Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

sto900, Warszawa [ZAMKNIĘTE]

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Share on email

fb

ul. Solec 18/20, Warszawa

sto900 było naszym pierwszym wyborem jeśli chodzi o majowy Projekt Powiśle. Podążyliśmy za waszymi sugestiami, które zostawiliście na naszym fejsbukowym profilu i było to słuszne posunięcie. sto900 jest specyficzne, nie wiem czy nasi rodzice by się tam odnaleźli, ale ja czułam się bardzo dobrze.

IMG_3766

Kiedy w moich rękach znalazło się menu, odkryłam, że mam ochotę spróbować większości dań, a to nie zdarza się często. Już teraz wiem, że będę tam wracała i fajnie by było, gdyby sto900 na stałę wpisało się w warszawski krajobraz. Z góry przepraszam za jakość zdjęć – był wieczór, doświetlaliśmy się świeczką, bo zdjęcia z lampą wychodzą trochę jak ze spożywczego prosektorium, no i robiliśmy je telefonem. Ostatnio unikam zabierania ze sobą aparatu, bo natychmiast wiadomo kto zacz, a to skutkuje milszą niż normalnie obsługą, czy darmowym deserem, czyli delikatną próbą wpłynięcia na ocenę. Jeśli się przyznajemy do prowadzenia bloga, to dopiero po posiłku, tak z resztą jak w tym przypadku.

Update: tym razem postanowiłam wyrzucić zdjęcia. Są tak fatalne, że odbierają apetyt, więc nie ma sensu.

Zaczęliśmy od gofra z bekonem, który okazał się świetną kanapką – ciasto gofrowe w magiczny sposób doskonale komponuje się z bekonem, do tego dobrej jakości warzywa i z tego równania wychodzi prawdziwa pycha.

Dalej mamy pieczone warzywa, które koniecznie trzeba zmieszać ze znajdującą się pod spodem drobno posiekaną czerwoną cebulą i ogórkiem w sosie – razem tworzą świetny zestaw. Co prawda w menu widnieją jako “warzywa na chrupko”, chrupkości się nie dopatrzyłam, jednak są bardzo dobre i nie ma się co czepiać.

Burger z serem i warzywami. Mięso wysmażone w sam raz, odpowiednio doprawione. To jest naprawdę dobry burger. Chyba pierwszy raz zjadłam do końca, mimo że już w połowie byłam syta. Niestety towarzyszyły mu bardzo, bardzo kiepskie frytki. Owszem, brązowe, więc kolor sugeruje chrupkość, jednak po wzięciu w palce okazują się miękkie i niedobre. Ok, burger jest bardzo sycący, więc jeśli się ich nie zje, nic się nie stanie, ale skoro już są na talerzu, to… Sami rozumiecie.

Antrykot ostrawy, wyraziście doprawiony, ale niestety twardy.

I na deser crème brûlée – delikatny, kremowy, jednak cukrowa skorupka zbyt mocno przypalona, a więc delikatnie gorzkawa.

IMG_3782

W sto900 wszystko jest jakieś, ma charakter, nie boją się przypraw, czuć że wkładają w gotowanie serce, a to bardzo cenię. Mieliśmy okazję porozmawiać z kucharzami, stąd wiemy, że w ciepłych momentach będzie można spróbować menu grillowego, że nastawieni są na potrawy sezonowe. Gotują ze świeżych produktów, więc każdy lunch może być zaskoczeniem. Myślę, że sto900 ma utalentowanych kucharzy – pasjonatów i to właśnie kuchnia może stanowić najmocniejszą stronę tego miejsca. Ponieważ niemal codziennie tworzą nowe potrawy rozumiem, że nie wszystko zawsze wychodzi absolutnie doskonałe, ale nasz mały rajd przez menu dał nam wrażenia na bardzo przyzwoitym poziomie. Obsługa jest bardzo miła, ale raczej do podawania piwa niż jedzenia, więc ten punkt można dopracować.

Ach – mają bardzo smaczną domową cynamonówkę.

Za dwie osoby, w tym dwa drinki, zapłaciliśmy 208 zł.

4 pigs

Magda

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Share on email

Dodaj komentarz