Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

5 typów toksycznych ludzi, których lepiej omijać z...

5 typów toksycznych ludzi, których lepiej omijać z daleka

Kocham to moje żyćko do upadłego. Samo się jednak nie zrobiło – aby je takim uczynić musiałam wyrzucić poza nawias te sytuacje, zachowania i ich dwunożne, samobieżne źródła, które mi zatruwały powietrze. Bo ludzie dzielą się na dobrych i złych, dawców i biorców, tych przy których rośniesz i tych, co czynią cię coraz mniejszym. Strona szast i strona prast. I zasadniczo to ty wybierasz do którego obozu chcesz należeć oraz gdzie wytyczasz własne granice wyporności. Bo każdy ma je ustawione w innym miejscu…

…ja na przykład, żeby się zbiesić, muszę dojść do ściany. Czasem dwa razy powtórzyć to za mało, a bywa, że i po pięćdziesięciu zastawiam się, czy to tak na serio? W końcu każdy jest trochę dobry i trochę zły, a ja zawsze chcę wierzyć, że jasna strona mocy wygra z ciemnością. Czy tam ciemnotą. Chyba, że skończy mi się cierpliwość. Ciekawe, bo to zawsze jest moment nagłego olśnienia, taka wielka żarówka, która pojawia się nad moją głową, a w środku niej żarzący się napis „dość!”. Od tego miejsca jest już jak u Kononowicza – nie ma nic. I jeszcze nigdy nie żałowałam zamkniętych za sobą drzwi.

Aby życie lepszym uczynić, z pola widzenia usuń:

1. Narcyzów

O słodki Jezu w pomidorach, oni są najgorsi, bo podstępni. Czasem całymi latami człowiek nie wie z kim ma do czynienia. Bo widzicie, my źle rozumiemy słowo „narcyz”, to nie ten, co sam sobie podoba się najbardziej na świecie. To pewien typ osobowości, który zawsze zagrywa na siebie, tylko – jak to zwykle z motywami – nie widać tego na pierwszy rzut oka. Czasem na sto pierwszy też nie. W Stanach piszą o tym książki, a u nas dopiero ten temat zaczyna się gdzieś tam pojawiać.

Narcyza rozpoznać jest bardzo trudno, bo na ogół to dusza towarzystwa, wesoluchny taki jest, pomocny, no, anioł nie człowiek! Latami można się na to nabierać. Niestety narcyz pozbawiony jest empatii. Całkowicie i nieodwołalnie. A im ty jesteś słabszy, tym on silniejszy. Owszem, w chorobie poda ci tę legendarną szklankę wody, ale nie po to, żebyś poczuł się lepiej, tylko żebyś mu brawo bił. Bo taki jest wspaniały i troskliwy. Choroba to niezły weryfikator, bo narcyz tak bardzo lubi, gdy uwaga jest skupiona na nim, że po dwóch dniach obsługiwania chorego zaczyna przejawiać ewidentne zniecierpliwienie, w końcu szklankę wody przyniósł, miłosierdziem się wykazał, może myśleć o sobie w samych superlatywach, więc chyba styka, nie? Jak śmiesz wciąż chorować i odbierać mu uwagę, która powinna być skupiona na nim? NA NIM! I tak dalej, szablon przyłóżcie sobie do wielu innych sytuacji.

Generalnie narcyz to jednostka, która małymi kroczkami i zupełnie niepostrzeżenie doprowadza relację do tak głębokiej patologii, że jak już zdasz sobie sprawę z tego, w czym tkwisz, to pierwsza myśl brzmi: „To jest, kurwa, niemożliwe!”. A jednak. Jeśli rozpoznaliście w tym opisie narcyza, który jest gdzieś blisko Was, to dobrze Wam radzę – wiejcie i nie zostawiajcie nowego adresu.

2. Szantażystów

Szantażysta może być ewentualnie też narcyzem, ale nie musi. Jak ty mi dasz to, to ja ci dam tamto. Z szantażystą jest zawsze transakcja. Czasem walutą są emocje. Szantażyści mają chyba niską samoocenę, tak myślę. Gdyby mieli wysoką, to nie wiązaliby załatwiania każdej sprawy z takimi czy innymi korzyściami. Czasem przecież dostajemy od ludzi coś za free, choćby uśmiech – bo jesteśmy fajni, bo dajemy się lubić, bo jesteśmy godni zaufania, bo tak.

Pamiętam taką sytuację: w planach był wyjazd, jeden z bardziej egzotycznych w moim życiu. Wypas bardzo. BARDZO. Mój ówczesny niedoszły partner podróży nagle zapadł na zdrowy tryb życia. Zupełnie nikt się tego nie spodziewał, bo do tej pory raczej nie żył w ascezie. Ale zapadł tak bardzo, bardzo, że aż trochę się odkleił od rzeczywistości – nie palę, nie piję, wydycham miłość, kładę się spać o 21:00, a jak ktoś robi inaczej, to jest menel i godny pogardy wrak człowieka. I tenże niedoszły towarzysz rzucił, że on mi w swej nieskończonej łaskawości potowarzyszy, pod warunkiem, że przez dwa tygodnie nie będę piła, paliła, będę wydychała miłość, kładła spać o 21:00 i całkowicie podporządkuję się nowym rygorom, na które nieszczęśliwie zapadł ledwie tydzień wcześniej. Poczyniłam zatem następujący proces myślowy: ja stawiam imprezę –> ma być najpiękniej na świecie –> jestem dorosła –> nie wolno mi samodzielnie oddychać, jeśli terrorysta nie pozwoli –> ha, ha, ha –> spierdalaj, terrorysto, nigdzie nie jedziesz. Ani wtedy, ani już nigdy nigdzie. Tydzień później wyzdrowiał i znów wrzucał na fejsa zdjęcia z browarem.

Szantaż działa tak długo, jak długo w ten układ wchodzicie. Polecam małe, wdzięczne słówko „nie”. „Nie” jest pyszne.

3. Kłamczuchów

Wszyscy kłamią. To twierdzenie jest prawdą. Tyle, że jak wszystko – kłamstwo też jest relatywne. Kiedy życie wali ci się na głowę, a koleżanka, która lubi ploty pyta co u ciebie, mówisz, że wszystko dobrze. Czy to wielkie przewinienie? Chyba nie, ot dbasz o swoją prywatność – niska szkodliwość społeczna czynu. Ale kiedy ktoś bliski okłamuje cię w kwestiach kluczowych, to coś jest nie tak. Albo z waszą relacją, w której brak zaufania, albo z tym ktosiem. Jeśli kłamie drugi raz, później trzeci i kolejny, to będzie kłamał już zawsze. Nie wierzę w dobrą zmianę tak samo jak nie wierzę w Świętego Mikołaja. Co raz uszło płazem, zostanie uczynione ponownie. Nie ma konsekwencji – nie ma wniosków.

Mam alergię na kłamców. Być może dlatego, że sama nie mam żadnego problemu, aby mówić co naprawdę myślę. A jeśli z jakiegoś powodu nie mogę lub nie chcę tego zrobić, to wybieram milczenie. Jeszcze niższa szkodliwość społeczna czynu. A czasem może i dobry uczynek.

4. Śliskich piskorzy

Jestem święcie przekonana, że każdy zna to dziwne uczucie. Lekki niepokój związany z jakąś osobą. To jest właśnie intuicja, która mówi ci: „Tu nie radzę”. Mon Dieu, ile razy ją zagłuszałam zupełnie przecież racjonalnymi argumentami, że hej, przecież to fajny człowiek, miły i dużo się uśmiecha. A na koniec zawsze okazywało się, że ten cichy głosik miał rację. Potrzebowałam wielu powtórzeń, żeby nauczyć się go słuchać. I jeśli kategoryzuję kogoś jako „śliskiego”, z jakiegoś powodu nie palę się do spotkań, ciągle mam ważniejsze sprawy, albo automatycznie uważam na to, co przy tej osobie mówię, to już wiem, że… „tu nie radzę”. Sprawdza się.

5. Wampirów energetycznych

Z tym wampirem to duże słowo, ale skoro już taka nazwa funkcjonuje, to niech będzie. I to wcale nie jest tak, że ktoś to robi celowo, myślę, że w wielu przypadkach zasysający nawet sobie nie zdaje sprawy z tego, że to robi. Za to zasysany dość łatwo zauważy spadek energii po spotkaniu z kimś takim. Czasem to się dzieje zupełnie mimochodem, a czasem jest to koleżanka, która nie potrafi sobie poradzić z tym, że pięć lat temu zostawił ją mąż i jak już obskoczy wszystkie wróżki we wsi oraz wsiach ościennych, to jeszcze wpadnie do ciebie na osiem kaw, dwie butelki wina i czterdzieści papierosków, żeby opowiedzieć swoją historię trzysta dwunasty raz. W tym tygodniu. Jak już wreszcie wyjdzie, to zasypiasz na stojąco i nie masz nawet siły się kołdrą przykryć. Wtedy zaczynasz rozumieć tego męża. Daj jej namiar na dobrego terapeutę i zmień numer. Ty i tak już tu nic nie pomożesz.

A już najbardziej zdradliwe i podstępne jest to, że te typy się łączą, krzyżują i mnożą. #najgorzej Mówię Wam, życie bez tych ludzi jest zajebiste jak słoneczny czerwcowy poranek w dzień wolny od pracy i kaca. Czyli to nie może być sobota, bo w czerwcu w każdy piątek w Polsce, to wiadomo – grill, karkówka i bro do białego rana!

Magda

Spodobał Ci się tekst? To podaj dalej!