Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

On nie pomaga Ci w domu? Gratuluję, wygrałaś życie...

On nie pomaga Ci w domu? Gratuluję, wygrałaś życie!

Nie, naprawdę, nie ma ani jednego powodu, aby Ci pomagał w domu. Czasem odciążył albo raz na jakiś czas zrobił zakupy. Albo zmienił dziecku pieluchę, jak go o to poprosisz. Albo od wielkiego dzwonu odkurzył. Bardzo mnie dziwi oczekiwanie kobiet, że faceci będą im pomagać w domu. Serio.

Ja nie wiem co te baby. Jak już urodzą dziecko, to jakieś dziwne się robią. Wiecznie zmęczone, wiecznie niezadowolone. Łażą z wózkami po parkach, w południe, jakby wstydu nie miały, po sklepach łażą, kupują co chcą, ziemniaki na przykład albo włoszczyznę. Kawę mogą sobie pić kiedy im pasuje, choćby i o trzynastej. Na bank się nie poparzą, bo kawa już dawno zimna. Nie wkurwiają się w korkach, ani na głupiego szefa. Hajs na koncie się zgadza, w końcu ZUS się tyle lat płaciło, to się teraz odcina kupony. Jak jakiś rentier! Podczas gdy biedny mąż na eksponowanym stanowisku zarabia na wakacje pod palmą te robią co chcą. I narzekają!

A że…

On realizuje się zawodowo, a ja nie. A że wycieram bachorom smarki spod nosów i siedzę na urlopie macierzyńskim. A że ze zmęczenia nie widzę na oczy. A że… Kobieto, ogarnij się! Nie dość, że na urlopie, to jeszcze siedzisz! Jak sama nazwa wskazuje – pani ma relaks. No, może czasem Cię szarpnie, że zrobiłaś dziś już trzy prania, wyserwisowałaś śniadanko dla czteroosobowej rodziny, uprasowałaś mu koszule, piąty raz przebrałaś dziecko, bo mu się ulało/obsrało/kredką pomalowało (niepotrzebne skreślić), pocisnęłaś z wózkiem na zakupy, ugotowałaś obiad, przeleciałaś odkurzaczem, ale szybko, bo dzieciątko kwili, zorientowałaś się, że jeszcze nie miałaś szansy wejść pod prysznic, więc żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia umyłaś zęby, pozbierałaś rozrzucone wszystko, wyprowadziłaś psa… a jeszcze nawet nie ma piętnastej. Jeszcze tyle urlopu do wykorzystania!

Urlop to urlop – trzeba korzystać

Ponieważ na urlopie można wreszcie być sobą i zdjąć maskę perfekcyjnej korporacyjnej opancerzonej suczy, to pozwoliłaś sobie na NIE bycie doskonałą i NIE zrobienie kilku rzeczy. Na przykład NIE umyłaś włosów. Oraz NIE przeczytałaś kolejnego rozdziału książki. Właściwie to nawet jej NIE zaczęłaś. Jak szaleć to szaleć. Na koniec NIE poleżałaś na kanapie. I jak wisienka na torcie – wieczorem NIE bzyknęłaś swojego umęczonego pomnażaniem PKB starego. Urlop to urlop. Ale skoro przez cały dzień byłaś na urlopie i tylu rzeczy NIE zrobiłaś, to oczywistym jest, że jak stary wróci z roboty, to należy mu się odpoczynek. A Ty w tym czasie możesz chyba zająć się domem i dziećmi, prawda? Korona Ci z głowy nie spadnie. Trochę wyrozumiałości dla drugiego człowieka, daj spokój z tym pomaganiem! Ostatecznie to Ty „siedziałaś” cały dzień na „urlopie”, nie?

To tyle, jeśli chodzi o żarty

Wiesz dlaczego nie powinnaś oczekiwać, że on Ci będzie pomagał w domu? Bo to podstawowy błąd logiczny. Bo to jest WASZ dom. A ile praw, tyle – zonk! – obowiązków. Szok i niedowierzanie. On tak samo jak Ty jest odpowiedzialny za porządek, zaopatrzenie i dzieci. Chyba, że zgodnie zdecydujecie inaczej w jasny sposób dzieląc się obowiązkami. Ale i tak lepiej pięć razy ugryźć się w język i pokazać palcem co poprawić, niż do końca życia być jedyną osobą w domu, która myje kible. Tak tylko mówię.

On nie powinien Ci „pomagać” w domu. On jest za ten dom tak samo odpowiedzialny jak Ty. To wyklucza „pomoc”, za to implikuje „ramię w ramię”. Zapamiętaj to sobie i wyjdź z kretowiska typowej Umęczonej Żony Polskiej, bo oczekiwanie „pomocy” z automatu Cię w to kretowisko wbija. Jeśli oczekujesz, że on Ci będzie „pomagał”, to sama stawiasz się na pozycji osoby odpowiedzialnej za wszystko, której ewentualnie MOŻNA pomóc. Ale obowiązku nie ma.

Ja jestem taka srala-mądrala, bo takiego faceta mam i tak żyję. Nawet do dzidziutka wstajemy solidarnie. To znaczy wstaje ta osoba, która o jeden dekagram jest akurat mniej zmęczona. Oboje pracujemy zawodowo, dziecko mamy wspólne i tak zwane „gospodarstwo domowe” również. Tu nie ma lepszych i gorszych. Tu jest jedna drużyna i do góry ciągnie ta osoba, która akurat ma więcej prądu w akumulatorze. Ale też takiej postawy od siebie nawzajem oczekujemy. Nie mówię, że masz dobę po porodzie otworzyć laptopa i pracować, bo ja tak zrobiłam. Ale masz zadbać o to, byście we wspólnym życiu stali obok siebie, trzymali się za ręce i patrzyli w tym samym kierunku.

Nie bądź bluszczem, nawet jeśli w którymś momencie oboje uznaliście, że to ładna roślina. Nie zasłaniaj się też kretowiskiem, na które sama dałaś przyzwolenie. Wymagaj i oczekuj tak samo od siebie, jak i od niego. I pamiętaj, że dziećmi nie załatwisz sobie całej reszty z wygodnym życiem włącznie. To się kończy źle. Za. Każdym. Razem.

Wybierz ścieżkę zgranej ekipy, która zagrywa do jednej bramki. A jak już wytrzecie bachorom gile spod nosa, wkopiecie klocki pod kanapę, żeby się nadprogramowo nie schylać i oddacie koszule do pralni, gdzie mieszkają takie skrzaty, które piorą i prasują, to załóż szpilki, bzyknij starego, wróć do pracy i żyj. Po prostu oczekuj jednakowej odpowiedzialności, jednakowego wypełniania obowiązków i jednakowych poświęceń.

I kwiatów. Kwiaty zawsze spoko.

Magda

P.S. I koniecznie myj włosy. Zawsze.

Uważasz, że są kobiety, które powinny przeczytać ten wpis? To pomóż mi do nich dotrzeć i go udostępnij. Dziękuję!