Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

7 dni, 7 śniadań: Cafe 6/12 /Warszawa

Największym atutem tego miejsca jest możliwość wyboru. Zacny wybór śniadań i jeszcze zacniejszych wybór napitków wszelakich. Czego tam nie ma, pani kochana: soki odchudzające, wzmacniające, na trawienie, na przeziębienie, afrodyzjaki (!), koktajle z superfoods, a nawet specjalny napój dla ciężko dotkniętych przez los. Czyli dla skacowanych.

Zamiast wziąć coś na odchudzanie – poszłam w bajgla. Ja się nigdy nie nauczę. W 6/12 znajdziemy pieczywo z Samu, to ci sami właściciele. Tak więc poszłam w bajgla z jajkiem w koszulce i łososiem norweskim na ciepło (24 zł). Bajgiel był zbity i twardy. Wiecie jaką strukturę ma zwykła pszenna bułka, którą przez dobę trzyma się w foliowym worku? Taki właśnie był. Nie poddawał się naciskowi, więc przy pierwszej próbie ugryzienia większość zawartości wypadła na talerz. Szybko się poddałam i przy pomocy sztućców wyjadłam łososia z jajkiem, zaś bajgla zostawiłam na talerzu. Ale za to całkiem niezła ryba, szkoda tylko, że jajko w koszulce było na półtwardo.

IMG_7825Skusiły mnie też domowe kiełbaski z indyka z jajkami sadzonymi (25 zł). W tym tygodniu idę na rekord jeśli chodzi o ilość zjedzonych jajek. Na szczęście ostatnio przeczytałam, że jajka nie mają nic wspólnego z poziomem cholesterolu, więc cieszmy się nimi, alleluja. Kiełbaski zaś doceńmy za ich domowość. Co nie zmienia faktu, że były trochę zbyt suche. Na szczęście jajka sadzone zupełnie niwelowały to wrażenie.

IMG_7822

Niemy krzyk kiełbasianych ust i wybałuszone oczy. Tak, trochę sobie robię… jaja.

Popiłam to wszystko koktajlem z ogórka, jabłka, selera, imbiru, natki pietruszki i spiruliny (15 zł/mały, 22 zł/duży). Lubię takie koktajle i namiętnie praktykuję je w domu, bo to fajny sposób na bezbolesne dostarczenie organizmowi witamin z produktów, które być może w innej formie nie zaistniałyby w naszym jadłospisie. A ten był smaczny, choć cenę uważam za przegiętą.

W ogóle ceny w 6/12 są przegięte. Bo spójrzmy na to tak: 25 zł za wczorajszą bułkę, jedno przeciągnięte jajko i trochę hodowlanego łososia? 24 zł za dwa jajka i dwie niewielkie kiełbaski z indyka, który nie jest najdroższym mięsem na świecie? To nie brzmi jak interes życia. Z całym szacunkiem, ale za taką kwotę mogę zjeść dwudaniowy, smaczny lunch np. w Zielonym Niedźwiedziu i popić domowym kompotem, który w niczym nie jest gorszy od koktajlu z wiecznie taniego jabłka i wiecznie taniego selera oraz śladowej ilości spiruliny. Gdyby to była sama spirulina, być może cena nie wydawałaby się tak bardzo z kosmosu. 6/12 ma w karcie superfoods, ma jajka z wolnego wybiegu, etc. Niedźwiedź nawet nie musi takich informacji umieszczać w menu, bo to się rozumie samo przez się. Całe to śniadanie kosztowało mnie 64 zł plus napiwek, czyli siedem dych. Dużo. I wcale nie chodzi o siedem dych, tylko o adekwatność. O to, że ta kwota nie przystaje do tego, co za nią otrzymujemy. Wiecie ile bym za to śniadanie dała? Trzy dychy i piątaka napiwku. Tak, dokładnie tyle. A i tak, jeśli czyta mnie teraz ktoś z Lidzbarka, Kołobrzegu czy Nowego Targu, to pewnie puka się w głowę i myśli, że w dupach się tym Warszawiakom poprzewracało. Cóż, możliwe, bo 6/12 na brak klientów nie narzeka.

Podsumowując – spokojnie można tam coś zjeść, wypić herbatkę na katar albo koktajl na kaca. Nie popadłam jednak w zachwyt totalny. Jeśli macie blisko na Żurawią, albo akurat jesteście w okolicy – możecie tam zajrzeć, ale żeby się do 6/12 wybrać specjalnie? Nie, chyba nie. No, może w weekend, bo w tygodniu w porze śniadaniowej jest tam cholernie trudno o miejsce parkingowe, a to niezdrowo tak sobie psuć krew z rana.

pigs4

Magda

Info

fb
ul. Żurawia6/12, Warszawa