Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Prawdziwego hedonisty przewodnik po Budapeszcie

Prawdziwego hedonisty przewodnik po Budapeszcie

Z Budapesztu da się wycisnąć całkiem sporo przyjemności. Choć nie jest to moje ulubione miasto i bez wahania zamienię je choćby na Pragę, to wciąż można się tu dobrze bawić, nieźle jeść i fundować sobie naprawdę miłe chwile. W sumie tym się głównie w życiu zajmuję – omijaniem min i wysupływaniem dla siebie tyle przyjemnych oka mgnień, ile się da. Do tego Węgry są tanie jak barszcz, co jest całkiem miłe. Rozłóżmy więc największe budapesztańskie przyjemności na kilka prostych punktów do odhaczenia.

1. Pij wino do śniadania, obiadu i kolacji

Nie bez powodu na pierwszym miejscu. Węgierskie wina to często bardzo duża klasa, więc warto ich próbować, a co lepsze przywieźć do domu. W sekrecie powiem Wam, że przywieźliśmy jakieś dwadzieścia butelek. Poza tym jak zaczniecie od wina, to cała reszta będzie wam się podobała jeszcze bardziej. Potwierdzone info.

2. Jedz foie gras, aż ci się uleje

I bardzo proszę o nie wklejanie mi tu linków z jakimiś horrorami, to nie jest taki blog. Tu się foie gras je, ceni i szanuje. Znajdziecie je w większości budapesztańskich menus – i jako przystawkę, i jako główne. To samo na targach – puszki z foie gras piętrzą się na straganach i obok papryki to chyba najpopularniejszy produkt. Właściwie jak się nad tym zastanowić, to w Budapeszcie można się poczuć jak w światowej stolicy foie gras. My jedliśmy średnio dwa razy dziennie. Nadal nie najadłam się na zapas.

3. Zwiedzaj, ale od niechcenia

Budapeszt jest taki rozsypany, trzeba się nachodzić za tymi wszystkimi zachwytami. To akurat dobrze robi na boczki, które niepostrzeżenie zaczynają się wylewać nad paskiem. Z drugiej strony zwiedzanie leniwe, zwiedzanie z przystankami na kieliszek wina, takie trochę bez planu i przewodnika to moja ulubiona forma zwiedzania. Czasem trafia się do naprawdę ciekawych miejsc, o których w przewodnikach nie ma ani słowa. Tym razem nie mieliśmy nawet szkicu listy miejsc „do zobaczenia” i powiem wam, że bardzo mi się to podobało.

4. Zjedz całe to miasto

Żartowałam. Całego nie jedz, bo będziesz miał niestrawność. Z gastronomią w Budapeszcie jest różnie – kwadratowo i podłużnie. Jeśli się liczy na łut szczęścia, to można się ostro rozczarować. Choć spędziliśmy w Budapeszcie kilka dni, to adresy godne polecenia mogę policzyć na palcach jednej ręki. Znaczy się nie jest łatwo, ale da się. I tak: na śniadanie warto zajrzeć do Budapest Bisztro (Vécsey u. 3), którego menu śniadaniowe jest onieśmielająco długie i… mięsne. Bo jeden lichy jogurcik z granolą jeszcze wiosny nie czyni. Zjecie tu na przykład omlet z – jakie to zaskakujące – foie gras i kawiorem lub… stek. Tak, mają stek w menu śniadaniowym. Na obiad lub kolację polecam wybrać się nieco poza ścisłe centrum i zjeść w absolutnie cudnym Pasaret Bisztro (Pasaréti tér), które jest tak dobre, że poświęciłam mu osobny post. Nieźle jest też w restauracji Menza (Liszt Ferenc tér 2), choć tu mam zastrzeżenia do obsługi. Bardzo dobrze zjedliśmy w Pater Marcus (Apor Péter u. 1), oczywiście mięso, mięso po horyzont! Mają też świetną selekcję piw. Z kolei najlepsze langosze trafiliśmy w Langos Papa (Andrássy út 38) i na obu halach targowych, o których przeczytacie niżej. Tam też szukałabym innego street foodu, jeśli leży w obszarze waszych zainteresowań.

5. Rozgryź te sławne hale targowe

Tak naprawdę najbardziej turystyczna jest Wielka Hala Targowa (Vásárcsarnok), ale podobało nam się także w Belvárosi Piac, głównie ze względu na usytuowany na pierwszym piętrze food court. Trochę przypomina nasze Koszyki z kilkudziesięcioma konceptami gastronomicznymi. Tu można sprawdzić jak Węgrzy radzą sobie w kuchnie azjatyckie, wegańskie i wiele innych. Oczywiście dla mięsożerców wybór jest więcej, niż szeroki. W obu halach warto próbować kiszonek, których wybór zwala z nóg, oczywiście obowiązkowo należy zaopatrzyć się też w paprykę słodką, ostrą, wędzoną – każdą. W Wielkiej Hali na pierwszym piętrze są niezłe langosze. Budę poznacie po tym, że jest pełno i trzeba stać kwadrans w kolejce.

6. Kaca po zbyt długiej nocy spłucz w termach

Najlepsze na koniec. Budapeszt ma sporo basenów i term, ma też status uzdrowiska właśnie ze względu na mnogość gorących źródeł i wód leczniczych. Dwa miejsca zasługują na szczególną uwagę: Kąpielisko Św. Gellerta – z przepięknymi mozaikami, secesyjnym wystrojem i rozsuwanym dachem nad głównym basenem oraz Termy Kiraly – najstarsze w mieście. To jest naprawdę duża przyjemność i jeśli gdzieś na świecie trafiamy na termy, to prawie zawsze z nich korzystamy.

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

budapeszt

Magda


  • Byłam też niedawno w Budapeszcie, zajadałam się prawie codziennie w restauracji Kiado 🙂