Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Genesis – oczekuję więcej. Znacznie więcej...

Genesis – oczekuję więcej. Znacznie więcej

To jest knajpa, która generuje potężne oczekiwania. Jej nowoczesna, futurystyczna bryła rozlała się na Placu Europejskim za tło biorąc szkłem szczerzące się wieżowce. Wszystko tam jest dopieszczone, spójne i na wysoki połysk. Nawet toalety. Kurczę, nie było takiego miejsca w Warszawie, a jak dodam, że stoją za tym miejscem ci sami ludzie, co za Senses, to jak bardzo ostrzycie sobie zęby na dobre jedzenie? Bo ja 10/10. Pójdźmy zatem do stajenki.

 

Obsługa jest świetna, naprawdę wysoki poziom, pieczywo świeże i chrupiące, a amuse bouche takie, że chciałabym aby kiedyś zaistniało jako danie główne, bo niewiele jest w życiu lepszych rzeczy, niż półpłynny camembert i chrupiąca grzaneczka. Jest super, wszystko się zgadza, zachód słońca jest czerwony jak trzeba, nawet dzieci taplają się w okolicznych fontannach i w ogóle się nie drą. Błogosławiona chwila.

genesis warszawa

genesis warszawa

genesis warszawa

genesis warszawa

genesis warszawa

Zaczynamy tak: plastry ozora wieprzowego w chrupiącym sumaku, do tego kaszanka, rzodkiewki, soczewica o smaku ośmiornicy i sumak (26 zł). Kaszanka jest bardzo dobra, dość pikantna, miejscami chrupka, ale ozór nie jest w plastrach, tylko w kawałkach, kawałki są twarde, nie ma żadnego chrupiącego sumaka, a soczewica nie smakuje jak ośmiornica. W ogólnym rozrachunku te smaki, które są na talerzu są przyzwoite, ale nie do końca zgadzają się z tym, co czytamy w menu. No i ozór, który powinien na tym talerzu być gwiazdą, rozpływającą się w ustach poezją, jest rozczarowująco twardy.

genesis warszawa

Następnie krem z kiszonych szparagów z krewetkami, koprem włoskim, emulsją koperkową i anyżówką (28 zł). Tej zupy nie rozumiem. Smakuje jak 100% ogórkowa mojej babci, ale jest ze szparagów i kosztuje prawie trzy dychy. Jakby babcia wiedziała za ile może sprzedawać ogórkową, to by nie uwierzyła. Kuchnia twierdzi, że w tej zupie nie ma wody z ogórków, ja twierdzę, że może i nie ma, ale smakuje jakby była i możemy się nie zgadzać, natomiast faktem jest, że w tym talerzu znajduje się płyn o jednoznacznym smaku zupy ogórkowej. Za to krewetki fenomenalnie w punkt – dokładnie na tej subtelnej granicy między miękkością a chrupkością.

genesis warszawa

Ja poszłam w filet z halibuta w mleku kokosowym z czarnym ryżem, bazylią, pomidorami i zielonym groszkiem (85 zł). Aha, i z musem paprykowym, który słusznie znajduje się w menu na ostatniej pozycji w opisie – dzięki temu łatwiej będzie go usunąć. Bardzo dobre, lekkie danie, halibut o cudnie delikatnej konsystencji, ryż też lekki, letni i ta nieszczęsna papryka, która dominuje całą ładność i dobroć tego talerza. Aha – relacja ceny do wielkości porcji jest tu bardzo mocno zaburzona. 85 zł za jakieś 100 – 120 g halibuta to lekkie nieporozumienie, szczególnie że z tego co wiem nie ma tu planu na dążenie w stronę fine diningu.

genesis warszawa

Jacek decyduje się na rostbef z Hereforda (30 zł/100 g) z pieczonymi ziemniakami, pieczonymi warzywami okopowymi i sosem berneńskim. Mięso chciał medium rare, dostał przeciągnięte, ale powiedzmy, że można to odpuścić, bo mają piec na drewno, knajpa jest nowa, może jeszcze do końca nie ogarniają. Mięso smaczne, dymne, choć dość twardawe, bardzo dobry sos, ziemniaczki też przyjemne, ale warzywa kapiące tłuszczem.

genesis warszawa

genesis warszawa

genesis warszawa

Ale za to deser… O święta Teresko! Deser jest genialny. Niemal wytrawny, elegancki, mimo ciężkości czekolady, bo świetnie to wrażenie znosi sorbet z marakui i mus z rokitnika (spokojnie może być w nim mniej cukru, bo trochę ginie charakterystyczny, kwaskowy smak). Deser jest naprawdę miłym zakończeniem tego w sumie przyjemnego wieczoru. Bo nic przecież nie wróciło do kuchni, wszystko zjedliśmy, obiektywnie było na cztery z minusem, a wszystko, co miałam do wskazania – wskazałam najpierw obsłudze, a teraz tu.

genesis warszawa

Z jednej strony bardzo mi się to miejsce podoba, ma potężny potencjał, a z drugiej go nie rozumiem. Niby odcinają się od fine diningu, ale mały kawałek ryby kosztuje 85 zł. Niby ma być luźno i nawet lunche mają, ale brakuje tam kluczowego składnika w luźnej knajpie – luzu. Ja tej knajpy po prostu nie rozumiem, bo nie do końca wiem po co miałabym tam przyjść – czy napić się bąbelków i pogapić na fontanny, czy zjeść coś dobrego bez niepotrzebnych udziwnień i przy okazji spędzić czas ze znajomymi, czy po to wreszcie, żeby zachwycić się kuchnią, miejscem, zachłysnąć po prostu i wówczas uiszczać dowolnie wysokie rachunki.

Za jakiś czas wrócę. Może się dotrą, dookreślą i będzie pięć z plusem, kto wie?…

Rachunek.

Magda

Info

fb
Plac Europejski 5, Warszawa