Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Shabu Shabu – za złe przygotowanie dań odpow...

Shabu Shabu – za złe przygotowanie dań odpowiadasz sam /Warszawa

Hot pot, kociołek albo bardziej po polsku – wspólna micha. Lubię ten koncept tak samo, jak lubię fondue czy raclette. Gromadzenie się wokół wspólnego garnka z jedzeniem zbliża i zapewnia masę dobrej zabawy. No i z restauratora większość odpowiedzialności za kulinarne niepowodzenia przenosi na klienta. Bardzo wygodnie.

Shabu Shabu3Shabu Shabu to pomysł przeniesiony z Azji, a w Indonezji jest sieć o identycznej nazwie. Przypadek? Nie sądzę. Zasada jest bardzo prosta: najpierw wybierasz bulion, a później dodatki, które samodzielnie w nim ugotujesz. Każdy stół ma pośrodku cztery podgrzewane pojemniki na tenże bulion i sterowanie pod blatem, dzięki czemu można kontrolować temperaturę. Proste? Bardzo.

IMG_8510

Spośród czterech wywarów dwóch nie ma, więc zamawiamy pozostałe dwa: tajski (5 zł) i koreański (7 zł). Oba są naprawdę przyzwoite, aromatyczne i smaczne. Ten pierwszy nieco bardziej pikantny. Robimy też przegląd dodatków. Części nie ma, ale z długiej listy wybieramy karkówkę, udziec i rozbratel, z owoców morza krewetki i kraba, z warzyw brokuły, szpinak wodny, cai cuc, seler chiński, pak choy, lotos, taro i kolendrę, z makaronów brązowy i udon. Do tego boczniaki i kilka różnych dim sumów: sui cao z krewetek, ha cao z wieprzowiną, z warzywami, ponownie z krewetkami i banh bao z wieprzowiną i z warzywami. Ceny są więcej niż przystępne – porcyjki dodatków są malutkie, ale za to mięso kosztuje od 3 do 5 zł, owoce morza podobnie, warzywa i grzyby od 1 do 5 zł, makarony 2-4 zł, a dim sumy 3 zł za sztukę. Te ostatnie totalnie mnie nie porywają, ale też nie do końca jest to moja rzecz, więc nie porywam się na ocenę a konsumpcję pozostawiam moim towarzyszom. Dim sumy gotuje się na parze, także samodzielnie, po prostu stawiając bambusowy koszyczek na kociołku z bulgoczącym bulionem.

Shabu Shabu1

Jest jeszcze czterodaniowy dział „Inne”, z którego zamawiamy lekko pikantną, kwaśną i bardzo smaczną sałatkę ze szpinaku wodnego (9 zł), smażone kraby w sosie tamaryndowym (12 zł), które swoje już przecierpiały, więc smakują trochę jak krabowy papier i żołądki wieprzowe na chrupiąco (9 zł). Te ostatnie są zaskakująco smaczne i delikatne, zdecydowanie warte polecenia.

Shabu Shabu2IMG_8503IMG_8513

Nie pracują niestety na najlepszym produkcie – krewetki są wstrętne, a krab mierny. Na szczęście cała reszta jest zupełnie w porządku. Dużo uciechy sprawiają nam warzywa, szczególnie pak choy, mączne taro i lekko chrupiący lotos, przy czym ten ostatni smakuje tylko mnie. Shabu Shabu ma barowy sznyt, więc nie wymagam od nich cudów, jest dobra zabawa i chyba o to chodzi. Jeśli macie pacholę-niejadka, to tu raczej nie odmówi. Ostatecznie to stary numer, by dzieci przygotowały sobie samodzielnie coś do jedzenia. Wtedy jakoś magicznie wraca im apetyt.

Na koniec przyjemny pudding z mango (10 zł), słodki, lekko grudkowaty, może minimalnie mdły, ale mango takie jest. Przy stole pada uwaga, że byłby lepszy, gdyby mango było dojrzałe. To prawda.

IMG_8523

Jedna uwaga – nie należy się sugerować podawanymi przez kelnerkę czasami gotowania poszczególnych składników, chyba, że lubicie jeść gumę albo papkę. Krócej. Po prostu gotujcie to wszystko krócej.

Shabu Shabu jest niezobowiązujące, jest fajnym miejscem na luźne spotkanie ze znajomymi, po którym pożeglujecie gdzieś dalej na ciacho lub drinka. Cała ta przyjemność wraz z napojami kosztowała dokładnie 159 zł, a byliśmy tam z przyjaciółmi. Jak na kolację dla czterech osób i całkiem niezłą zabawę to bardzo przyjemna kwota.

pigs4

Magda

Info

fb
ul. Mokotowska 27, Warszawa