Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

A nóż widelec, czyli zachwycający Poznań

A nóż widelec, czyli zachwycający Poznań

Lubię Poznaniaków. Nie tylko za ich uczciwość, podejście i chęć do robienia interesów, ale przede wszystkim za świetną kuchnię. Tak, kuchnia wielkopolska jest mi całkiem bliska biorąc pod uwagę fakt, że moja babcia pochodziła z Wielkopolski. Smażony ser, pyry z gzikiem, cała masa mięsnych przetworów – od salcesonu po schab z suszonymi śliwkami – to tradycyjne dania, które gościły w naszym domu odkąd pamiętam.

Kiedy tym razem jechałem do Poznania nie miałem żadnych specjalnych planów, chciałem po prostu dobrze zjeść. Z drogi zadzwoniłem do jednego takiego zarośniętego kucharza, co ma wyszynk w Chorzowie i pytam – Gdzie mam zjeść? Przemek na to – Jak to gdzie? Idź do Kutra, bo mówią, że dobrze. Sprawdź i powiedz mi jak było. Z kolei Magda powiedziała, że Kuter to może awanturnik, ale za to bezkompromisowy w kwestii jakości produktów. Po takiej rekomendacji mogłem pójść tylko tam.

Restauracja znajduje się przy ruchliwej drodze, gdzie Wilda graniczy z Grunwaldem, w otoczeniu domów jednorodzinnych i willi. Po przekroczeniu progu – cała sala praktycznie pełna i pachnie dobrym jedzeniem. Profesjonalnie zajmuje się nami obsługa i już za chwilę siedzimy na swoich miejscach i studiujemy karty. A tutaj same dobre rzeczy, są tradycyjne polewki, gęsina, schab z dzika czy schabowy.

Na przystawki wybieramy terynę z gęsi kołudzkiej z morwą (29 zł) podaną z sosem gribiche i domowym pieczywem. Idealna struktura mięsa, zdecydowanie wyczuwalne kawałki gęsi, smak zbalansowany lekko kwaśnym od kaparów i korniszonów sosem gribiche oraz morwą. Podejrzewałem, że duet gęś i morwa to będzie mocne uderzenie, ale do tego ten chleb. TEN chleb, chciałoby się powiedzieć, od razu się bardzo zaprzyjaźniliśmy, aż musieliśmy poprosić o dokładkę. Sam, jak wiecie, piekę dlatego zawsze doceniam dobry wypiek, a ten był pierwszorzędny – miękki, delikatny i wilgotny w środku, a chrupiący na zewnątrz. Oprócz chleba podano nam też coś w rodzaju kulebiaka nadziewanego duszoną i karmelizowaną cebulą – jakież to było dobre!

IMG_1190

Potem nadszedł czas na zupy. Zamówiliśmy ślepe ryby (16 zł). „Ślepe” w nazwie, bo to postna zupa i nie ma w niej żadnego rosołowego „oka” – ziemniaczanka podana w dzbanku, a w głębokim talerzu towarzyszy jej chrupiący bekon i ogony rakowe. Umami niemal w czystej postaci. Jak to świetnie ze sobą grało – delikatna zupa, miękkie ogonki rakowe i wesoło pochrupujący bekon. Tej zupie mówię zdecydowane: tak.

IMG_1204

Rosół z domowymi kluskami lanymi (12 zł) to bardzo bezpieczna pozycja. Mocny, esencjonalny bulion na kościach i drobiu z delikatnymi lanymi kluseczkami. Dzieci by ten rosół bardzo, bardzo, mówię wam. I ostatnia z zup, klasyczny żurek na zakwasie (15 zł), z jajkiem poszetowym (idealne) i kurkami podana w garnku. Sam musisz się obsłużyć. Żurek dobry, kwaśny i gęsty, ale moim zdecydowanym faworytem są ślepe ryby.

IMG_1201IMG_1198

Wraz z drugimi daniami zaczął się festiwal umami. Najpierw o biodrówce jagnięcej (65 zł) podanej z grzybami zapiekanymi w cieście francuskim (duże ciastko z tyłu), topinamburem, remolatą i sosem z czarnej kurki. To jest hit – takiej jagnięciny nie jadłem bardzo dawno – delikatna, praktycznie nie stawiająca żadnego oporu nożowi, rozpływająca się w ustach. Konwekcja zrobiła swoją robotę. I te dodatki. Ten talerz to praktycznie samo umami i nie było na nim niczego przypadkowego, nawet topinambur był świetnie dobranym sezonowym warzywem.

IMG_1209

Pierś z kurczaka kukurydzianego (38 zł) to zdecydowanie wybór dla tych, którzy tęsknią za smakiem prawdziwego kurczaka, a nie tego sterydowo-antybiotykowego monstrum. Podany z ziołowym puree, sosem z białego wina, który fajnie podkręca danie i sezonowymi warzywami – tutaj z buraczkami, marchwią i cebulką. I konfitowana karkówka wieprzowa (36 zł) idealnie miękka z zachowanym całym aromatem pieczonego mięsa, podana z chrzanowym puree – bardzo fajną opozycją do słonego i wyraźnego mięsa. Wszystko zamyka ekologiczny ogórek kiszony z Wąsowa. Podczas każdego idealnego kęsa jest słono, ostro, kwaśno… Jest wszystko.

IMG_1207IMG_1212

Deser był przesadą, ale z kronikarskiego obowiązku dałem się ponieść. No więc zamówiłem dla nas karpatkę z kremem waniliowym. Zupełnie jak z dzieciństwa, a do tego gruszka, sorbet gruszkowy, karmel i prażone migdały. Myślę, że opis tego dania mówi sam za siebie, ale żeby się dopełniło – tak, ta karpatka była idealna. Do dań piliśmy wodę i naprawdę dobry, domowy kompot.

IMG_1214

Kuchnia Michała Kutra to przede wszystkim produkt i dopiero potem świetne wykonanie. To co wjeżdżało na nasz stół nie pozostawia nic więcej do życzenia. Nie było żadnych przypadkowych czy niedopracowanych smaków i aromatów. Smak sprawia, że jest to miejsce do którego chce się wracać. Wracać po więcej i więcej.

Za całość za 3 osoby zapłaciliśmy 318 zł.

pigs5

Jacek

Info

www fb
ul. Czechosłowacka 133, Poznań

Szef kuchni: Michał Kuter