Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

La Fontana – brakuje najważniejszego składni...

La Fontana – brakuje najważniejszego składnika

Ile my się do La Fontany wybieraliśmy?… A ile o niej słyszeliśmy?! Pani kochana! A miłość ma do kuchni włoskiej i dobrego włoskiego produktu wielką jest zaiste. Tylko do włoskich knajp w Polsce podchodzę jak pies do jeża, bo tych autentycznych jest stosunkowo niewiele. Ale idzie ku lepszemu.

Jest ponury, zimny wieczór. Wilgotny wiatr smaga nam policzki, a nieliczni przechodnie przemykają lekko przygięci do ziemi niewdzięczną aurą. Ciepłe wnętrze La Fontany jawi nam się przed oczami jako bezpieczna przystań pełna znajomych smaków. Szybko wybieramy stolik pod ścianą – po prawej czteroosobowa rodzina, po lewej dwie glonojadzice ostentacyjnie ukłute igłą dobrobytu. Z tym, że jedna bardziej. Marian, tu jest jakby modnie!

Robimy szybki przegląd menu i wybieramy klasyki: raviolo dnia (18 zł), arancini (16 zł), gnocchi (18/25 zł), pizze quattro formaggi (34 zł) oraz quattro stragioni (34 zł) i tiramisu dnia (16/19 zł). Ogólne wrażenie jest pozytywne, a jedzenie smaczne. Ale „smaczne” to jeszcze nie znaczy, że do cna włoskie. Właściwie każde danie jest obiektywnie dobre w smaku, ale też do każdego mam jakieś małe „ale”. Z raviolo przyjemnie wypływa żółtko, ale ciasto jest niejednorodne i zdecydowanie zbyt twarde na rantach. Arancini wypada zdecydowanie najsłabiej ze wszystkiego, co tego dnia jedliśmy, a winy upatruję przede wszystkim w ryżu – jeszcze bardziej kleistym, niż ryż w sushi. A powinien być lżejszy, bo ten zakleja i kompletnie odbiera przyjemność z jedzenia. Swego czasu zrobiliśmy dobry przelot przez arancini we wszystkich możliwych formach i rodzajach i mówię wam – La Fontana jest lata świetlne od tych, które jedliśmy ot tak, na sycylijskich ulicach.

Gnocchi bardziej przypominają polskie kopytka, niż delikatne, rozpływające się w ustach włoskie kluseczki. Tu podane są z sosem pomidorowym i tartym parmezanem. Sosu i parmezanu jest zbyt mało, by to danie przechodziło gładko. To są dobre kopytka, ale czy gnocchi?… Poza tym to trochę dziwne, że we włoskiej knajpie muszę poprosić kelnerkę o oliwę i tarty parmezan. Zresztą oliwa jest – podobnie jak wiele innych produktów – bardzo dobrej jakości, ale (znowu to „ale”!) jest zdecydowanie zbyt charakterna, zbyt gorzka, aby ją podawać ot tak do polewania czego popadnie, bo jej smak jest mocny i dominujący.

Obie pizze są bardzo smaczne, dobry sos, idealna grubość ciasta… ale. Pulchne ranty, które obiecują przyjemną chrupkość, kiedy się na nie patrzy, okazują się być rozczarowująco miękkie. Z rantami w pizzy jest tak, że zjada się je z czystego łakomstwa, a tu i my zostawiliśmy wszystkie i czteroosobowa rodzina obok. Razem to sześć na dwa stoliki. Dużo. A tiramisu jest po prostu przeciętne i nie ma w sobie nic, co sprawiłoby że chciałabym je zjeść ponownie.

I to nie jest tak, że La Fontanie brakuje dobrego produktu – nie brakuje. Rąk do pracy też nie. La Fontanie brakuje ostatniego szlifu, prawdziwego Włocha lub Włoszki, La Fontanie brakuje autentyczności. Może warto byłoby zainwestować w szefa kuchni i wysłać go na miesiąc do jakiejś troskliwej, nieco rozlanej na boki mammy, żeby go czule przytuliła do cyca i zaszczepiła w sercu autentyzm.

Bo bez tego, to polskie kopytka.

Rachunek.

Magda

Info

fb

ul. Batorego 23, Tychy

Szef kuchni: Tomasz Sienicki

 

 


  • Elle

    Ciekawi mnie Pani zdanie o Basilianie w Katowicach. Wydaje mi się, że jest lepsza od La Fontany.

  • Paweł Malisak

    Dla mnie w Tychach zdecydowanie lepsza jest restauracja „Ristorante Osteria le Botti”, La Fontana po prostu ma dobry marketing, dlatego o niej tak głośno, ale jedzenia tak jak w recenzji, takie se, nic specjalnego.