Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Las Sirenas, El Arenal, Majorka

Club Nautico S’Arenal, Calle de los Roses, Llucmajor, Mallorca

tel: +34 971 44 00 39

To jest opowieść o Wielkim Seafoodowym Żarciu, więc jeśli ktoś nie gustuje, to dzisiaj nie będzie nam po drodze. Las Sirenas jest portową knajpą, poleconą nam przez kilku niezależnie indagowanych na okoliczność dobrego jedzenia autochtonów, specjalizującą się w rybach i owocach morza. Cieszą się sporą popularnością, bo bez rezerwacji trudno o stolik, więc warto o tym pamiętać.

Kuchnia jest w części otwarta, widzimy jakie ryby są dziś serwowane, możemy sobie wybrać tę jedyną, która trafi na nasz talerz. Do tego duży taras z widokiem na port, dla którego tło stanowi roświetlona wieczorem Palma. Jest też spokojnie, bo niewiele z wrzasków przechadzających się promenadą zalanych w trupa nastolatków tam dociera. Bowiem El Arenal to miejsce, w którym nie spodziewasz się niczego dobrego – są kebaby, pizzerie, kluby, sklepiki z wszelakim śmieciem oraz dowolny fast foodowy syf przeznaczony dla tych, którzy i tak zeżrą wszystko. I tak do znudzenia. El Arenal to po prostu imprezownia taka sama jak inne, kopia kopii, więc nie ma sensu się nad tym pochylać. Zwłaszcza, że kawałek dalej, w porcie, dzieją się cuda.

IMG_6968Kiedy już wygodnie rozsiedliśmy się przy stoliku, dotarło wino i nastał ten przyjemny moment oczekiwania, po wcześniejszym złożeniu zamówienia, mogłam skupić się na tańcu kelnerów i tym CO wnoszą. I z każdą kolejną rundą robiło się ciekawiej.

Zaczęliśmy od grillowanych małży, w których dymny aromat mieszał się ze smakiem morza oraz świetnej, delikatnej ośmiornicy podanej w kawałkach na drewnianym talerzu i oprószonej słodką papryką. Idealny początek.

IMG_6985To jest portowa knajpa serwująca solidną kuchnię, bez grama ściemy. Potrawy są przygotowywane w prosty sposób, więc tym, co wybija się na pierwszy plan są trzy rzeczy: jakość produktów, ich świeżość i warsztat kucharzy. Nic z tego, co jedliśmy tamtego dnia nie było przeciągnięte czy niedogotowane, przeciwnie – wszystko było trafione w punkt. Las Sirenas jest proste, ale nie prostackie. Jest na tyle eleganckie, by wieczorem panowie zmienili spodenki na spodnie, a panie bikini na sukienki, a z drugiej strony na tyle luźne, by nie czuć tego wyimaginowanego kija w tyłku, tylko w stanie pełnego relaksu cieszyć się życiem. To jest ten rodzaj balansu, który lubię najbardziej. Były też momenty, kiedy ta knajpa kojarzyła mi się z klasycznymi amerykańskimi homarodajniami, ze stolikami nakrytymi papierowymi obrusami, bo z góry wiadomo, że tu będą robótki ręczne i ogólny bajzel. To też ma sporo uroku.

Miecznika łatwo jest jeść elegancko (nota bene genialnie dymnego, wilgotnego, delikatnego miecznika)…

IMG_6989…ale są takie dania, do których potrzebny jest zestaw odpowiednich narzędzi i zwinne place. I przyznam, że wszystko po kolei – langustynki, homar, krab czy ostrygi – zostało przygotowane bardzo, bardzo dobrze.

IMG_6986Mogłabym w ten sposób jadać codziennie i nie sądzę, by mi się ta przyjemność kiedyś znudziła. Kucharze w Las Sirenas naprawdę wiedzą co robią, nie wspominając o świetnej obsłudze. Trafił nam się wyjątkowy kelner legitymujący się dużym poczuciem humoru, który niemal tańczył między stolikami. Był szybki, uważny, pomocny i bardzo kontaktowy. Do tego uśmiech nie schodził mu z ust i każdy kwadrans bez psikusa uważał za zmarnowany. Oby więcej takich, bo obok świetnych wrażeń kulinarnych, zapewniał też całkiem niezłą rozrywkę.

Poszliśmy za jego radą i na koniec zamówiliśmy panna cottę, z którą wykonał skomplikowany piruet, z dumą demonstrując jak ta mała swinguje.

I to była najlepsza panna cotta w moim życiu, jakkolwiek dramatycznie by to nie zabrzmiało. Nawet w jej mateczniku, czyli w północnych Włoszech nie jadłam tak dobrej.

IMG_6992Doskonale kremowa i delikatna, nawet na zdjęciu widać, że nie stoi na baczność od nadmiaru żelatyny, lecz zamaszyście przysiadła na talerzu. To jest coś. I jest mi absolutnie obojętne jak bardzo klasyczne i mało nowatorskie bywają czasem karty deserów tak długo, jak długo te desery są na TAKIM poziomie.

Za to, co powyżej plus butelka wina zapłaciliśmy ok. 80 euro.

Podsumowanie chyba nikogo nie zaskoczy… Polecam!

5 pigs

Magda