Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Jak odczarowaliśmy Dubrovnik

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Share on email

Dubrovnik jest dla nas szczególnym miastem. To były nasze pierwsze wspólne wakacje dziewięć (!) lat temu. Znaliśmy się wtedy od mniej więcej trzech miesięcy i Jacek, na tych właśnie wakacjach, postanowił się oświadczyć. Badum tsss! Może jesteśmy szurnięci? A może nie, skoro nadal przemierzamy świat ramię w ramię? Ale z Dubrovnikiem mamy love&hate relationship. A właściwie mieliśmy, bo od wczoraj już tylko love.

IMG_0553Wiem, wiem pojechaliśmy do Czarnogóry, a nie do Chorwacji. I wszystko się zgadza – siedzę teraz na tarasie naszego apartmani w Zatoce Kotorskiej, piję wino i piszę do Was. Pół głowy mi myśli, że jutro ruszamy w góry. Ale zawsze, kiedy tylko jesteśmy w tych okolicach, wpadamy do Dubrovnika. Jest w tym mieście jakaś magia, lecz dopiero poza sezonem odkrywa się ją w pełni.

I tak sobie myślę, że niebawem popełnię tekst o zaletach podróżowania poza sezonem, ostatecznie mam kilkunastoletnie doświadczenie i porównanie z tym do imentu przykrym hardkorem, którego można doświadczyć w takich miejscach od czerwca do września. Ale to jutro. No, najdalej w przyszłym tygodniu. Obiecuję.

IMG_0568
Normalnie jest tu morze głów i drugie tyle spoconych stóp w japonkach.
IMG_0432
Tu też.

Teraz skupmy się na urokach szwendania się po śliskim bruku, myszkowania w wąskich uliczkach i radości z przestrzeni wolnej od turystów.

IMG_0423IMG_0560

IMG_0414

Zero. Nikogo. Nawet Japończyków jak na lekarstwo. Oczywiście – aby tradycji stało się zadość – wpadliśmy do naszego ulubionego baru na kieliszek wina. Bar ma najlepszy widok w mieście, bo znajduje się poza murami Starego Miasta. Wychodzi się przez dziurę w murze i stromymi schodkami schodzi w dół.

IMG_0479
Można wypić drinka z najlepszym widokiem w mieście.
IMG_0475
Przestraszyć kota
IMG_0466
I być z siebie niezwykle zadowolonym

W porcie warto skierować kroki do Konoby Peskarija. Mają naprawdę niezłe wino domowe, pierwszorzędne ryby i równie dobre owoce morza. Smaczne, świeże i bardzo dobrze przygotowane. Tym razem ogarnęliśmy solidne korytko pełne dobroci – sardynek, krewetek, maleńkich, miękkich jak masło kalmarów, muszli, kawałków makreli i miecznika. Redakcja poleca tego allegrowicza z głębi trzewi.

IMG_0577
Proste, szczere, domowe jedzenie.

Zawsze czułam, że Dubrovnik może w sobie łatwo rozkochać, ale zawsze udawało mi się jego urokowi oprzeć. Bo niby ładnie, niby ciekawie, ale jakoś tak bez klimatu. No i właśnie wczoraj ten klimat odnalazłam.

IMG_0452IMG_0412IMG_0485Jeszcze długo wieczorem kręciliśmy się po uliczkach i placach. Robiłam mniej lub bardziej ostre zdjęcia, bo przecież statyw jest po to, aby jeździł w bagażniku. I mruczałam z zadowolenia.

IMG_0527IMG_0536IMG_0507Jest czas i miejsce na to, aby zajrzeć do cerkwi i pobawić aparatem. Niewielkim kłopotem jest wyczekanie momentu, kiedy kadr będzie pusty i bez przypadkowych przechodniów. Sezonowych knajpianych naganiaczy jeszcze nie ma. Sklepików ze śmieciem też jakby mniej. Błogostan.

IMG_0574
Chłopiec z siusiakiem. Nie wiem, jak to możliwe, że nigdy wcześniej go nie zauważyłam, a przecież on tam zawsze stał!
IMG_0391
Dubrovnik prawie z lotu ptaka
IMG_0613
I nieistniejące życie nocne.
IMG_0600
Pierwszy raz widziałam to miasto tak puste. Cud, miód i orzeszki.

IMG_0647IMG_0658Magda

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Share on email

3 odpowiedzi

  1. No to ładnie się wbijemy 14 lipca w rój spoconych japonek, w tym jednej pary moich :/

Możliwość komentowania została wyłączona.