Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Mini przewodnik po wyspie Uznam – takiego Ba...

Mini przewodnik po wyspie Uznam – takiego Bałtyku nie znacie!

Przysięgam, że dawno żadnym miejscem nie jarałam się aż tak. To jest total i wiem, że mimo najszczerszych chęci zdjęcia nie oddają nawet ułamka tego klimatu. Uznam jest fenomenalnym kierunkiem na weekend lub wakacje dla każdego, kto łaknie spokoju, kontaktu z naturą i… najlepszych śledzi na świecie!

Jest to drugi tekst z cyklu #SpokoMiejsca, pierwszym było Zalipie. Chcę Wam pokazywać miejsca nieoczywiste, warte uwagi, inne. I pewnie ktoś powie: „Uznam? Jeździłem tam zanim to było modne”, ale ideą, która mi przyświeca jest pokazywanie takich kawałków świata, które nie są popularne, a uważam, że powinny być. I Uznam, choć pewnie ktoś jeździł tam zanim to było modne, na pewno nie jest tak popularnym kierunkiem, jak Mazury, góry czy Trójmiasto. A ma tyle do zaoferowania, że wpadłam jak śliwka w kompot! Uważam, że to genialny kierunek na weekend, bo choć dalej, niż do Trójmiasta, to po przekroczeniu granicy otwiera się przed człowiekiem zupełnie inny świat – sielski, magiczny, bajkowy. I ani jedno słowo w poprzednim zdaniu nie jest przesadzone. Czego nie dozobaczycie na zdjęciach, to doopowiem. Ale już teraz dobrze Wam radzę – pakujcie się!

Tym razem partnerem cyklu #SpokoMiejsca jest MINI w ramach akcji #MINInaweekend – wiecie, to taki samochód, o którym wszyscy myślą, że jest dla dziewczyn i tylko do miasta. No, żebyście się nie zdziwili.

 

 

Uznam – jak tam jest?

Właściwie mogłabym się ograniczyć do jednego słowa: cudownie. Pierwszy raz byliśmy tu jakieś trzy lata temu i wiedziałam, że ta wyspa kiedyś trafi na blog. O takich miejscach nie można milczeć. Uznam jest sielskością w pigułce – z jednej strony ma dość długą linię brzegową i fenomenalne, szerokie plaże, z drugiej sporo jezior i jeziorek, nad którymi toczy się spokojne, sielskie życie. Ma sieć ścieżek rowerowych, którymi dotrzecie w najdalsze zakątki wyspy, ma też świetne jedzenie i wyjątkowy klimat. Ja w ten weekend odpadłam i Wy też odpadniecie.

Pytaliście jak jest na plażach, czy pusto? Nasz wypad przypadł na tamtejszy długi weekend i Niemcy mieli wolne. W sumie dobry moment, żeby sprawdzić zagęszczenie. I przy miasteczkach rzeczywiście było trochę ludzi na plażach, ale znaleźliśmy dwa miejsca niemal puste: jadąc od Ahlbeck pierwsze znajduje się kilka kilometrów za miejscowością Bansin, trzeba skręcić w prawo w las na camping (jedyny taki skręt w okolicy, więc się nie pomylicie), dojechać do końca i zostawić samochód na parkingu. Drugie jest tuż przed Kolpinsee – to tu znajdziecie prawie-prawie klify i szeroką, piękną plażę.

Uznam jest kompaktowy – na stosunkowo małej powierzchni są i piękne plaże i jeziora bardzo przypominające nasze Mazury, ale tym, co ujmuje najbardziej, jest sposób zagospodarowania wyspy. Wszystkie domy są w podobnym stylu, często kryte strzechą i choć wiele jest nowych, to wyglądają tak, jakby tam stały od stu lat. Nikt nie odgradza się od świata wysokimi płotami, czasem w ogóle nie ma żadnego ogrodzenia, jest tylko furtka. I nie wrzucam zdjęć pojedynczych domów, tam wszystkie takie są. Wierzcie mi, dawno nie widziałam miejsca, które jest tak spójne architektonicznie, jest w tym tyle dobrego smaku i wyczucia, a jednocześnie poszanowania dla natury.

Przez te trzy dni nie robiłam nic innego, tylko pasłam oczy widokami i myślałam, że tu mogłabym mieszkać, wychowywać dzieci, prowadzić jakąś agroturystykę i po prostu cieszyć się życiem. Uznam jest kwintesencją tego, co widzę pod powiekami, kiedy myślę „wieś”. Ale taka wieś 2.0 – zadbana, wypieszczona, czysta i po prostu piękna. I przysięgam, że jak wracaliśmy przez rogatki Świnoujścia, to po trzech dniach tych pocztówkowych widoczków miałam ochotę wydłubać sobie oczy zardzewiałym widelcem. Ten kontrast boli.

Bo nie znajdziecie tu znajomych straganów z wszelkim śmieciem, ani góralskiej chaty, która pasuje do wydmy jak pięść do nosa. To też jest ważne, że na promenadach w Ahlbeck czy Heringsdorf nie ma fast foodów, nie ma chińszczyzny, są za to knajpki i knajpeczki, wszystkie konsekwentnie nawiązujące do miejscowej kurortowo-nadmorskiej architektury, w których zamiast śniadania za trzy dychy złożonego z najpodlejszej wędliny i kawałka sera, zjecie cudowne kanapki ze śledziem takiej jakości, jakiej w Polsce się nie spotyka. Ale o jedzeniu zaraz, bo mam tyle wrażeń, że lepiej zróbcie sobie kawę – będzie dłuższe posiedzenie.

Ahlbeck jest miejscem, do którego traficie na pewno, jest tuż przy polskiej granicy. Zachęcam Was jednak do eksplorowania wyspy i wyjścia poza tę oczywistość. Na wybrzeżu spodobało nam się także we wspomnianym wyżej Kolpinsee, które jest maleńkie i kameralne, a jezioro od morza oddziela tylko wąski pasek wydm. Koserow z kolei jest już kompletnie nieturystyczny, ma za to wąskie, klimatyczne uliczki, cudne domki i gdybyście planowali wynająć dom na pół wakacji, aby odpocząć z dzieciakami, to tutaj Wam się spodoba.

Zinnowitz z kolei ma śliczny deptak wychodzący wprost na molo, coś jak nasz sopocki Monciak, ale daleko bardziej kameralny i utrzymany w jednym stylu. I tak, jak Koserow to miejsce, w którym widzę rodziny z dziećmi, tak w Zinnowitz widzę tych, którzy wychowywanie mają już z głowy i w związku z tym dobrze im się powodzi.

Ale tym, co mnie ujęło totalnie, są tutejsze wioski i wioseczki rozsypane wokół jezior. Jeśli oglądaliście nasze InstaStories, to wiecie, że zapuszczaliśmy się w takie miejsca, w których kończyła się droga (i musieliśmy wracać na wstecznym). I to właśnie one sprawiły, że roztopiłam się jak masło w mikrofalówce. Czasem to są tylko cztery domy, czasem więcej, położone malowniczo nad którymś z jezior, pośród pól i łąk i to nie są rozsypujące się gospodarstwa, tylko wypieszczone, wychuchane, cudne domy tonące w kwiatach i zieleni. A czasem jest to zamek w Stolpe. Też moc.

I teraz sobie to wszystko wyobraźcie. Do tego wszędzie, WSZĘDZIE kwitły bzy, a mi się coraz bardziej kręciło w głowie.

Niemcy kochają psy, więc jeśli podróżujecie ze swoimi pupilami, to będą tu miały jak w raju. W ogóle odniosłam wrażenie, że wszystko jest tu takie dla człowieka. Nie ma jarmarcznych straganów, nachalnych reklam przy drogach, jest za to ogromne poszanowanie dla natury, dobry gust i ludzka uprzejmość. Wiem, że to zaczyna brzmieć jak bajka o krainie, która istnieje tylko w mojej wyobraźni, ale wierzcie mi – ona istnieje naprawdę. Tu nawet stacje kolejki są ładne!

Z uwag technicznych – wyspa jest świetnie skomunikowana, ścieżkami rowerowymi da się dojechać wszędzie, ale za to w wielu miejscach nie można płacić kartą. Jak wieś, to wieś. Rodziców z pewnością zainteresuje fakt, że wyspa oferuje mnóstwo atrakcji dla dzieci, takich jak parki rozrywki czy rzeźby z piasku, które można tropić wzdłuż wybrzeża od maja do października. A dla starszych są termy czy ogród botaniczny. I oczywiście śledzie, nie zapominajmy o śledziach. Tu naprawdę ciężko się nudzić.

 

Co jeść?

Ryby! Jeść ryby do upadłego! Ale to i tak jest piosenka o śledziach. Na końcu znajdziecie adresy, które sprawdziliśmy i z czystym sumieniem możemy polecić, ale prawda jest taka, że ani raz nie trafiliśmy źle. A więc kanapki ze śledziem… To jest poezja. Dostaniecie je wszędzie, także w knajpkach przy plaży i naprawdę warto. Jeśli lubicie śledzie, to Uznam będzie Waszym rajem obiecanym. Śledzie bowiem stoją tu ponad innymi rybami i matijasy czy bismarcki tak dobrej jakości, że się wzruszyć można – są dostępne na każdym rogu.

Wiem, że w to Wam graj. Mi też. Z moich obserwacji terenowych wynika, że mało kto zamawia coś innego, niż ryby. Obok śledzi dostaniecie także sandacze czy flądry (no, dobra, macie ten jeden raz dyspensę), właściwie każda knajpa ma także w ofercie przynajmniej kilka różnych wędzonych – często na miejscu – ryb. Wiem, że się powtarzam z tymi śledziami, ale nigdy nie jadłam tak dobrych, tak kremowych wędzonych śledzi, jak w miniony weekend.

Bardzo bym sobie życzyła takiego fastfoodu nad polskim morzem. Nie zapiekanek z papelady i produktu seropodobnego. Pamiętam, że ta prosta rzecz zrobiła na FB szał, choć ktoś napisał, że to „tylko bułka ze śledziem”. Otóż nie. Aby w Polsce dostać śledzia takiej jakości, trzeba się nieźle nagimnastykować. A tu kosztuje dwa i pół euro. I jest wszędzie.

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

Gdyby, ach, gdyby tak wyglądał u nas nadmorski fast food, to świat byłby lepszym miejscem. Prawie nie słyszeliśmy polskiego, a szkoda, bo mamy ten mały raj tuż pod bokiem, wystarczy przejechać granicę, aby przenieść się do zupełnie innego świata. Także gastronomicznie. Knajpy są pełne, normą jest czekanie na stolik, a pieski zawsze witane są uśmiechem i miską wody.

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

Jak wiecie – śledzik w occie, śledzik smażony, śledzik marynowany, właściwie każdy śledzik – pasuje najlepiej do naszych polskich serduszek z cebuli. I nad morzem przedkładam śledzia nad gofra, nic na to nie poradzę – mam to w genach. Jeśli macie tak samo, jeśli lubicie ryby, to Uznam będzie dla Was rajem. Tu nikt nie wciśnie Wam nic starego czy niedobrego. Ani pangi zamiast dorsza. Spodziewam się, że już zaczęliście się pakować? No to przeczytajcie jeszcze…

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

 

…jak się sprawdził nowy MINI Countryman Cooper S?

nowy mini countryman

 

Nie, to nie jest zdjęcie z katalogu. Ja je zrobiłam i nie pomagał mi ten szop, który poprawia wszystkie zdjęcia. Bo jest coś, czego o nas nie wiecie… Otóż z motoryzacją się dość lubimy. Na tyle bardzo, że jeździmy w rajdach. Wiem – szok i niedowierzanie. Spokojnie, jeszcze wielu rzeczy o nas nie wiecie.

Ten oto niebieski mały-wielki samochodzik przyjechał do nas mając na liczniku nieco ponad 70 kilometrów. Funkiel nówka. Trzy dni później miał już na liczniku… 1700 kilometrów. Myślę, że po takiej jeździe próbnej mam na jego temat sporo do powiedzenia.

Testowaliśmy go pod kątem weekendowych wyjazdów. Tak, ja też myślałam, że to mały samochodzik dla dziewczyny, która jeździ tylko po mieście. Nic bardziej mylnego. Co więcej – nawet Jacek, który strasznie męczy bułę w kwestii samochodów, powiedział, że mogę napisać, że się do tego samochodu przekonał. No to piszę.

On jeździ samochodem o podobnej mocy, a ja wielką terenówką, więc ciekawie było to przyłożyć do nowego Countrymana. Nie będę się rozpisywała na temat parametrów technicznych, ważne, że ta dzidzia ma prawie 200 koni pod maską i jest cholernie wdzięczna. MINI w tej wersji jest zrywny, łatwy w prowadzeniu i właściwie nie trzeba się do niego przyzwyczajać. Wsiadłam i od razu wiedziałam jaka jest długość maski – czy przejdzie, czy będzie rysa. W dużej mierze jest to zasługa bardzo dobrej widoczności, co może być istotne dla dziewczyn. To nie jest częste, aby samochód od pierwszej chwili tak dobrze leżał w dłoniach.

Dla kontrastu – moja wielka terenówka, kompletne przeciwieństwo MINI. Od dnia, w którym wyjechała z salonu mam nieodparte wrażenie, że trochę pływa. W związku z tym nie wchodzę zbyt agresywnie w zakręty, zwłaszcza, że raz już zatańczyłam oberka (spoko, wyprowadziłam, wszyscy cali). Tu tego wrażenia nie ma. MINI jest zwarty, świetnie trzyma się drogi, jest bardzo posłuszny i jeśli będziecie chcieli polatać bokiem, to także nie zawiedzie. Facetów pewnie zainteresuje jeszcze to, że przyspiesza równo na każdym biegu i nie ma turbo-dziury. To chyba nie do końca brzmi jak miejski samochód dla dziewczyny, która nie przekracza 120 km/h, prawda? Zresztą umówcie się na jazdę testową – tutaj – i zobaczycie, że przyznacie mi rację. A jak pod wycieraczką znajdziecie piasek, to znaczy, że dostaliście ten sam, którym jeździliśmy my.

nowy mini countryman

nowy mini countryman

Ale żeby nie przesłodzić – sterowanie głównego wyświetlacza nie jest zbyt intuicyjne i trzeba się do niego przyzwyczaić, z kolei podświetlenie deski na całej szerokości przy nocnej jeździe trochę męczy oczy. Doszłam do tego jak zmieniać kolory albo przyciemnić, ale dopiero po jakimś czasie znalazłam opcję w menu, która to podświetlenie wyłącza. Ma też stosunkowo mało schowków i brakowało mi miejsca na okulary. Z kolei wielkość baku przy wysokim spalaniu jest dla mnie też dość ważna, a MINI w trybie „sport” za kołnierz nie wylewa. Ale coś za coś, bo dostarcza dużo rozrywki, więc wybaczam mu częstsze tankowanie.

Z drugiej strony w mieście, w trybie „green”, spalanie spada znacząco. I to jest dobra wiadomość, bo z jednej strony ten samochód realizuje to, do czego marka nas przyzwyczaiła, a więc świetnie sprawdza się w mieście, a z drugiej wychodzi zupełnie z pudełka i w trasie czy terenie sprawia mnóstwo radości, ma dość miejsca, aby wygodnie wyskoczyć na weekend i naprawdę nęci, żeby mu wcisnąć do podłogi. Ten samochód ma charakter i właśnie za to go polubiłam.

Nie wiem na ile ważne są dla Was fotele – dla mnie bardzo. Zwykle jeśli robimy 1600 km w jeden weekend, to zwyczajnie bolą mnie plecy. A tu nie. To miłe. Fotele są wygodne, z dobrze zaprojektowanym trzymaniem bocznym, więc jak kierowca chce się powściekać, to pasażerem nie rzuca jak workiem kartofli. Sprawdziłam też jedną rzecz, na którą jestem uczulona (i z tego miejsca najserdeczniej pozdrawiam wszystkie tanie linie lotnicze) – ilość miejsca na nogi na tylnej kanapie. Całe życie mam z tym problem ze względu na wzrost. Tu siedzę zupełnie wygodnie, bez konieczności przesuwania przednich foteli. Wiecie co? Nowy MINI naprawdę daje się lubić i gdybym w tej chwili rozważała kupno samochodu, to zupełnie serio wzięłabym go pod uwagę. Z dokładnie takim silnikiem.

Testowany model: MINI COUNTRYMAN COOPER S ALL4

nowy mini countryman

nowy mini countryman

nowy mini countryman

nowy mini countryman

nowy mini countryman

nowy mini countryman

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

uznam co zobaczyc uznam na weekend

Adresy knajp, które warto odwiedzić:

Pommernstube
Strandstraße 37, 17449 Trassenheide (sami wędzą ryby i są… pyszne!)

Alte Fischhalle
Strandpromenade 11, Seebad Ahlbeck (istnieje od 1830 r.)

De Fischerkneip
Promenade 3b, Ahlbeck (przy wyjściu na plażę)

Nepperminer Fischpalast

Haus Frohsinn
Kaiserstr. 49, 17719 Ostreebad Ahlbeck (pisałam o nich wieki temu)

Magda

Wpis powstał w ramach cyklu #SpokoMiejsca i tym razem jego partnerem jest

 

Spodobał Ci się post? To podaj dalej!