Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

St. Benedict Bistro, Warszawa

St. Benedict Bistro, Warszawa

fb

ul. Ostrobramska 75c (C.H.Promenada), Warszawa

IMG_3394Wiadomo, że w Promenadzie nie da się zjeść nic sensownego, być może mam podniebienie francuskiego pieska, ale Sphinxa lub inne jemu podobne omijam szerokim łukiem, nie miałam też nigdy w ustach hamburgera z Maca. Może się nie znam i popełniam błąd, a może mam rację. Hm, myślę że jednak mam rację, ale daruję ci, czytelniku, wywody na temat zdrowego odżywiania oraz wynikających z tego profitów tak dla organizmu, jak i samopoczucia. St. Benedict mijałam wielokrotnie, za każdym razem zakładając, że jest to supermarketowa, ładnie zapakowana wydmuszka.

Dopiero, kiedy usłyszałam gdzieś wypowiedź Macieja Zienia, mówiącego, że otworzył to miejsce po to, żeby jeść tak jak lubi, czyli zdrowo i smacznie, uznałam że sprawdzę co to znaczy zdrowo i smacznie wg Zienia.

Sam lokal znajduje się tuż obok głównego wejścia do centrum handlowego i jest na nie otwarty, co samo w sobie jest dysonansem. Stoliki non stop mijają goniący ludzie, więc nie ma ani odrobiny intymności podczas spożywania posiłku.

Jedzenie jest tylko odgrzewane na miejscu, więc nie ma mowy o czymś naprawdę dobrym. Jeśli chodzi o zupy jest to wszędzie normą i nie umniejsza ich walorom smakowym, ale tu mamy do wyboru szereg innych gotowców.

Ewidentnie jest to miejsce nastawione na jednorazowego klienta, a po zapewnieniach właściciela spodziewałam się czegoś daleko lepszego. Jest ładnie, owszem, ale poziom serwowanych dań idealnie wpisuje się w pozostały szajs serwowany w każdym szanującym się centrum handlowym. Jest to ładnie opakowany fastfood udający coś, czym nie jest.

Do tego dołóżmy obsługę z lekkim fochem, plastikowe sztućce oraz pudełka, w których podawane są sałatki i zaczyna się krystalizować obraz tego miejsca. Choć tarty i zupy podają na talerzach. Nie rozumiem tego podziału.

Ad rem: najpierw zupa szczawiowa – bardzo, bardzo kiepska, ze zwarzoną śmietną, niezbyt kwaśna, bardzo daleka kuzynka dobrej szczawiowej.

IMG_3395

Dalej mamy sałatkę z rzodkiewką, selerem i paluszkami krabowymi. Abstrahuję od tego, że paluszki krabowe są dziwną hybrydą chemii oraz papki ze zmielonych ryb pośledniej jakości i nie powinny w ogóle istnieć. Sama sałatka była po prostu niedobra, głupia i bez sensu. Składniki do siebie nie pasowały, sos był niesmaczny, no i to pudełko…

IMG_3397

Ostatnim rzutem na taśmę wjechała letnia tarta razowa z łososiem i cukinią, która swoje już odleżakowała. Biorąc pod uwagę cenę (15 zł) ilość łososia w takiej oto porcji mieszcząca się na łyżeczce do herbaty wywołuje zdziwienie. Człowiek dziwi się jeszcze bardziej, kiedy już spróbuje tego oto dzieła sztuki kulinarnej i stwierdza, że jest niejadalne. Bułowaty farsz na betonowym spodzie doskonale pozbawiony smaku oraz sensu.

IMG_3399

St. Benedict jest porażką, jeśli tak wyglada slow food, to jest to jego supermaketowe wydanie. Nie wiem co autor miał na myśli, chciał otworzyć bistro, śniadaniownię, co? Cokolwiek by to nie było – wszystko psuje fatalna kuchnia. Jeśli dołożymy do tego fakt, że stosunek ceny do jakości jest bardzo mocno niezadowalający, to wyjdzie nam z tego równania okrągłe, pyzate zero.

Nie grozi zatruciem, ale nie polecam.

2 pigs

Magda