Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Święta są także dla Ciebie – zapamiętaj to s...

Święta są także dla Ciebie – zapamiętaj to sobie!

Święta to była dla mnie magia. W dzieciństwie musiałam wypełniać te wszystkie przyjemne obowiązki – ubierać choinkę (byłam niekwestionowanym mistrzem rozplątywania światełek), przed kolacją wigilijną pilnować, abyśmy nie zaczęli przed pierwszą gwiazdką no i odbierać prezenty. Tony prezentów. Uwielbiałam też pasterkę  – bo tylko raz w roku mogłam położyć się tak późno spać, a we wspólnym nocnym kolędowaniu jest jakaś podniosłość. Z roku na rok, wraz z bijącym w dowodzie licznikiem i coraz mniejszą ilością śniegu, Boże Narodzenie miało dla mnie coraz mniej magii, a więcej obowiązku.

TRZEBA

Odwiedzić rodzinę, elegancko się ubrać, zrobić śledzie i milion innych rzeczy. Bo tak wypada, bo tak jest co roku, bo tradycja jest święta. Patrzyłam, jak rodzice urabiają sobie ręce po łokcie. Wigilia u nas, pierwszy dzień Świąt to impreza imieninowa taty, Adama, zatem znowu u nas, drugi dzień wreszcie daje odetchnąć, bo to my idziemy z wizytą. Ale i tak trzeba. Trzeba się elegancko ubrać i zachowywać godnie.

MUSISZ

Musisz się cieszyć, czynić zadość tradycji, nawet jeśli jest to ostatnia rzecz, na jaką masz ochotę. Musisz spróbować dwunastu potraw, nawet karpia, którego organicznie nie znosisz. Musisz się uśmiechać i ekscytować prezentami, które może były trafione, kiedy jeszcze pisałeś listy do Mikołaja, a bez ściągi już niestety bywa różnie. Dużo „musisz”, coraz mniej „możesz”. To nie na moje buntownicze nerwy.

A PÓŹNIEJ DOROSŁAM

Kocham Boże Narodzenie, ale też kocham decydować o sobie. Kiedyś mój bunt przejawiał się podartymi dżinsami i trampkami ostentacyjnie zakładanymi na okoliczność rodzinnych spędów. Może nie był to strój galowy, który akceptowała ciocia, ale może to nawet lepiej? Teraz myślę, że to było gówniarskie. Wystarczyło dołożyć do tego marynarkę, aby zmienić tę sytuację w satysfakcjonujący obie strony kompromis.

Nie lubię z niczego rezygnować, taką mam naturę. I tak jak dawniej kocham okołoświąteczny klimat, kolęd słucham od listopada, wyglądam świątecznych jarmarków, a choinka jest najważniejszym przedmiotem w domu. Ale równie mocno jestem przywiązana do luzu, braku napinki i czegoś, co po angielsku nazywa się „quality time”. Nie mam ochoty, by Boże Narodzenie kojarzyło mi się z trzydniową orką w kuchni, ze zmęczeniem, z mamą, która po wyserwowaniu kolacji wigilijnej pada na twarz ze zmęczenia. Najpierw więc był bunt, ale z czasem wypracowaliśmy małe kompromisy, które sprawiają, że mama nie pada z nóg, ja mam swój luz i świąteczną radość, a na koniec dnia wszyscy są szczęśliwi.

Tak więc od lat kolacja wigilijna jest składkowa. Każdy coś przynosi i to jest zdrowe podejście, eliminujące świąteczne pasożyty. Mamy to już tak rozpracowane, że nawet nie musimy się wcześniej zdzwaniać – i tak z góry wiadomo co kto robi. Lubię gotować, ale wtedy, kiedy mam na to ochotę. Jak muszę, to nie lubię. W tym roku, z pieśnią na ustach, spędziłam w kuchni trzy dni, choć to żadna norma. Spędziłam, bo miałam taką fantazję, bo mnie to relaksuje, bo lubię umilać ludziom życie dobrym jedzeniem. Dlatego były udźce jagnięce, cudowne brownie z solonym karmelem czy… zielony chleb. Bo zwykły mi się znudził.

Boże Narodzenie jest dla rodziny. Tej, która akceptuje trampki i docenia marynarkę. Uwielbiam spędzać z nimi ten dzień. Nie znam drugiej rodziny, która tak bardzo doceniałaby dobre jedzenie. My naprawdę spotykamy się po to, żeby jeść, a święta to tylko pretekst. Na stół wjeżdża najprawdziwsza Miśnia, a składanie życzeń to formalność. I tak wszyscy myślą o pieczonym indyku z nadzieniem. To jest prawdziwa radość.

Pamiętam, że mam przyjaciół. Drugi dzień Świąt to dres jako strój galowy, wino, dużo wina i wspólne wyjadanie resztek. Na każdy z tych dni czekam, jak kiedyś na pierwszą gwiazdkę. Każdy jest inny i żadnego nie zamieniłabym na nic innego. Każdy sprawia, że jest mi ciepło wokół serca.

Nie zamierzam się buntować, tupać nóżką i udowadniać, że mogę po swojemu, że to ja decyduję, ja, ja, ja! Jestem dorosła, ja po prostu wiem, że mogę po swojemu i konsekwentnie tak właśnie robię. Dałam sobie ten luz, a w rewanżu otrzymałam nieposkromioną radość, wolną od krępujących ruchy konwenansów. Święta rzeczywiście są dla mnie jednym z najpiękniejszych momentów w roku. Nie ma nic do tego kościół, nie ma tradycja, nie ma miejsce, w którym je spędzamy. To ludzie sprawiają, że są wyjątkowe, ciepłe, że na nie czekam. I takich Świąt Wam życzę.

Magda


  1. O tak. Święta prawda 🙂 ja na przekór wszystkiemu zostawiłam w domu okropny sajgon, smakowałam męża i synów do auta i wybyłam do Pragi… Na Jarmark Świąteczny, na grzane wino, na knedlicki. I o to chodzi. Poczułam święta wszystkimi zmysłami, aż chce mi się wziąć za porządki… Tylko jakoś czasu brak 😛
    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt
    Dominika Gałuszka
    https://ich3ija.wordpress.com