Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Brasserie Warszawska, Warszawa

www fb

ul. Górnośląska 24, Warszawa

IMG_2541

Jest ładnie i tego Brasserie nie można odmówić. Panie na wieczorowo, panowie na galowo, ja w dżinsach, mój towarzysz w koszulce Dziedzica Pruskiego, ale to akurat w niczym nie przeszkadza. Tak, trochę nas potraktowano z góry, jak ubogich krewnych, tak, podtykano nam menu pod nos trzykrotnie, mimo że prosiliśmy tylko o napoje, ponieważ czekaliśmy jeszcze na dwie osoby. Tak, obsługiwało nas zamiennie kilku kelnerów, w tym barman, co sprawiało, że czuliśmy się nieco skonfudowani. Tak, poprosiłam o aperol i dostałam go sauté, li tylko na lodzie, być może powinnam doprecyzować, że chcę spritz z winem musującym, istnieje również możliwość, że barman powinien to wiedzieć. Tak, niektóre drinki wracały do baru, ponieważ nie były zrobione najlepiej na świecie. Tyle tytułem wstępu i do rzeczy.

Najpierw zupy i przystawki – świetne smażone ostrygi, podane na lekko kwaśnym confit z cebuli. Bardzo dobre i cieszące oko.

IMG_2543

Z kolegą z naprzeciwka zgodnie zamówiliśmy zupę, która była taka, jak być powinna – lekko słodkawa, dobrze doprawiona, zapieczona z tostem i guyerem – prawdziwa francuska zupa cebulowa.

IMG_2544

No i grasica – pyszna, o idealnie miękkiej, rozpływającej się w ustach konsystencji, w niezbyt ciężkiej, chrupiącej panierce.

IMG_2545

Teraz pora na dania główne. Najpierw sola dover meuniere z migdałami. Tu już nie było takiego szału – po prostu filet na cytrynowo, myślę że spokojnie każdy jest w stanie coś podobnego wyprodukować samodzielnie. Owszem, delikatna, wilgotna, ale nie było żadnego zaskoczenia. Po prostu ryba, a biorąc pod uwagę, fakt że taka porcja kosztuje 125 zł, spodziewałam się fajerwerków. Albo chociaż zimnych ogni.

IMG_2546

Dalej były mięsa, czyli mój stek z polędwicy wołowej z ziemniakami dauphinoise. Mięso bardzo dobre, choć kiedy poprosiłam o medium rare i zauważyłam, że akurat tak wysmażyć jest najtrudniej, zostałam lekko napomniana przez kelnera i sprowadzona do parteru stwierdzeniem, że już oni wiedzą, bo mają termometry. Ok, poczułam się jak mała, głupiutka dziewczynka. Ej, chyba nie o to chodzi, hm? Wracając – stek bardzo dobry, ziemniaki bardzo poniżej przeciętnej. Co ciekawe, aby poprawnie zrobić ziemniaki dauphinoise też potrzeba trochę doświadczenia i umiejętności. Moje były zimne i kompletnie bez smaku.

IMG_2549

I jeszcze t-bone steak, również medium rare, również bardzo smaczny. Co ciekawe, Brasserie Warszawska, to ta sama stajnia co Butchery & Wine na Żurawiej (o której już dawno powinniśmy dodać post, a wciąż jeszcze tego nie zrobiliśmy). Stąd pewnie wynika prosta prawda, że jeśli chodzi o mięso Brasserie jest naprawdę dobrym adresem.

IMG_2548

No i mały deser, na który właściwie już nikt nie miał siły – pudding bananowy z lodami. Smaczny, ale nie będę płakała, jeśli już nigdy go nie skosztuję.

IMG_2553

Za 4 osoby zapłaciliśmy 1200 zł, w tym dwie butelki prosecco i kilka drinków.

Reasumując – jest ładnie, jest smacznie, ale jest też drogo i nie do końca przyjemnie z powodu obsługi, która zamiast działać na klientów rozluźniająco – bezsensownie usztywnia. Nie chcę i nie muszę nikomu niczego udowadniać, a już na pewno nie chcę się tak czuć idąc na kolację, która z założenia ma być miłym spotkaniem towarzyskim. Stosunek ceny do jakości zarówno w kontekście jedzenia, jak i obsługi, pozostawia jednak trochę do życzenia.

Zatem bez zaskoczenia – 4 świnki.

4 pigs

Magda