Poznań – miasto rogali marcińskich, koziołków i pyr z gzikiem. W ostatni weekend poznański rynek szturmowali smakosze i pasibrzuchy z całej Polski. Wszyscy głodni nowych smaków, ciekawych produktów i wrażeń.Tu macie rzadką okazję zobaczyć jak wygląda festiwalowy fotograf, Julian Redondo Bueno. Zwykle jest po drugiej stronie aparatu, lecz tym razem, w drodze wyjątku (oraz uroczym fartuszku), pomaga Jaśkowi Kuroniowi w gotowaniu.Rozpoczynamy gromadzenie zapasów od podstaw – najpierw chlebKuroniowe gastroloveA brzuszki z łososia wycinamy takWstawiam to zdjęcie, bo Jasiek twierdzi, że najbardziej fotogeniczną ma potylicęGórale też byliA tu dla wegetarian grande micha warzywNatomiast przy tym stoisku wegetarianie… No, cóż.Polskie shitakeWoda z saturatora, inaczej nazywana również gruźliczanką, tu w wydaniu godnym XXI w.Walor edukacyjny – które do czego?A to są genialne ogórki kiszone od Piotra SierpowskiegoLubicie Bolesławiec? Bo ja bardzo. Stanowi sporą część mojej kolekcji skorup.Wszystkie grubasy zjadały kiełbasyPo konkursie nalewek (startowało ich aż 97!), degustacji ciąg dalszy. Jacek twierdzi, że spróbował ok. pięćdziesięciu. I nadal chodził prosto. Szacun.Litwini też byliPolskie miody zawsze na propsieWszystko to sprzedawano pod zbiorczą nazwą „baklava”, choć to w rzeczywistości kataifi. Różnica leży w cieście – nie płaty, a nitki. W naszej relacji z Krety możecie zobaczyć jak powstaje prawdziwe ciasto filo i kataifi.Po trzech kawałkach masz dość tłuszczu na dwa tygodnie.No, Panowie, to która golonka była najlepsza?Nastaw (ten duży słój po prawej) wyjątkowo fotogenicznyTo też nie jest baklavaA tu już bardziej, ale z jagodowym nadzieniemWygląda na to, że wszystkim się podobałoAle Wojtek Lewandowski, organizator (po prawej) wygląda na zmęczonego. Bo to był weekend pełen wrażeń. My też musieliśmy odespać.
I to tyle. Było fajnie, ale się skończyło. Do zobaczenia za rok!