Największym atutem tego miejsca jest możliwość wyboru. Zacny wybór śniadań i jeszcze zacniejszych wybór napitków wszelakich. Czego tam nie ma, pani kochana: soki odchudzające, wzmacniające, na trawienie, na przeziębienie, afrodyzjaki (!), koktajle z superfoods, a nawet specjalny napój dla ciężko dotkniętych przez los. Czyli dla skacowanych.
Zamiast wziąć coś na odchudzanie – poszłam w bajgla. Ja się nigdy nie nauczę. W 6/12 znajdziemy pieczywo z Samu, to ci sami właściciele. Tak więc poszłam w bajgla z jajkiem w koszulce i łososiem norweskim na ciepło (24 zł). Bajgiel był zbity i twardy. Wiecie jaką strukturę ma zwykła pszenna bułka, którą przez dobę trzyma się w foliowym worku? Taki właśnie był. Nie poddawał się naciskowi, więc przy pierwszej próbie ugryzienia większość zawartości wypadła na talerz. Szybko się poddałam i przy pomocy sztućców wyjadłam łososia z jajkiem, zaś bajgla zostawiłam na talerzu. Ale za to całkiem niezła ryba, szkoda tylko, że jajko w koszulce było na półtwardo.






Popiłam to wszystko koktajlem z ogórka, jabłka, selera, imbiru, natki pietruszki i spiruliny (15 zł/mały, 22 zł/duży). Lubię takie koktajle i namiętnie praktykuję je w domu, bo to fajny sposób na bezbolesne dostarczenie organizmowi witamin z produktów, które być może w innej formie nie zaistniałyby w naszym jadłospisie. A ten był smaczny, choć cenę uważam za przegiętą.
W ogóle ceny w 6/12 są przegięte. Bo spójrzmy na to tak: 25 zł za wczorajszą bułkę, jedno przeciągnięte jajko i trochę hodowlanego łososia? 24 zł za dwa jajka i dwie niewielkie kiełbaski z indyka, który nie jest najdroższym mięsem na świecie? To nie brzmi jak interes życia. Z całym szacunkiem, ale za taką kwotę mogę zjeść dwudaniowy, smaczny lunch np. w Zielonym Niedźwiedziu i popić domowym kompotem, który w niczym nie jest gorszy od koktajlu z wiecznie taniego jabłka i wiecznie taniego selera oraz śladowej ilości spiruliny. Gdyby to była sama spirulina, być może cena nie wydawałaby się tak bardzo z kosmosu. 6/12 ma w karcie superfoods, ma jajka z wolnego wybiegu, etc. Niedźwiedź nawet nie musi takich informacji umieszczać w menu, bo to się rozumie samo przez się. Całe to śniadanie kosztowało mnie 64 zł plus napiwek, czyli siedem dych. Dużo. I wcale nie chodzi o siedem dych, tylko o adekwatność. O to, że ta kwota nie przystaje do tego, co za nią otrzymujemy. Wiecie ile bym za to śniadanie dała? Trzy dychy i piątaka napiwku. Tak, dokładnie tyle. A i tak, jeśli czyta mnie teraz ktoś z Lidzbarka, Kołobrzegu czy Nowego Targu, to pewnie puka się w głowę i myśli, że w dupach się tym Warszawiakom poprzewracało. Cóż, możliwe, bo 6/12 na brak klientów nie narzeka.
Podsumowując – spokojnie można tam coś zjeść, wypić herbatkę na katar albo koktajl na kaca. Nie popadłam jednak w zachwyt totalny. Jeśli macie blisko na Żurawią, albo akurat jesteście w okolicy – możecie tam zajrzeć, ale żeby się do 6/12 wybrać specjalnie? Nie, chyba nie. No, może w weekend, bo w tygodniu w porze śniadaniowej jest tam cholernie trudno o miejsce parkingowe, a to niezdrowo tak sobie psuć krew z rana.
Magda
Info
fb
ul. Żurawia6/12, Warszawa











