Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Abecadło mądrego podróżnika – co robić, czeg...

Abecadło mądrego podróżnika – co robić, czego nie robić, na co zwracać uwagę?

Prawda jest taka, że bardzo wiele z tych uwag można sprowadzić do kwestii szeroko pojętego szacunku – do człowieka, do obyczajów, do miejsca, które odwiedzamy. Ale wiedza i uśmiech są walutą, którą zapłacimy za masę wspaniałych wspomnień. Dlatego…


Przygotuj się

To najważniejszy etap przed każdym wyjazdem. Oprócz spakowania najpotrzebniejszych rzeczy warto poświęcić czas na… czytanie. Czytanie jest zawsze w cenie. W tej chwili mamy dostęp do nieograniczonej bazy wiedzy, jaką jest internet. To bardzo cenne i warto trochę poszperać. Oprócz podstawowych informacji mamy dostęp do niezliczonej ilości blogów czy stron podróżniczych, gdzie znajdziemy relacje z podróży, całą masę dobrych rad i uwag, które pomogą nam nie popełniać błędów już przez kogoś popełnionych.

Jeśli więc wybieramy się do kraju muzułmańskiego warto zabrać ze sobą taki strój, który pozwoli nam na przykład wejść do meczetu (dla dziewczyn będzie to długa sukienka lub spódnica i chusta zakrywająca włosy i ramiona). Zawsze warto pamiętać, że nie jesteśmy u siebie i to naszym obowiązkiem jest dostosowanie się do panujących w danym miejscu zasad, nie odwrotnie.

Są miejsca na świecie, na przykład Kambodża, gdzie przed przyjazdem dobrze jest poznać tło historyczne. Wówczas zwiedzamy z daleko większym zrozumieniem, bo zabytki i atrakcje turystyczne opisane w przewodniku to jedno, a ludzkie zachowania – drugie. W przypadku kierunków o tak trudnej historii szczególnie polecam Wam reportaże, to zawsze są książki, które mocno otwierają oczy, reporterów mamy w Polsce przynajmniej kilku wspaniałych, a na świecie jest ich mnóstwo.

Z kolei w Afryce, zwłaszcza w jej najbiedniejszych regionach normą jest, że dzieci proszą turystów o jakieś drobiazgi. Myślę, że w takich wypadkach użyteczne będą dla nich przybory szkolne, małe zabawki, kredki i kolorowanki lub coś podobnego.

Fajnie by było też poznać kilka podstawowych słów w miejscowym języku, takich jak „proszę”, „dziękuję” czy „dzień dobry”. To zawsze wytrych do serc autochtonów i jeśli widzą, że się staramy, to na pewno chętniej nam pomogą.


Uważaj co pokazujesz

Królami gestykulacji są Włosi – oni mają odpowiedni gest na każdą okoliczność. Czasem żałuję, że nie jestem Włoszką. Ale oprócz cmokania złączonych palców, które oznacza „pyszne” jest cała masa miejsc i gestów, które połaczone w jedną całość mogą dać efekt przeciwny do zamierzonego. Na przykład we Francji (i Brazylii) raczej unikajcie powszechnego wśród nurków gestu złączonego w kółko palca wskazującego i kciuka, bo tu nie oznacza „ok” lecz… „jesteś zerem”. Ała.

W Grecji z kolei nie dziękujemy za ustąpienie na drodze gestem otwartej dłoni, bo ma on bardzo, bardzo brzydkie znaczenie. Możemy pomachać i to będzie ok. Akurat tej wiedzy nie ma w internecie aż tak wiele, więc łatwiej pozyskamy ją obserwując miejscowych lub po prostu pytając, jeśli spotkamy kogoś, z kim się ciut zaprzyjaźnimy.


Jedz jak miejscowy

Kultura stołu to jest w ogóle osobny temat. Wiadomo, że co kraj, to obyczaj, ale te obyczaje skrajnie się od siebie różnią i na ten temat warto wcześniej poczytać. W niektórych krajach nie dajemy napiwków (np. Japonia czy Chiny), w innych jest to dopuszczalne ale nie konieczne, a w jeszcze innych jest to wręcz obowiązkowe (np. w USA i to minimum 20%!).

Chyba najbardziej odmiennym kierunkiem pod tym kątem jest Azja. To, czego u nas nie wypada – tam przystoi i należy. I odwrotnie. My jesteśmy nauczeni, by zjadać wszystko do ostatniego okruszka, bo jeśli nie to marnujemy, a poza tym dla gospodarza to sygnał, że nam nie smakowało. W Chinach należy zostawić nieco jedzenia w miseczce, dzięki temu gospodarz wie, że przygotował się na naszą wizytę wystarczająco dobrze i nie zabrakło jedzenia. Są też kwestie związane z różnymi dźwiękami wydawanymi przy stole – siorbaniem, etc. No i sztućce – tak jak u nas odpowiednie ich ułożenie na talerzu jest sygnałem dla kelnera, że może go już zabrać/jeszcze nie może, itd. – tak samo z pałeczkami. Warto o tym wszystkim dowiedzieć się nieco więcej przed wyruszeniem w podróż. W krajach muzułmańskich z kolei jemy tylko prawą ręką, bo lewa uważana jest za nieczystą.

Spokojnie wszystkie informacje techniczne znajdziecie w sieci. I już nawet nie chodzi o to, że możemy swoim zachowaniem kogoś nieświadomie urazić, bo pewnie jako turystom z aparatem na szyi i tak nikt nam nie zwróci uwagi, ale o to, że lepiej przygotowani czujemy się po prostu pewniej i z większą swobodą podchodzimy do wszelkich nowości. A jeśli przydarzy nam się dostać zaproszenie do wspólnego stołu, to będziemy mieli pewność, że nie strzelimy gafy.

Bo wiecie – jedzenie, niezależnie od szerokości geograficznej, ma tę właściwość, że łączy. Pamiętam, że jedną z rzeczy, które najbardziej mnie ujęły w Marakeszu było nocne życie placu Jemaa El Fna. Placu, który uznawany jest za jedno z najbardziej turystycznych miejsc w tym mieście. Każdego dnia odbywa się tu coś w rodzaju wielkiego nocnego targowiska z ciepłym jedzeniem. Jest masa budek, knajpek, straganów ze ślimakami (pysznymi!), ale najfajniejsze jest to, że dość późno jak na nasze standardy, bo mocno po 22:00, całe rodziny przychodzą tu po prostu na kolację. I nie są to turyści. Zajmują długie stoły, rozmawiają, podjadają i po prostu dobrze się bawią. Nie ma problemu, aby się do nich dosiąść i biesiadować wspólnie.

Bywa, że bariera językowa jest nie do pokonania, jednak wspólne jedzenie jest bodaj najbardziej egalitarnym doświadczeniem – stół łączy niezależnie od tego ile znamy języków lub ilu nie znamy. Czy wiecie, że najpowszechniej rozumianym zwrotem na świecie jest „OK”, a zaraz po nim… „Coca Cola”? A czy wiecie, że razem z Coca Colą chcemy Was wysłać do Paryża, Neapolu, Rzymu, Sewilli lub San Sebastian, żebyście na własnej skórze sprawdzili jak pięknie i smacznie można się różnić? I żebyście zjedli wszystko, co w tych miastach najlepsze i przywieźli wspaniałe wspomnienia?

O akcji #RazemSmakujeLepiej pisałam Wam już wcześniej, ale przypominam, że oprócz podróży kulinarnych do zgarnięcia jest też KitchenAid, pieszczotliwie nazywany „kiciusiem”. Brałabym! Po więcej informacji kliknijcie tutaj.


Obyczaje, które mogą Cię zaskoczyć

Obserwacja to potęga. Dlatego tak bardzo lubię znaleźć trochę czasu na potencjalnie bezproduktywne siedzenie. Siadam sobie w jakimś gwarnym miejscu, zamawiam kawę i po prostu patrzę. Ileż z tego patrzenia płynie wiedzy! Hiszpanie na powitanie całują się w policzki i generalnie skracają dystans, w krajach muzułmańskich częstym widokiem jest dwóch mężczyzn przechadzających się za rękę (to nic nie znaczy ponad to, że panowie się przyjaźnią), Grecy i Bułgarzy na „nie” i „tak” kiwają głowami… dokładnie odwrotnie, niż reszta świata, w Tajlandii czy Wietnamie kolor biały zarezerwowany jest dla pogrzebów (więc nie pakujemy prezentów w biały papier i nie dajemy białych kwiatów), w Japonii na maty tatami wchodzimy wyłącznie bez obuwia. W ogóle japońska etykieta jest szalenie złożona.

W niektórych krajach nie jest przyjęte skracanie dystansu i na przykład dotykanie naszego rozmówcy (w Tajlandii i Indiach nie dotykamy i nie wskazujemy na niczyją głowę), w innych nie wypada zbyt wylewnie okazywać sobie uczuć w miejscach publicznych. Tego jest tak dużo, że nie sposób wymienić i w ogóle poznać wszystkie te smaczki. Ale warto próbować.


Fotografuj, ale…

Tak się składa, że z wyróżnieniem skończyłam bardzo fajne studia dziennikarskie, gdzie mieliśmy mnóstwo zajęć z praktykami – dziennikarzami radiowymi, prasowymi, z reporterami czy fotografami. Uważam, że z całej mojej burzliwej edukacji, podczas której zaczęłam kilka kierunków, by je w końcu porzucić jako nienadajne, a ostatecznie skończyłam dwa, te konkretne studia dały mi najwięcej – wiedzy i frajdy. Dlatego napiszę Wam to, czego mnie uczono w zakresie fotografii podróżniczej/reporterskiej i czego po dziś dzień się trzymam.

Podróże to nie tylko widoczki – to również obyczaje, ludzkie zachowania, twarze zupełnie inne, niż te widywane na co dzień. No, chciałoby się strzelić fotkę, zgadza się? Ale czy wypada? Szacunek jest zawsze dobrym przewodnikiem, więc logicznym będzie, że aparatu do oka nie podnosimy kiedy: ktoś jest w sytuacji intymnej lub krępującej, kiedy nie wyraził na to zgody, kiedy widzimy sytuacje ostateczne, nie urządzamy sobie też foto-wycieczek po najbiedniejszych dzielnicach. Tego się nie robi z szacunku i ze zwykłego człowieczeństwa, bo to po prostu nieetyczne. I koniec.

Ale! Jest cała masa okazji do fotografowania ludzi, wystarczy ich tylko zapytać czy można. Najlepiej z uśmiechem. Zwykle nie mają z tym problemu, często chętnie zapozują. Pytać nie trzeba gdy fotografujemy tłum lub oddalone sylwetki, kiedy twarz nie jest zbyt wyraźna – tu śmiało, można focić.

Mam nadzieję, że ten wpis zachęcił Was do poznawania świata, wgryzania się w niego i smakowania wszystkimi zmysłami. A jeśli macie tego typu ciekawostki i spostrzeżenia, to się nimi podzielcie – uwielbiam je!

Magda

Spodobał Ci się wpis? To fajnie! Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz, niech wszyscy podróżują świadomie. Dziękuję!