Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Dolina Róż – mało znana perła Bułgarii, któr...

Dolina Róż – mało znana perła Bułgarii, którą trzeba odwiedzić choć raz

Dawno już nie pisałam Wam nic tak bardzo na świeżo, tak tu i teraz. Ostatnio dość długo gromadzę materiał zanim coś opublikuję i raczej staram się tworzyć teksty przewodnikowe, abyście jak najwięcej informacji mieli w jednym miejscu. I chyba trochę zapomniałam jak przyjemnie żywy kontakt daje pisanie relacji na bieżąco.

Jest wieczór, siedzę na miejscu pasażera w busie, który mknie bułgarską autostradą. Prędkość jest zawrotna. Tak, to sarkazm. Ale nie o to chodzi. Tyle razy już przydarzyła mi się Bułgaria i zawsze zabierałam stąd dobre wspomnienia, ale teraz jest więcej i intensywniej. Więcej miejsc, więcej wrażeń, więcej… ludzi. Jestem bowiem na dość nietypowym wyjeździe.

Blogerom czasem zdarzają się tak zwane press tripy, zwykle organizowane przez różnego rodzaju organizacje turystyczne promujące regiony, kraje, etc. Jest to dość powszechne. Ale pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, w której organizatorem takiego wyjazdu jest… restauracja, warszawska Ruza Roza, która serwuje naprawdę smaczną, autentyczną kuchnię bułgarską. Z tego co wiem, to precedens, pierwszy taki przypadek w kraju. Jest tu ze mną kilkoro naprawdę fajnych blogerów (zajrzyjcie na instagram, tam w stories znajdziecie więcej informacji, szukajcie też tagu #ruzaozabloggerstrip, aby zobaczyć różne odsłony tej podróży). Sytuacja jest o tyle godna uznania, że bardziej tym wyjazdem promujemy Bułgarię, niż samą restaurację. Bardzo to szanuję.

Jest z nami też dwóch Borysów – to właśnie oni rządzą w kuchni Ruzy Rozy. Są Bułgarami, więc wprowadzają nas w meandry miejscowych twarogów, ayranów i wszystkich innych przysmaków. A przy okazji szukają pomysłów na nowe dania, które wprowadzą u siebie. To znaczy u nas. U nich. No, w Warszawie.

 

Dolina Róż

Wiedziałam, że Bułgaria słynie z olejku różanego. Wiedziałam, że ma on genialny wpływ na skórę. I właściwie te dwie informacje całkowicie mi wystarczały, by przy każdej okazji obsprawiać się tu w kosmetyki do nieprzytomności. Ale już gdzie te róże rosną, to było mniej więcej w takiej sferze, jak herbaciane pola w Batumi. Czyli gdzieś są, ale nie drążyłam.

I właśnie dziś nadszedł ten wiekopomny moment, kiedy Dolina Róż stanęła na mojej drodze drobnego szwędacza. Znajduje się mniej więcej w połowie drogi między Sofią, a Burgas i jeśli dobry los rzuci Was w te okolice w maju, to wiedzcie, że jesteście wybrańcami. Na ten okres bowiem przypada kwitnienie krzewów różanych, zbiór płatków i związany z tym festiwal. Od zapachów kręci się w głowie, a płatki zbiera od świtu do godziny dziesiątej, do tego momentu bowiem są mięsiste od rosy. Bożenko jakie to wszystko romantyczne!

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

Olejek różany jest szalenie cenny, właściwie to takie bułgarskie złoto. Okolice Kaznałyku to właśnie róże, najcenniejsza jest oleista róża damasceńska i to właśnie olejek z niej tłoczony spotkacie w miejscowych kosmetykach. Nie żałujcie sobie, bo taniej już nie będzie. Bułgaria w ogóle nie jest droga, ale to temat na inny wpis. Będąc w tej okolicy bezwzględnie warto zajrzeć też do Kompleksu Etnograficznego w Skobelevie żeby zobaczyć proces produkcji olejku i pospacerować wśród róż. Generalnie chcę Wam powiedzieć tyle: Dolina Róż jest sporą atrakcją, zwłaszcza w okresie kwitnienia krzewów. W końcu Bułgaria słynie z olejku różanego, więc warto ruszyć duperę i zobaczyć tę kopalnię złota.

dolina róż bułgaria

A gdybyście zgłodnieli, to w Kaznałyku odłowiliśmy bardzo dobrą knajpkę, która karmi lokalnie, szalenie smacznie i za bardzo godne pieniądze (9 osób do pełna – jakieś 160 zł; mówiłam już że Bułgaria jest tania jak barszcz?). Spokojnie możecie sobie tu usiąść pod pergolą, po której pnie się bujnie obwieszona kiściami owoców winorośl i zamawiać jak leci. Mają też dobry ayran.

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

Gdzie?
ul. „Hristo Botev” 14, 6100 Novenski, Kazanlak, Bułgaria

 

Plovdiv

dolina róż bułgaria

To jeszcze taki bonus. Plovdiv od Doliny Róż oddalony jest jakieś czterdzieści, może pięćdziesiąt minut jazdy samochodem. Plovdiv jest też najstarszym w Europie bez przerwy zamieszkałym miastem (coś koło 6 000 lat, nieźle, hm?). Plovdiv ma specyficzny, dość niepowtarzalny klimat. Właściwie zgodnie ustaliliśmy, że spędzić tu dwa dni byłoby całkiem fajnie. Największy mind fuck (sorry za to określenie, ale jakoś mi pasuje) robi antyczny stadion, który… biegnie pod całym deptakiem. Tak, wiem, że ciężko Wam to sobie wyobrazić. Wygląda to tak, że w jednym miejscu jest wielka dziura w ziemi, w tejże znajduje się skrajna część stadionu, po której  można spacerować, jest nawet kawiarnia, a reszta ginie pod ziemią i ciągnie się pod deptakiem. No, kurde, tego się nie da opowiedzieć – to trzeba zobaczyć!

Plovdiv leży na siedmiu wzgórzach, zupełnie jak Rzym. Oprócz Starego Miasta znajdziecie tu piękny park z rozległym stawem i fontannami, no i ten stadion, który ryje beret. Zanim mi ktoś zarzuci kolokwializmy niech pojedzie, zobaczy i sam oceni czy ryje. Plovdiv na pewno warto zobaczyć przy okazji wizyty w Dolinie Róż. Okoliczne pola lawendy dostaniecie gratis.

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

dolina róż bułgaria

Ściskam czule i lecę podbijać Złote Piaski. Bieżące podniety jak zwykle na instagramie.

Buzi!

Magda

Spodobał Ci się wpis? To super! Będzie mi bardzo miło, jeśli go udostępnisz 🙂