Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

6 rzeczy, które doprowadzają mnie do szału w polsk...

6 rzeczy, które doprowadzają mnie do szału w polskich taksówkach

Z różnych względów namiętnie jeżdżę taksówkami. A bo nie będzie gdzie zaparkować, więc po co mi to krążenie? A bo na kilka maili sobie odpowiem. A bo jest wieczór i piłam alkohol. Tak, alkohol. Jestem dorosła, wolno mi. A bo to wygodne, choć trzy samochody stoją pod domem. I trzy rowery. I motocykl. Mniejsza o to. Ważne, że jestem częstym użytkownikiem, a skoro znam się, to się wypowiem.

Pamiętam, że jak mieszkałam we Francji, to taksówkarz był poważnym zawodem. Długo trzeba było czekać na licencję, była relatywnie droga i jeszcze do tego trzeba było zdać trudny egzamin z topografii miasta. Nie wiem co trzeba zrobić w Polsce, ale patrząc na moje jakże żywe doświadczenia wydaje mi się, że wystarczy tylko być. I ewentualnie posiadać nawigację w telefonie. Może jest tak, jak z knajpami – jeśli ktoś ma znaleźć włos w zupie, to na bank będę to ja? Może taki pech, taka karma albo dobry wzrok. Ale tyle przypałów, ile miałam z taksówkarzami, to jest materiał na książkę, a nie na post pisany na kolanie pod wpływem impulsu.

 

1. Topografia miasta

Kiedy kolejny raz słyszę pytanie „Którędy na Kabaty?”, to myślę sobie: „O-ja-pierdolę… Trzymajcie mnie!”. To nie jest moja fantazja, oni na serio zadają takie pytania. Gdyby chodziło o jakąś małą uliczkę, gdzieś na nowym osiedlu na obrzeżach miasta – nie ma sprawy. Ale oni naprawdę nie wiedzą gdzie są niektóre dzielnice. Chryste Panie… Taksówkarz, przynajmniej w moim przekonaniu, jest zawodem zaufania publicznego. Jeśli wtoczę się do taksówki o czwartej nad ranem i będę miała umiarkowany kontakt z rzeczywistością, to jego psim obowiązkiem jest dowieźć mnie bezpiecznie i najkrótszą drogą pod wyrecytowany adres i najlepiej poczekać, aż drzwi się za mną zamkną. Bo może na początek pomówmy o podstawach. Co ma umieć taksówkarz? Prowadzić samochód i znać miasto. To nie jest fizyka kwantowa. Już nawet nie wymagam, żeby prowadził płynnie. To może po dwudziestu latach posługi. Ale nawet te dwa elementy to czasem za dużo.

2. Polityka, polityka

Wyobraźcie sobie taką sytuację, dość standardową w moim przypadku: wsiadam i robię dwie rzeczy – albo odpowiadam na maile, albo się kompletnie wyłączam, bo chcę odpocząć i się zresetować. I wtedy się zaczyna. A bo ten PiS taki chujowy, a bo wina Tuska, a bo Macierewicz ma świra. Człowieku, czytaj mi z ruchu ust: mam to w dupie. Naprawdę mam gdzieś twoje poglądy na obecną sytuację geopolityczną kraju, posiadam własne. I czasem prawie podziwiam, że im się chce. Jakim trzeba być gadułą, żeby mając kontakt z ludźmi non stop, wciąż chcieć im nawijać, że wina Tuska czy tam Macierewicz ma świra?…

3. Opowiem ci moją historię

Intymne wynurzenia o tym, że piętnaście lat temu zostawiła go żona dla kolegi z pracy. Człowieku, get over it! Nie wiem, rzeczywiście mam coś takiego, że ludzie się przede mną otwierają szybko i chętnie. I wszystko jest ok, dopóki siedzimy przy ognisku, jest późny wieczór i zrobił się nastrój do intymnych zwierzeń. Ale nie. Oni tak normalnie, w południe, w środku miasta nawijają do obcej laski o tym, co im w życiu przetrąciło kręgosłup. No, krówa, idź z tym do Drzyzgi!

4. Smród, brud i gunwo

Ja wiem, że kwestia higieny osobistej jest sprawą intymną i nikomu nie będziemy zaglądać w trzy dni nieprane majciochy. Ale, chłopie złoty, nie jesteś sam. Samochód to malutkie pudełko, w którym wieść o twoich skarpetach niesie się szybciej, niż info o cyckach Dody na Pudelku. Największym hardkorem, z jakim się zetknęłam, był tak brudny i śmierdzący samochód, że całą zakorkowaną trasę z Żoliborza do Śródmieścia spędziłam z głową za oknem. Z tymi wszystkimi obrzydliwymi zaciekami i ponurym brązem na podsufitce. I to wcale nie była najtańsza korporacja.

5. Chodź, zabiorę cię na wycieczkę…

Coś, co doprowadza mnie do stanu, w którym prawie mdleję z wkurwienia. Pojedźmy zatem okrężną drogą. Bo może jesteś debilem, albo nie znasz miasta i patrz jak ja cię bez mydła. Przysięgam, że dostaję od tego szału. Pisałam już, że taksówkarz to zawód zaufania publicznego? U siebie opanuję pana w pięć sekund, ale dlaczego w obcym mieście mam sprawdzać w telefonie najkrótszą drogę, kiedy to właśnie ten pan powinien mnie nią zawieźć? Bo ten pan jest niepełnosprytny. W ogóle wszelkie próby oszustwa działają na mnie jak płachta na byka. A wystarczy mieć czysty samochód, elementarną kulturę osobistą i być po prostu uprzejmym, a hajs się zgodzi, bo tak samo jak kelnerom, daję też napiwki taksówkarzom.

6. Cała sala zapier…!

Uwielbiam. Uwielbiam słuchać disco polo, kocham kaleki polski rap. Więcej, głośniej! Tany, tany!

 

Powyższe wersje się niestety krzyżują. Na przykład Śmierdzący Romantyk – to ten, co go rzuciła żona piętnaście lat temu, w związku z tym tak się zapuścił, że muchy spadają. Istnieje też prawdopodobieństwo, że właśnie z tego powodu go rzuciła. Albo Polityk Meloman, itd.

Szczerze mówiąc mam w dupie protest taksówkarzy, którym to protestem:
a) napędzili ruch konkurencji, przeciwko której protestują (sprytny ruch, chłopaki, gratki),
b) wkurwili ludzi zakorkowanym miastem (i napędzili ruch konkurencji. Czy ktoś ma dane ile było dziś pobrań konkurencyjnej aplikacji vs inne poniedziałki? Chętnie się zapoznam),
c) sprawili, że wreszcie wyartykułowałam to, co noszę w serduszku od wielu lat. Brawo.

TO WINA TUSKA I BYŁEJ ŻONY!

Magda

P.S. Normalni też się trafiają, ale coraz rzadziej. I uwielbiam jeździć z kobietami. Są miłe, spokojne, a w ich samochodach zawsze ładnie pachnie. To nie solidarność jajników przeze mnie mówi. To statystyka.

P.S.2 Mam jeszcze żarcik:

– Jak wkurwić taksówkarza z Warszawy?
– Powiedzieć mu jakie stawki są we Wrocławiu.

 

Masz podobne doświadczenia? To podaj dalej!