Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Jak sprawić, aby twojego dziecka nie nazywali „bac...

Jak sprawić, aby twojego dziecka nie nazywali „bachorem”, a ciebie „świętą krową”? 10 prostych sposobów

Tekst o dzieciach w restauracji przeczytało ponad 500 tysięcy osób. Doczekał się wielu kopii na wielu blogach, czasem nawet prób polemiki. Oczywiście bez żadnego linka, bo podpieprzyć temat to my, ale powiedzieć od kogo, to nie ma komu. Spoko, typowo profesjonalne zachowanie. A skoro nawet w prasie znalazłam swoje fragmenty bez podania źródła, to już nic mnie nie zdziwi. Doczekał się też kilku tysięcy komentarzy na fb i kilkuset pod samym postem. Mam znajomych, którzy twierdzą, że powinnam go wrzucać na fb minimum raz w tygodniu. I są to ludzie posiadający dzieci.

Statystyka pokazuje, że w Polsce jest jednak duży problem ze zrozumieniem tekstu pisanego, ale z drugiej strony jest też cała masa fajnych rodziców, którzy rozumieją, że dziecko może być uciążliwe dla innych. I wiecie co? Nie zmieniłabym w tym tekście ani jednego słowa. Nadal pod każdym się podpisuję.

Każde dziecko jest inne, ale to rodzice znają swoje pociechy najlepiej i pewnie mają swoje sposoby, aby je uspokoić. Pod przytoczonym tekstem pojawiło się sporo pytań o to, jak uniknąć lub chociaż zminimalizować ryzyko, że akurat nasz berbeć stanie się obiektem krzywych spojrzeń innych gości. Istnieje kilka ogólnych zasad, które w większości przypadków mogą okazać się pomocne.

1. Czasy beztroski minęły (ale wrócą)

No, niestety. Pogódź się z tym, że być może zjesz zimne, albo przez dwie godziny będziesz zabawiać swoje dziecko, zamiast cieszyć się posiłkiem. Takie życie i nic się na to nie da poradzić. Ot, zwykła konsekwencja posiadania dzieci. Nasi rodzice też się z tym borykali, ale pocieszające jest to, że taki stan rzeczy nie trwa wiecznie. Nie rób tylko jednego – nie przerzucaj odpowiedzialności za dzieci na obsługę, bo kelner to nie niańka.

2. Rozpoznaj teren

Nie wybieraj restauracji w ciemno. W tej chwili wszędzie można zadzwonić i zapytać czy są dostępne krzesełka dla dzieci, czy w łazience jest przewijak, czy w menu są propozycje dla dzieci, ewentualnie czy kucharz na prośbę gości będzie mógł przygotować coś prostego dla progenitury. Restauracje są bardzo frontem do ludzi i w większości przypadków nie powinno być problemu. A jeśli będzie problem, to dowiesz się, że ta restauracja być może nie jest dla ciebie w tym momencie najlepszym wyborem i lepiej będzie poszukać innej.

3. Poznaj menu

To właściwie pochodna powyższego punktu. Warto wiedzieć wcześniej, czy restauracja ma w menu jakieś propozycje dla dzieci, ewentualnie czy w „dorosłym” menu znajdziesz coś, co będzie odpowiadało twojemu dziecku. W ten sposób unikniesz zaskoczenia i wszyscy wyjdziecie z pełnymi, zadowolonymi brzuchami.

4. Uprzedzaj zdarzenia

Niewiele dzieci ekscytuje się faktem przebywania w restauracji. One mają swoje sprawy i swoje priorytety, więc zadbaj o rozrywkę. Zabierz kredki i kolorowanki, pada z ulubioną bajką, może jakieś klocki. Sam/a wiesz najlepiej jaka forma zabawy odpowiada twojemu dziecku. Po prostu zadbaj o rozrywkę, bo restauracja bez kącika zabaw już takiego obowiązku nie ma. A nuda u kilkulatka to największy wróg świętego spokoju.

5. Obrusy są niebezpieczne

Jedna mała ciekawska łapka, chwila nieuwagi i wszystko ląduje na podłodze. Koszt zastawy doliczony do rachunku znacząco podnosi jego wartość. Tak tylko mówię.

6. Pora nie do końca obiadowa

Czasem lepiej wybrać godzinę, kiedy w restauracji jest zdecydowanie mniej gości. Obsługa nie biega jak w ukropie, więc pewnie z chęcią pomoże ci zająć czymś dziecko. Maleje też ryzyko, że talerz gorącej zupy wyląduje na jego głowie, kiedy rozbrykane wpadnie pod nogi kelnera.

7. Dla dziecka zamów najpierw

Włosi często to robią. Takie podejście ma dwa kluczowe atuty: po pierwsze dziecko głodne, to dziecko marudzące (dorośli też tak mają); po drugie jeśli twój berbeć potrzebuje pomocy przy jedzeniu, to masz ten czas właśnie po to, żeby go nakarmić. Kiedy dotrą pozostałe potrawy, najmłodsi z pełnymi brzuszkami będą spokojnie malować kolorowanki, ty spokojnie zjesz, a pozostali goście nawet nie zauważą, że obok jest jakieś dziecko. Wszyscy wygrywają.

8. Bierz odpowiedzialność

Mimo całego misternego planu, w którym twoje dziecko zajmuje poczesne miejsce i nie przewidujesz żadnych niespodzianek, może stać się coś, czego w planie nie było. Sam/a wiesz jak to z dziećmi jest. Jeśli zaczyna się robić niezręcznie, a mały Jurek postanowił, że to najlepszy moment na włącznie syreny alarmowej, to chociaż podejmij próbę uspokojenia go. Gwarantuję, że wszyscy to docenią. Pomocny może być krótki spacer, ale pewnie i tak masz swoje sposoby. Skorzystaj z nich i nie bądź rodzicem, który nagle głuchnie, kiedy jego dziecko zaczyna być głośne i uciążliwe dla innych. To o takich rodzicach jest podlinkowany wyżej tekst. Nie idź tą drogą.

9. Ogarnij najbliższe otoczenie

Dzieci są nieuważne, czasem im coś upadnie, często jest to jedzenie. Przed wyjściem ogarnij najbliższe otoczenie. Jeśli pod stołem wylądowały kawałki pieczywa – podnieś je. Niby nie musisz, ale wierz mi, jeśli wykażesz się odrobiną kultury, obsługa na pewno to doceni i zachowa we wdzięcznej pamięci, aby następnym razem dać ci najfajniejszy stolik. Małe uprzejmości są źródłem wielkich sympatii.

10. Tipuj jak szalony

W Polsce temat napiwków, jak każdy inny temat, dzieli społeczeństwo przynajmniej na dwie grupy. Ja jestem w tej, która napiwki daje. Jeśli twoja Zosia właśnie dziś postanowiła pokazać na co ją stać, ty pokaż, że potrafisz to wynagrodzić obsłudze. Zwłaszcza jeśli podeszła do was frontem i starała się pomóc w ogarnięciu Zosi. To jest fajny, cywilizowany gest i jednocześnie forma podziękowania. No i masz pewność, że zapamiętają Cię dobrze, a następnym razem postarają się jeszcze bardziej.

Do zobaczenia w restauracji!

Magda

foto: huffpost.com