Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Tunezja na drugie ma „zaskoczenie”

Przyjechałam tu jako niezapisana kartka formatu A4 – prawie kwadratowa, ale jednak wciąż jeszcze dłuższa niż szersza. Jemy tyle, że na pewno wyjadę kwadratowa, ale ja dzisiaj nie o tym. Przyjechałam bez oczekiwań, bez nastawienia na cokolwiek, bez uprzedzeń. Za to ze zwykłą ciekawością i otwartością, jakie zawsze towarzyszą mi w podróży. Innymi słowy – co życie przyniesie, to wezmę.

Bardzo fajnie, że w kwietniu przydarzyło nam się Maroko, bo wspomnienia są wciąż świeże i ciekawie jest je zestawiać z tym czego doświadczamy w Tunezji. Przede wszystkim Maroko to czerwienie, rudości, ochry i z jakiegoś powodu wydawało mi się, że tutaj będzie podobnie. Nic bardziej mylnego. Tunezja to przede wszystkim biel i błękity. Ładnie to wychodzi na instagramie, który nagle zrobił się cały niebieski. Czasem są to błękity intensywne jak te, które wszyscy znamy z Santorini, a czasem jasne i rozmyte, zupełnie jak niebo nad horyzontem kiedy w upalny dzień słońce stoi w zenicie.

Praktycznie tu nie pada, więc kiedy jeździmy po kraju za oknami dominuje spalona słońcem ziemia i to co w takim klimacie najlepiej daje sobie radę: drzewa oliwne, agawy, opuncje. Wiedzieliście, że Tunezja jest w ścisłej światowej czołówce jeśli chodzi o produkcję oliwy z oliwek? Oni w ogóle potrafią w oleje i jeśli lubicie naturalną pielęgnację, to na tutejszych targach dostaniecie kociokwiku. W każdym razie ja dostałam i obsprawiłam się na rok. W ogóle bardzo lubię targi a.k.a. suki właśnie dlatego, że trzeba się targować. Traktuję to jak lokalny koloryt i dostrajam do tej częstotliwości dość szybko – jak mam dobry dzień i odpowiednio psotny nastrój, to jestem w te klocki naprawdę godnym przeciwnikiem.

tunezja

Mamy ten rzadki komfort, że Tunezję odwiedzamy na zaproszenie Rainbow i Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki, więc zdjęto z nas ciężar przygotowywania się do tej podróży. I to jest piękne, bo mogę chłonąć, pozwalać się zaskoczyć i prowadzić za rączkę we wszystkie najciekawsze miejsca. Mogę skupić się na tym, co mam przed czubkiem nosa. A później Wam to wszystko opisać, obfotografować i przygotować listę największych przebojów północnej Tunezji. Północnej, bo Djerba i Sahara jeszcze przed nami. Na razie na gorąco spisuję pierwsze wrażenia. I właśnie zdałam sobie sprawę, że najsilniejszym jest zaskoczenie. Tunezja mnie zaskoczyła już wiele razy. Nie napiszę, że to miłość od pierwszego wejrzenia, ale jest tendencja wzrostowa i z każdym dniem podoba mi się tu coraz bardziej. Oni mają takie skarby i cacuszka, że szczęka opada.

Chciałabym jednak w pierwszej kolejności dotknąć tematu bezpieczeństwa, bo takie pytania padły i wiem, że dla wielu z Was jest to ważne. Zdaję sobie sprawę, że Tunezja jest na liście państw przed podróżami do których ostrzega MSZ. Górski Karabach też jest, ale jak o nim pisałam, to nikt się o potencjalnym zagrożeniu nawet nie zająknął, a są tam miejsca, w których toczy się regularna wojna. A co z Londynem? Paryżem? Niceą? Hamburgiem? Czy ktoś nas ostrzega przed podróżami w te miejsca? Nie chcę wchodzić w politykę, bo polityka brudzi ludzi, ale wystarczy odwołać się do logiki, by szybko zauważyć związek między tymi ostrzeżeniami lub ich brakiem, a faktem że Tunezja jest krajem muzułmańskim. Uważam, że to jest wykluczenie ze względu na pochodzenie.

Mamy obecnie klimat sprzyjający wszelkim przejawom rasizmu a melodia, którą słyszymy najczęściej opiera się na strachu i nienawiści. Dla mnie rasizm jest jednoznaczny z ciasnotą umysłową i dotyka osoby o wąskich horyzontach. Przecież tak właśnie funkcjonujemy – boimy się tego, czego nie znamy. Myślę sobie, że w każdym kraju są ludzie dobrzy i ludzie źli. W Polsce też. I jednak tych pierwszych jest zawsze więcej, dlatego ekstrapolowanie cech tych drugich na cały naród jest błędem logicznym.

tunezja

Czuję się tu bezpiecznie, łażę gdzie chcę, o której chcę i w dowolnie krótkich szortach. Ponieważ pytania o bezpieczeństwo padły, zwróciłam na to szczególną uwagę i sytuacja wygląda tak, że faktycznie jest sporo policji, ale nie rzucają się w oczy. Po prostu pilnują. Zależy im na tym, żeby turyści chcieli tu przyjeżdżać i naprawdę robią wszystko, aby przybysze z daleka czuli się bezpiecznie. Zresztą świat się zmienił. Świat po prostu nie jest już bezpieczny i nikt nie wie co i gdzie wydarzy się jutro. Tak naprawdę złe miejsce ze złym czasem mogą się zbiec w dowolnej szerokości geograficznej, a w środku możesz być Ty, mogę być ja. Ale to jeszcze nie powód, by zamknąć się w domu i zrezygnować z tego wszystkiego co oferuje świat. Bo nic nie poszerza horyzontów tak, jak podróże.

Tunezyjczycy są mega sympatyczni, wystarczy uśmiech i otwartość. Wiele razy już pisałam, że ludzie są jak lustra, że dostajesz to co sam dajesz. I kolejny raz ta teoria znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. W ogóle mam wrażenie, że uśmiech otwiera tutaj wszystkie drzwi. Jak masz normalną twarz, to oni też. A jak zaczynasz się uśmiechać, to z miejsca dostajesz coś ponad normę – więcej troski, większą porcję ciasta, no wiecie, więcej tego co w życiu liczy się najbardziej.

Ja mam takie podejście do podróżowania, że wszędzie warto. Wszędzie są ciekawe miejsca i ludzie, którzy mają interesujące historie do opowiedzenia. I jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym się na tym przejechała. Zresztą ja podróżuję dla emocji, miejsca są tylko tłem. A Tunezja wcale nie jest krajem, do którego warto pojechać tylko po to, by leżeć plackiem na plaży. To też, bo pogodę mają jak drut i nawet zimą jest tu powyżej dwudziestu stopni, ale mają też takie miejsca, że zapiera dech. Co więcej, zwykle są tak zlokalizowane, jakby pojawiły się tam za sprawą kosmitów. Na przykład jedziesz, jedziesz, miasteczko jak miasteczko i nagle bang! – amfiteatr niemal identyczny jak rzymskie Koloseum. Tak po prostu, na końcu ulicy, na której toczy się normalne życie. Do tego niemal zupełnie pusty, czego nie można powiedzieć o tym rzymskim, gdzie ludzi jak mrówek. Opiszę Wam te wszystkie miejsca w osobnym poście, żebyście mieli gotową ściągę, bo rozsypywanie tych wszystkich informacji w kilku tekstach nie ma żadnego sensu. Gwarantuję Wam, że porzucicie stereotypy z cyklu „basen-leżak-all inclusive”. Tu jest dużo, dużo więcej.

tunezja

tunezja

tunezja

Czesi już to chyba wiedzą, bo jest ich sporo, są też Rosjanie, przewinęli się Japończycy, jest sporo Francuzów, jak w każdej byłej kolonii, w której zostawili po sobie bagietki i język, ale wciąż turystów jest relatywnie niewielu i wszystko co najciekawsze do zobaczenia ogląda się solo. Bardzo to piękne doświadczenie lecz ulotne, bo turystyka rozkręca im się na nowo. Większość turystów to rodziny z dziećmi, więc uprzedzając pytania o hotel – w Sousse zatrzymaliśmy się w Concorde Green Park Palace i o ile nie polecę tego hotelu parom, które szukają odosobnienia, to rodzinom z dzieciakami już jak najbardziej. Mają świetną infrastrukturę przygotowaną pod rodziny, łącznie z czymś w rodzaju przedszkola, które ma nawet własny, płytki basen. Łóżka są cudownie wygodne, śniadania fajne i to tu po raz pierwszy jadłam tunezyjską szakszukę, którą koniecznie muszę odtworzyć w domu i dać Wam przepis.

tunezja

tunezja

Ale to dopiero w domu, bo przed nami sporo ciekawych miejsc. Moja lista rzeczy absolutnie wartych zobaczenia i zrobienia pęcznieje, ale nie jest jeszcze zamknięta, więc ahoj, przygodo!

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

 

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

tunezja

 

Magda

P.S. Z kwestii technicznych – mamy fenomenalną przewodniczkę, Rabeb. Jest śliczna jak z obrazka, wie wszystko o wszystkim, ma zaraźliwy śmiech, jest elastyczna i umie się dopasować do nas, na przykład jak przez cały dzień ciśniemy, a jest ponad czterdzieści stopni i pod koniec padamy z nóg, to coś przerzucamy na kolejny dzień, coś zmieniamy, żeby znaleźć czas na odpoczynek. Albo jedziemy gdzieś zupełnie spontanicznie, bo czemu nie? Na spontanie zawsze najlepiej, każde dziecko to wie. Rabeb jest freelancerką i też możecie skorzystać z jej usług (rekomenduję, bo bez niej nie zobaczylibyśmy połowy tych miejsc), więc zostawiam Wam tu jej namiary: tel. 00216 21 817 940, [email protected] Rabeb świetnie mówi po angielsku i oczywiście po francusku.

tunezja

 

Tunezję odwiedzamy na zaproszenie    i Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki.

 

Spodobał Ci się tekst? To zrób mi przyjemność i podaj dalej!