Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

22 rzeczy, których koniecznie musicie spróbować w ...

22 rzeczy, których koniecznie musicie spróbować w Bułgarii

Trzeba Wam wiedzieć, że nie ma czegoś takiego, jak „kuchnia danego kraju”. Jest „kuchnia regionalna”, a regionu granice państwowe się nie imają. Możemy więc mówić o kuchni bałkańskiej czy śródziemnomorskiej ze wszystkimi ich lokalnymi wariacjami, specyficznymi potrawami i smakami przypisanymi do konkretnych miejsc.

Wyjątek mogą stanowić wyspy, które poprzez swoje odcięcie od świata rzeczywiście wykształciły coś na kształ kuchni państwowych (bo wyspa to często po prostu konkretny kraj), choć tu też są wyjątki, takie jak choćby bardzo od siebie oddalone Seszele, Karaiby i Mauritius, na których serwuje się kuchnię kreolską bogatą w ryby, owoce morza i bardzo konkretne przyprawy. Jeśli chcecie poczytać o moich wrażeniach z przepiękego Mauritiusa, kliknijcie tutaj. Ale dziś mówimy o Bułgarii. Bułgaria jest smaczna i są rzeczy, które koniecznie powinniście mieć na uwadze wybierając się do tego kraju.

Ciekawostką jest to, że Bułgarię odwiedziliśmy na zaproszenie restauracji Ruza Roza. Nigdy nie o niej nie pisałam, choć jadam tam regularnie, stąd wiem, że jest bardzo dobrze i z czystym sumieniem mogę Wam to miejsce polecić. Było z nami dwóch Borysów – ojciec i syn, którzy gotują w Ruzy. Po tej wycieczce wiem na pewno, że smaki, które serwują są bardzo autentyczne, ale mięsne potrawy smakują w Ruzy lepiej. Pytałam o to i okazało się, że mięso w Bułgarii jest umiarkowanie dobrej jakości, w przeciwieństwie do tego, na którym pracują w Ruzy. Stąd niewielka różnica w smakach na korzyść tej ostatniej.

Ale znowu warzywa i owoce, dojrzałe w słońcu i soczyste to cudowność sama w sobie. W Bułgarii sezon na jest dłuższy i przyznaję, że czereśniami czy pomidorami objadaliśmy się do nieprzytomności. To naprawdę jest coś, czego absolutnie nie powinniście sobie odmawiać. Poniżej bułgarska lista przebojów. Spróbujcie tego wszystkiego, jest tu tyle dobroci, że każdy znajdzie coś dla siebie – mięsożerca, podrobożerca, serożerca, wegetarianin i tak dalej.

 

Sałatka szopska – to takie oczywiste i takie cudowne w swej prostocie. W Bułgarii znajdzieciew menus restauracji nieskończenie wiele kombinacji sałatkowych, często różnią się jakimś niewielkim dodatkiem, np. do jednej dodają oliwę, a do innej nie i to już wystarczy, by zupełnie inaczej się nazywały. Ale sałatka szopska to bułgarska królowa. I nie dajcie sobie wkręcić, że pomidory i ogórki w jednej misce robią sobie jakąś krzywdę i nagle mają mniej witamin.

Tarator – bułgarska odpowiedź na hiszpańskie gazpacho i polski chłodnik. Doskonały na upały, szalenie orzeźwiający, z solidną wkładką świeżego ogórka.

Pyrlenka – to taka trochę bułgarska pizza. Spotkacie ją w najróżniejszych wariantach, oczywiście wersja z jak największą ilościa sera wygrywa. Bo ser wygrywa zawsze.

Banica – jeśli znacie z Bałkanów burka, to polubicie i banicę. Jest zwinięta w rulon, zrobiona z ciasta kori, które łudząco przypomina ciasto filo i wypełniona, podobnie jak burek, szeregiem różnych nadzień: czasem serem, czasem szpinakiem, czasem baraniną, ale występuje też w wersji na słodko. Genialnie nadaje się do dzielenia z przyjaciółmi – po prostu wystarczy odrywać po kawałku. To jedno z moich ulubionych śniadań, kiedy jestem w tej części świata.

Gjuwecz – pokochają go wegetarianie, jest to bowiem potrawka z warzyw łudząco przypominająca gulasz. Bardzo, bardzo smaczna.

Bobjachnija – to właściwie to samo, co gjuwecz, lecz dodatkowo znajdziecie tu fasolę Jaś. Co do zasady wszystkie te potrawy w każdym miejscu smakują nieco inaczej. Ale u nas pierogi też u każdej babci smakują inaczej, prawda?

Sacz – przypomina shoarmę, jeśli wege, to warzywa (również ziemniaki) są zapieczone bywa, że pod serem, a jeśli nie wege, to potrawa wzbogacona jest o mięso. Bardzo smaczna sprawa.

Kebabcze – to chyba jasne. Żałuję tylko, że w Bułgarii nie jest popularny kajmak (rodzaj tłustego, kremowego sera robionego z korzucha z mleka), bo do kebabcze pasuje jak nic innego.

Musaka – popularna na Bałkanach zapiekanka z mielonego mielonego mięsa, plastrów bakłażana i beszamelu. Uwielbiam.

Papryki faszerowane – dostaniecie w każdym sklepie. Pytajcie tylko o poziom ostrości, bo można się zdziwić. Doskonała przekąska.

Lutenica – pasta z pieczonych warzyw: papryki, cebuli, marchwi i bakłażana. Rzecz powszechna i wręcz oczywista, a ze względu na jakość tutejszych warzyw – przepyszna.

Kytek – pasta ze zsiadłego mleka i twarogu. Smakuje troszkę jak nasza pasta z twarogu, która dwa dni stała w lodówce. Można mieć z tym problem, ale można się też nią zajadać z wielką przyjemnością. Na pewno warto spróbować i mieć swoje zdanie.

Tarama – różowa pasta z rybiej ikry i majonezu. Można ją spotkać także w Grecji, właściwie tam nawet łatwiej. Jest przepyszna i kupuję ją zawsze ilekroć wpadnie mi w oko. Koniecznie spróbujcie, bardzo namawiam.

Ozór wołowy – podawany na różne sposoby, ale najlepszy w maśle. Bardzo delikatny, wręcz rozpływający się w ustach frykas. Bardzo łatwo odłowić tu także podroby w menus restauracji, bez problemu zjecie więc flaki czy wątróbki.

Pieczone i grillowane ryby i owoce morza – oczywiście głównie nad morzem ze względów oczywistych. I Bułgarzy w te dobroci potrafią, czego nie można powiedzieć o każdej nacji, która ma łatwy dostęp do darów morza.

Baklava – wiadomo. Kocham.

Tumbiczki – trochę jak krótkie churros, takie mniej więcej dwucentymtrowe, ale jakby słodyczy nie było dość, to te bułgarskie zatopione są jeszcze w syropie cukrowym. Rzecz dla prawdziwych amatorów słodkości.

Kiseło mljako z miodem i orzechami – wciąż kręcimy się w typowo bałkańskim, ale i trochę śródziemnomorskim klimacie. Kto nie jadł jogurtu greckiego z miodem i orzechami w grecji, ten może to przeoczenie nadrobić w Bułgarii. Doskonała opcja na śniadanie.

Sirene – biały ser owczy. Jak zapytasz Bułgara jakie mają sery, to powie ci, że biały i żółty. A prawda jest taka, że tych białych jest taka paleta, że oszaleć można. Są twardsze, mniej słone, bardziej słone, co ser, to nowe odkrycie. Warto próbować. Pro tip – zamówcie frytki z serem – to będzie właśnie starty na małych oczkach ser sirene. Jest to petardunia.

Ayran – doskonały na trawienie i jako na chłodząenie napój robiony z jogurtu i wody, często jeszcze dosalany. Ayran jest obowiązkowy minimum raz dziennie, mówię Wam.

Rakija – no co ja Wam będę… Powiem tylko tyle: postarajcie się kupić od miejscowych, nie w sklepie. Od dobrej rakiji, jak od dobrej kobiety – głowa nie boli.

Przyprawy – najbardziej charakterystyczne są: czubrica, lubczyk (dodawany do ryb, fenomenalnie się sprawdza), kozieradka, mięta górska i szara sól.

 

Bułgaria jest pyszna, aromatyczna, obfita, jest jedną wielką ucztą. Porzućcie więc wszelkie diety i cieście się życiem. Nie jesteśmy bowiem na wiecie za karę.

Magda

Spodobał Ci się wpis? To super! Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz go udostępnić 🙂