeden z nich, który wlasnie dostał kanapkę i powiedział, ze mam spróbować. Nawet sie nie zastanowiłam i na prawdę zrobiła na mnie spore wrażenie (to chyba ta ze śledziona, wtedy byłam pewna ze to siekana watróbka 😉 ). Tak wiec Sycylia na prawdę bardzo mi sie spodobała. Może akurat trafiłaś na złych ludzi i złe miejsca. 🙂

    • Magda

      Taormina też nam się bardzo spodobała. I Syrakuzy. W sumie przejechaliśmy od Trapani aż do Syrakuz zarówno środkiem wyspy, jak i wybrzeżem. Trafiliśmy do kilku naprawdę ładnych miejsc, ale mam wrażenie, że Sycylijczycy nie mają tej energii, którą mają południowcy z lądu.

  • Joanna_Mela

    Magda, dlatego polecałam wam żebyście wpadli na Favignane – my olaliśmy Sycylię i na Favignanie spędziliśmy cały tydzień jeżdżąc na rowerach, degustując pyszne wędliny, cudne wypieki i kąpiąc się w krystalicznie czystych wodach bez tłumu turystów na karku. Ale fakt, mnie też Włosi mieszkający na Favignanie jakoś szczególnie nie urzekli – tam też jest nastawienie głównie na zarobek (niestety).

    • Magda

      To następnym razem. Musieliśmy obadać Sycylię najpierw 😉

  • Michał Krumplewski

    Bo jak Sycylia to wyłącznie offpeak, airbnb, wypożyczone auto, mieszkamy i jemy wyłącznie w małych miejscowościach, polecam rozpocząć od południowo – wschodniego narożnika (np. Marzamemi). Posiedzieć, więcej niż kilka chwil w jednym miejscu, pozaglądać w zakamarki, mieć czas na obniżenie tempa i poznanie ludzi. Powoli, spokojnie a nie Sycylia w 7 dni.

  • kapsi

    Dzięki za info, na pewno tam nie pojadę.

  • ewa

    Oj są miejsca na Sycylii niepodobne do innych w Europie. Ragusa Ibla, Modica, rzecz jasna Siracusa Ortigia zawsze.
    Palermo-bardzo ciekawe, ale żadnych kulinarnych uniesień. Śledziona z osterii san francesco załatwiła moją śledzionę na dwa dni 😉
    Wyśmienitą kolację jedliśmy natomiast dwa razy w czarno-białej Catanii: przy „szwabskim” 😉 zamku było to pesce spada oraz na targu rybnym, na którym za dnia panuje taki syf, że trzeba przechodzić naprawdę wielkimi krokami, ale wieczorem otwierane są restauracje wokół, takie zwykłe z ceratowym obrusem i serwuje się w nich wyśmienite owoce morza.
    Kto powiedział,że Włosi są sympatyczni? Poza mieszkańcami Puglii (love,love,love) dziś, po 7 latach naszego tu zamieszkiwania nie mamy zbyt wielu oczekiwań co do ich szczerości i bezinteresowności. Chętnie podyskutuję o Włoszech-zwiedziliśmy każdy region poza Abruzzo, ale to do nadrobienia.

  • ewa

    Tak przygrzało,że przypomniało mi się Trapani, sam koniec października 2013. Dotarliśmy za późno na popołudniową konsumpcję restauracyjną, ledwie zdążyłam kupić w piekarni 2 żałosne kawałki zimnej pizzy. I jeszcze w piwniczce wino.

    Dostałam prikaz od „dyrektora”, żeby było najtańsze, ale najtańsze było za 8 i musiałam skłamać, że było za 5 😉

    Pan ze sklepu był przeuroczy. Zapewnił, że wino jest wyborne i mam na następny dzień przyjść i powiedzieć czy smakowało.

    Z bardzo poważną miną poprosiłam o wyciągnięcie korka do połowy, gdyż w naszym hotelu (!) nie mamy korkociąga i poszłam z tą torbą pizzy i winem na plażę.

    Plaża maleńka, po sezonie, jedna żywa dusza na ławeczce, (uwieczniona przeze mnie na focie), stoliczek – wymarzone miejsce na nasz posiłek. Dosiedliśmy się do dziadka, na stół wjechało nasze wino i te zimne placki. Nasz kompan, zobaczywszy, że i my gardzimy kielichami, też wyciągnął z siatki półtoralitrową butelkę swojego żółtego sikacza. Dziadek miał 3 synów i usilnie próbował ich sprzedać, a ja przecież nadal jestem do wzięcia 😉

    Wino istotnie było wyborne. Na następny dzień, a był to dzień naszego odlotu, wstąpiłam do piwniczki, potwierdziłam,że istotnie wino było super. Pan usłyszawszy pochwały poszedł na zaplecze i przyniósł mi butelkę nieco zakurzoną i powiedział, że jeżeli tamten trunek było ok to musimy spróbować tego, robionego przez jego przyjaciela. I dodał, że jest to prezent (!)

    Odebrało mi mowę. Takie gesty rzadko się zdarzaja przecież…

    Znowu poprosiłam o wyciągnięcie korka do połowy i znowu udaliśmy sie na plażę, tym razem z torbą serów i wędlin.

    Wino było bosssskie. Głęboki beczkowy smak, ciemnoczerwone, szlachetne.No brak mi słów po prostu.

    Na lotnisko było blisko a lot upłynął mi mgliście…