Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Jesteśmy prawnuczkami kobiet, których nie zdołaliś...

Jesteśmy prawnuczkami kobiet, których nie zdołaliście spalić na stosie

Wożę się z tym tekstem od czwartku. Non stop czytam, oglądam, sprawdzam co się dzieje, notuję kolejne punkty i zdania, które chciałabym tu umieścić. Powinnam być wściekła. Kurwiona wręcz. A jedyne co czuję, to smutek i współczucie w stosunku do kobiet i rodzin, które będą z tego powodu cierpieć. 

Kiedyś napisałam, że mimo skrajnie wolnościowych i równościowych poglądów nie nazwałabym siebie feministką. Nie dlatego, że w swoich przekonaniach jakoś odbiegam. Ja po prostu żyłam w swojej bańce przekonana o swoich prawach, wolności i równości tak niezachwianie, że nie miałam potrzeby tego nazywać, uważałam je za oczywistość. Kaman, XXI wiek, środek Europy, wolno mi wszystko. Nie mnie – kobiecie, lecz mnie – człowiekowi. Po prostu negowałam potrzebę etykietowania się w jakikolwiek sposób. Błądziłam, przepraszam.

Decyzja Trybunału Konstytucyjnego odczytana ustami kobiety (cóż za smutna ironia! Zapamiętajmy dobrze to nazwisko: Julia Przyłębska) uświadomiła mi jak bardzo się myliłam i jak bardzo musimy być czujne. Uświadomiła mi, że ta walka nie jest skończona i prawdopodobnie jeszcze bardzo długo nie będzie. Co więcej…

To jest wojna

To się wreszcie musiało wydarzyć. Co prawda nie sądziłam, że z tej flanki, ale to nie ma zbyt dużego znaczenia w kontekście konsekwencji. Nie ma dużego znaczenia co jest ostatnią kroplą przepełniającą czarę goryczy ważne, że czara się przepełniła. A konsekwencje będą duże, bo my już wolność znamy, kochamy i rozumiemy. My już jej sobie nie damy odebrać. Marzę o tym, by policjanci, tak jak tych kilku wspaniałych z Krakowa, pierdolnęli tarcze i pałki i po prostu przyłączyli się do protestujących kobiet. Zmienilibyśmy bieg historii w mgnieniu oka, pomyślcie o tym.

To jest wojna, a na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. Dyskurs o poziomie haseł skandowanych przez protestujących jest śmieszny. #WYPIERDALAĆ jest doskonale adekwatną propozycją podróży. Najlepiej od razu na księżyc. Poza tym ludzie inteligentni dostosowują język do poziomu rozmówcy, więc #WYPIERDALAĆ.

Prawo wyboru

Smutne i żenujące jest to, że muszę napisać ten akapit. Ale wiem, że muszę, bo na sto procent przyjdzie tu jakiś debil i będzie udawał, że nie wie o co chodzi. A chodzi o wolność również twoją. Wolność polegającą na decydowaniu o własnym ciele, zdrowiu, życiu. Dzięki tej wolności możesz pisać w internecie debilne komentarze. Możesz wybrać w co wierzysz lub nie wierzysz i się w tej wierze lub niewierze realizować. To są wszystko bardzo proste rzeczy: wolność polega na tym że możesz, ale nie musisz. Wolność to zalegalizowanie związków osób tej samej płci. Wolność to danie im możliwości adoptowania dzieci. Wolność to możliwość rodzenia dzieci. Wolność to możliwość podjęcia decyzji o zakończeniu ciąży. Szczególnie, gdy wiąże się z nią zagrożenie życia matki czy jednoznaczna diagnoza mówiąca o tym, że dziecko nie przeżyje nawet jednego dnia i umrze w męczarniach. Co więcej – wolność to również możliwość donoszenia takiej ciąży i decyzja o urodzeniu. Wolność polega na tym, że to wszystko możesz, ale jeśli nie chcesz, to nie musisz. I o ile „możesz” powinno być sprawą publiczną, o tyle „nie musisz” jest prywatne. I nic nikomu do tego. A mówiąc jeszcze prościej: nie chcesz aborcji, to jej nie rób. I nie wtrącaj się w cudze decyzje.

Nikt nie usuwa ciąży dlatego, że ma taką fantazję albo nie miał pomysłu na weekend. To są decyzje, za którymi stoją dramaty, rozterki, często rana w sercu, która zostaje na całe życie. Znam kobiety, które mają takie doświadczenie. Żadna nie mówi o tym lekko i łatwo, dla każdej z nich była to trauma. Tu naprawdę trzeba się postarać, żeby tego nie rozumieć. Ale w razie gdyby ktoś wciąż miał problem, to mam następującą propozycję: oczekuję, że każdy przeciwnik aborcji zobowiąże się na piśmie do adoptowania jednego chorego dziecka.

W przeciwnym wypadku: #WYPIERDALAĆ.

Tak, mam świadomość, że po tym wpisie znów z dwieście osób odlubi ten profil. A może nawet i tysiąc, bywało i tak. Idźcie z Bogiem, nikt za Wami nie zatęskni. Post scriptum na odchodne: tak, wiem, że ten tekst zawiera wulgaryzmy, nie musicie mi tego pisać.

Edukacja i niezależność

Obie te kwestie są kluczowe. Po pierwsze edukujmy się, aby nikt nigdy nie sprowadził nas do poziomu samobieżnych inkubatorów. Po drugie bądźmy niezależne. Pracujmy, miejmy swoje pieniądze. Aby nikt nigdy nie sprowadził nas do poziomu samobieżnych inkubatorów. Obie te kwestie dają wolność. Wolność wyjścia z przemocowego związku. Wolność wyjścia z przemocowego kraju.

Kobieta jako człowiek drugiej kategorii

Kobiety wreszcie zaczęły mówić. Mówią rzeczy smutne i straszne. Mówią jak wygląda opieka nad poważnie upośledzonym dzieckiem. Mówią jak wiele każdego dnia dźwigają na swoich barkach. Mówią o nędznej zapomodze, za którą miałyby utrzymywać swoje chore dzieci – leczyć, rehabilitować, opiekować się nimi. Tak jest skonstruowane to państwo z dykty i kartonu, że jeśli taka matka chciałaby dorobić na leki dla dziecka, to nawet tę nędzną zapomogę straci.

A jaką państwo z dykty i kartonu ma propozycję dla kobiet, które w genetycznej loterii wyciągną ten najczarniejszy los? No cóż – żadną. Co nie jest bardzo zaskakujące. Otóż te kobiety będą musiały urodzić, a dalej – jak do tej pory – pozostaną z tym całkiem same. Będą musiały przetrwać niewyobrażalny ból wynikający ze świadomości, że oto przed nimi kilka miesięcy oczekiwania na urodzenie dziecka chorego, zdeformowanego, być może bez mózgu lub nerek, może martwego, a może takiego, które w cierpieniu umrze dwa dni po porodzie. A w międzyczasie doświadczą głaskania brzuszka i pytań czy już wybrały imię. Potraficie sobie to wyobrazić? Bo ja mgliście, a i tak mnie mdli od okrucieństwa, które niechybnie spotka bardzo wiele kobiet.

Pomoc możecie uzyskać tutaj:

Aborcja bez granic
Ciocia Basia
Kobiety w Sieci
Aborcyjny Dream Team

Skoro już tak bardzo polski rząd chce się nad kobietami pastwić, to ja się pytam: gdzie jest wsparcie psychologiczne? Gdzie jest jakakolwiek pomoc? Bo chyba jaśnie nam rządzący (jeszcze) z pewnością przewidzieli, że to się może kończyć samobójstwami, ogromnymi konsekwencjami natury psychologicznej, a na pewno skończy się podziemiem aborcyjnym?

Co więcej – to jest pastwienie się na swoich własnych wyborczyniach. Klasa średnia jakoś sobie poradzi, pojedzie do Czech lub Niemiec i w cywilizowanych warunkach zrobi aborcję, gdyż #WYPIERDALAĆ i nic nikomu do tego. Ale to elektorat kupiony za nasze pieniądze, ten elektorat łasy na 500+ będzie miał problem i to on będzie beneficjentem najczarniejszego scenariusza, bo to on właśnie nie będzie miał środków, aby sobie z tym poradzić inaczej.

Zastanawiam się od kilku dni nad tym jak zły, chory umysł mógł coś podobnego wymyślić? Jak głęboką nienawiść do kobiet musi żywić? I jednocześnie jak bardzo się ich bać?

Bój się, Jarek, bój, bo…

Kobieta to siła

Dziewczyny, błagam, dostrzeżcie swoją moc. Cieszę się, że jest wielu mądrych mężczyzn, którzy nas wspierają, ale to jest narracja o kobietach w pierwszej linii i wolności oraz prawach człowieka ogółem w drugiej. Dziś świadomość własnej siły jest Wam/nam potrzebna bardziej, niż kiedykolwiek. Oto mamy moc i sposobność, by to państwo z dykty, kartonu i trytytek rozmontować.

Jesteśmy heroskami, wiele z nas dźwiga na barkach niemal wszystko: dom, dzieci, pracę zawodową, karierę, obiadki, zakupki i obsrane dupki, a często jeszcze równolegle stanowi podporę dla kariery zawodowej jakiegoś trutnia. Ewentualnie jest sama z dziećmi, a truteń nie poczuwa się nawet do alimentów. Standardowa sytuacja w tym kraju. Gdyby ten heroizm dnia powszedniego dotyczył mężczyzny, to pialibyśmy z zachwytu nad jego wspaniałością. A gdy dla wielu kobiet to codzienność – uważamy, że to nic nadzwyczajnego. Jeszcze bardzo musimy się wyedukować. Jeszcze bardzo wyczulić na patriarchalny, często protekcjonalny sposób traktowania kobiet. Ale doceńmy swoją siłę już dziś. Bo dziś jest nam to potrzebne.

Wiele z nas gdzieś w zakamarkach duszy niesie tragiczne historie – poronienia, nierówną walkę o zajście w ciążę, niepełnosprawność dzieci… Wszystkie te niezbyt fajne i niezbyt medialne sytuacje, o których się nie mówi, a jak się nie mówi, to ich nie ma. Im dłużej się zastanawiam nad współczesnymi kobietami, tym bardziej dochodzę do wniosku, że jesteśmy z tytanu, przysięgam. Jesteśmy wszystkim: myśliwym, strażniczką ogniska domowego, matką, żoną, kochanką, kucharką, sprzątaczką, kierowcą (dopisz sobie co Ci się podoba). I nikt, NIKT nie będzie za nas decydował o naszych życiach i ciałach, nikt nie będzie się dobierał nam do majtek bez naszej wyraźnej aprobaty.

No #WYPIERDALAĆ po prostu!

Dlaczego właśnie teraz?

Najprościej rzecz ujmując: dlatego, że rządzi nami banda obrzydliwych cyników, a my jesteśmy tylko pionkami.

Prawo aborcyjne w Polsce to z bardzo dużym trudem wypracowany kompromis. I tak było jednym z bardziej restrykcyjnych w Europie, ale nie było takie złe. Kaja Godek, kurwa, ledwie mi to nazwisko przeszło przez klawiaturę, aż mnie zemdliło, już zapowiada, że kolejnym ruchem będzie przymus rodzenia dzieci z gwałtu. Kaja Godek, kurwa, ledwie mi to nazwisko przeszło przez klawiaturę, też nienawidzi kobiet. To smutne, że dopiero na samym końcu zrozumie, że tak naprawdę nienawidzi siebie.

Smutne jest również to, że ponownie jesteśmy pionkami przestawianymi w dowolnych kierunkach. Bo wyrok TK w momencie załamania się służby zdrowia, pandemii, lawinowo rosnącej liczby zachorowań to przecież tylko zasłona dymna, która miała przykryć nieudolnie zarządzany kryzys w służbie zdrowia, a że ciut się wymknęła spod kontroli? Cóż, dobra nasza! Bo przecież to wszystko zaraz jebnie. I jak myślicie, kto coraz węższymi ustami redaktor Danuty Holeckiej zostanie wkrótce obciążony winą? No przecież, że my. Bo chodziłyśmy na spacery i krzyczałyśmy, że nasze ciała są nasze.

Na koniec mam jeden tylko apel: policjanci (i żołnierze, bo przecież zaraz do nich dołączycie!), zdejmijcie mundury, przeproście matki i przyłączcie się do swoich sióstr, żon, córek. Ten kraj z kartonu, dykty i trytytek w końcu runie. I to będzie data, która zapisze się na kartach historii złotymi zgłoskami. Bądźmy w tym ramię w ramię.

Daję tej sytuacji osiem gwiazdek. Oto one:

***** ***

Magda

Uważasz, że to ważny głos? To dobrze, ja też tak uważam. Jeśli się ze mną zgadzasz, to go udostępnij. Bo jest nas więcej, niż im się wydaje!