ul. Zakręt 8, Warszawa
Do Nabo wyciągnęła mnie koleżanka po swojej poprzedniej wizycie. Czasem warto dać drugą szansę, zwłaszcza knajpie, która została okrzyknięta Knajpą roku 2012. A czasem nie warto.
Jest tak jak aktualnie wszędzie – biało, skandynawsko i duży stół na środku, czego mam już serdecznie dość. Obsługa uprzejma i tyle tytułem wstępu.
Najpierw dostałam niemożliwie kwaśny sok z pomarańczy. Okazało się, że wyciskarka nie została umyta po cytrynach. Ok, zdarza się.
A później wjechał smażony pstrąg z grillowanymi warzywami (które były cukinią) w miętowym pesto, do tego domowe frytki.
Pstrąg jechał mułem jak świąteczny karp, któremu przed śmiercią nie pozwolono popływać w czystej wodzie. To był pierwszy i najintensywniejszy smak. I myślisz sobie: „Ale pstrąg, drapieżnik? Co oni mają za dostawców?!”. Takimi mniej więcej torami biegły moje myśli. Warzywa zimne, spodziewałam się ciepłych, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że z natury neutralna w smaku cukinia nie była doprawiona absolutnie niczym poza miętą, dzięki czemu smakowała jak miękki, zimny, miętowy kapeć. Fuj. No i frytki. Frytki z białych, wstrętnych ziemniaków, frytki które smakowały jak pastewne. Identyczne ziemniaki podawali jakiś czas temu w Warszawie Wschodniej. Co jest, od kiedy w tym kraju brakuje dobrych ziemniaków?!
Zamówiłyśmy też filet z kurczaka z pęczakiem i grzybami. Dobry był tylko pęczak i grzyby. Nie chce mi się nawet o tej knajpie pisać, bo w sumie nie ma za bardzo o czym.
Na deser tarta cytrynowa – za dużo kremu, białek, za dużo rozpaćkanego wszystkiego na idealnie betonowym spodzie, którego nie imał się widelec. Poprzednio podobno była znacznie lepsza – nie wiem, wiem natomiast, że ta poniżej była zwyczajnie kiepska.
Nie ma ani jednej rzeczy, która dałaby punkt zaczepienia i nadzieję, więc nie zamierzam się tam już nigdy więcej wybrać. Nie żałuję, bo mi nie po drodze, a z drugiej strony trochę smutno, bo wbrew pozorom w Warszawie jest niewiele knajp, które niezależnie od sezonu, pory dnia czy nastroju kucharza, byłyby pewniakami.
Rachunek za dwie osoby bez alkoholu – ok. 110 zł.
Ode mnie dwie świnki, bo było zwyczajnie niedobre.
Magda









![Christian’s Bakerhouse, Warszawa [OBECNIE KRYSTIAN’S KITCHEN]](https://krytykakulinarna.com/wp-content/uploads/2013/11/IMG_7266-150x150.jpg)
![Bali Bar, Warszawa-Międzylesie [NIEAKTUALNE]](https://krytykakulinarna.com/wp-content/uploads/2013/07/img_4605-150x150.jpg)




