Ja wiem, że z pozoru to połączenie może brzmieć trochę dziwnie, ale trochę wiary w sercach, przyjaciele! Obiecuję zachwyt i uciech sto!
Są dwie szkoły – falenicka i otwocka. Jedna mówi, żeby jogurt naturalny lekko podgrzać, a druga, żeby nie. Ja optuje za tą drugą opcją, ponieważ kontrast między ciepłym, płynnym żółtkiem i chłodnym jogurtem jest genialny.
Jeśli obawiacie się czy wyjdą Wam jajka w koszulce, to możecie po prostu zrobić sadzone na maśle. Też będzie dobrze. Choć postaram się Wam tak opisać proces robienia jajek w koszulce, że powinno być dobrze. Sama nie jestem w tym mistrzem, bo tu najbardziej chodzi o praktykę. Po prostu trzeba to robić często, aby się wyćwiczyć. Moje zatem również nie są idealne, ale to nie szkodzi. Ważne, że smakują.
Oliwę możecie zrobić bardzo ostrą dodając jeszcze trochę płatków chili, ale to także jest kwestia prywatnych upodobań. W moim odczuciu proporcje, które podałam poniżej są idealnie w sam raz.
Jajka po turecku – przepis
Składniki na 1 porcję
– 2 jajka (wiadomo, że eko)
– 200 ml gęstego jogurtu naturalnego
– łyżeczka octu
– 2 łyżki oliwy
– 3-4 suszone ostre papryczki
– 1/3 łyżeczki mielonej wędzonej papryki
– sól do smaku
– opcjonalnie kolendra do podania, ale nie jest konieczna
Wykonanie
Do niewielkiego garnka wlewamy wodę i łyżeczkę octu. Zagotowujemy. W tym czasie do małej miseczki wbijamy jajko. Gdy woda się już mocno gotuje robimy w niej łyżką wir i w sam środek z możliwie najmniejszej wysokości delikatnie wlewamy jajko. Wir i ocet sprawią, że białko zamknie się wokół żółtka.
Gotujemy przez 2 minuty i łyżką cedzakową wyjmujemy na talerz. Z kolejnym jajkiem postępujemy identycznie.
W międzyczasie lekko solimy jogurt, mieszamy i wykładamy na talerz.
W małym garnku rozgrzewamy oliwę i dodajemy w całości suszone papryczki. Prażymy aż poczujemy ich zapach. Zdejmujemy z ognia, dodajemy wędzoną paprykę. Oliwa zawrze, spieni się i tak ma być.