Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

The Farm – już myślałam, że tak wspaniała ga...

The Farm – już myślałam, że tak wspaniała gastronomia zeszła do podziemia. A ona żyje!

Serio, jest dokładnie tak, jak w tytule. Przechodzimy przez te wszystkie mody jak burza, a najlepszą z nich była moda na dobry produkt. Są knajpy, które pozostały jej wierne, ale mam wrażenie, że są w mniejszości. Boleśnie małej mniejszości. Reszta stawia na instagramowość, na modę, na rzeczy, które w ostatecznym rozrachunku nie są takie ważne.

A najważniejsze są przecież dwie sprawy: ma być smacznie i na dobrym produkcie. W końcu to jest paliwo, na kiepskim paliwie daleko nie zajedziemy. I jeśli do domu nie kupuję byle jakiego jedzenia, to czemu miałabym je jeść w restauracji i płacić za to ekstra? Ja chętnie zapłacę ekstra, ale niech wiem, że to jedzenie mnie odżywia. I smakuje jak niebo. Dlatego mało jest ostatnio recenzji, bo mało jest knajp, które naprawdę mnie ekscytują.

the farm restauracja warszawathe farm restauracja warszawa

A ta mnie ekscytuje i to bardzo! Dawno nie otworzyła się restauracja, która w tak jednoznaczny sposób stawia na produkt. Chyba od czasów Zielonego Niedźwiedzia, który od początku po dziś dzień jest wierny filozofii slow food. I tak jak Niedźwiedź jest na mojej krótkiej liście najprzeulubieńszych, tak The Farm do tej listy dołącza. Bo oprócz tego, że chcę jeść smacznie, chcę jeść też jakościowo. I tu to wszystko jest – jest znakomity produkt, jest doskonałe wykonanie, jest świetna, kompetentna obsługa i jest niezobowiązująca atmosfera, która nie usztywnia. Wybornie!

Zrobiliśmy niezły rajd przez menu, bo wybraliśmy się we czwórkę. I tak wjechało co następuje: jajo po szkocku w mięsie z Mangalicy – jajo mogło być minimalnie podciągnięte, bo białko nie do końca się ścięło (bajer polega na tym, żeby tylko żółtko było płynne, a białko ścięte), ale to jest kwestia pewnie sekund, więc macham ręką. Doskonała przystawka, mięso cudnie doprawione, a ten marynowany seler pod spodem, który tak idealnie balansował między słodkimi, słonymi i kwaśnymi nutami to jest mistrzostwo.

the farm restauracja warszawa

the farm restauracja warszawa

Dalej delikatne, rozpływające się w ustach rillette z wędzonych mazurskich ryb z sałatką waldorf i domowe „prosciutto” z kaczki podane na sałacie. Jedno i drugie wyborne. Tak samo jak tatar z pomidora podany w wydrążonym tymże. Oni nawet ricottę robią sami. A pomidor? Wciąż jeszcze taki letni, słodki, taki za jakim będę tęsknić całą zimę. Przystawki – doskonałe. Chyba piszę nieco chaotycznie i nie zgłębiam się dość w każdy detal każdego dania, ale muszę ten tekst wypuścić natychmiast, bo mnie rozsadzi!

the farm restauracja warszawa

the farm restauracja warszawa

the farm restauracja warszawa

 

O produktach napiszę Wam zaraz na końcu, ale najpierw główne. Smażony filet z pstrąga podany ze słodkawym, pełnym umami bique rakowym, szyjkami rakowymi i wędzonym kawiorem to danie dość subtelne, ale ryby są subtelne i takiej właśnie oprawy potrzebują. Podobnie zwarty szczupak po nicejsku z ziemniakami, jajkiem przepiórczym i oliwkami z derenia, które naprawdę smakowały jak oliwki.

the farm restauracja warszawa

the farm restauracja warszawa

Z kolei risotto grzybowemu należy się jakiś poemat czy coś. Ryż idealny, z tą maleńką łezką wewnątrz, która stawia lekki opór zębom, ale zobaczcie ile jest w nim grzybów. Tu jest więcej grzybów, niż ryżu! No, obłęd!

the farm restauracja warszawa

Jak zobaczyłam ich ladę chłodniczą i takie kawałki mięsa, że zrobiło mi się trochę słabo od samego patrzenia na te idealnie marmurkowe wspaniałości, to wiedziałam, że polędwica wołowa z kurkami musi wjechać. I nie zawiodłam się. Jak zwykle poprosiłam o rare i taka właśnie była – o konsystencji masła, rozpływająca się na podniebieniu, wspaniale różowiutka wewnątrz. Życie jest dobre, mówię Wam.

the farm restauracja warszawa

Desery też nie zawiodły – kula tiramisu to taka wariacja na temat tego deseru, fajna, udana, ale towarzyszący jej mus z białej czekolady i Baileysa wszystkich nas rozłożył na łopatki. No i na koniec klasycznie – fondant czekoladowy przygotowany w punkt, a więc z wypływającą ze środka, wspaniale jakościową czekoladą.

the farm restauracja warszawa

A jak napiszę, że w ramach czekadełka podali doskonały smalczyk, domowy chleb (bo tu wszystko jest domowe) i… panierowane KANIE, to chyba już nie będę Was musiała bardziej przekonywać, że musicie tam pójść. KANIE, rozumiecie to? Kiedy ostatnio dostaliście w knajpie kanie? Kocham kanie!

the farm restauracja warszawa

the farm restauracja warszawa

 

Nie mają tu tylko idealnego światła do zdjęć, więc te nie są tak piękne, jak to jedzenie zasługuje, ale robiłam co mogłam. Mają tu za to delikatesy, w których kupicie na wynos masę wspaniałości, ale szczególną uwagę zwróćcie na mięso. Mają swoją farmę na Mazurach. Mają dostawców z Warmii i Mazur. Mają tu doskonałe produkty, nasze, takie, z których możemy być dumni! Mają też wszelką wiedzę i umiejętności, by z tymi produktami obejść się z szacunkiem. A gdyby ktoś miał pretensje do cen, to wszystko, co napisałam powyżej je absolutnie usprawiedliwia. Nie da się sprzedawać najlepszych produktów w biedronkowych cenach. Sorry, takie jest życie. I tyle.

Ups, zakochałam się.

Rachunek.

Magda

Info

fb
ul. Mokotowska 8, Warszawa

Szef kuchni: Krzysztof Chwiała

Podajcie dalej, bo mamy nowy SKARB!