Kto lubi domowe jedzenie – palec pod budkę. Ja lubię. I bardzo lubię miejsca, które niczego nie udają. Idąc tym tropem mam dla Was perełeczkę. Jeśli zapragniecie domowego obiadku, kompociku i całuska w czółko, to chodźcie za mną. Podam koordynaty.
Bistro Ochota to nie jest przekombinowany koncept i daleko mu do warszawskiego lansu. To miejsce jest takie… normalne. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Jest normalne, codzienne i odpowiada na potrzeby nas wszystkich. Czyli potrzeby zjedzenia dobrego obiadu w normalnej cenie i popicia kompocikiem. A to jest zawsze w cenie. Bo mody mijają, a dobre jedzonko trwa.
Chyba jestem trochę zmęczona wiecznym przefajnowaniem wszystkiego. Lubię natomiast zjeść schabowego z ziemniaczkami. Nie znajdziecie tu fikuśnych dań ani tym bardziej matchy. Znajdziecie tu wiele dobra, po które będziecie wracać regularnie. Tak, jak z przyjemnością wraca się na obiad do mamy. I można z pieskiem!
Menu nie jest stałe, zmienia się każdego dnia. Mają swoje flagowe dania, które powtarzają się w poszczególne dni tygodnia: w poniedziałek naleśniki, we wtorek wątróbka (jadłam, wybitnie dobra, ale zaraz do tego dotrzemy), we wtorek leniwe, i tak dalej. A oprócz tego kilkanaście innych potraw z cyklu „klasyka gatunku”. Boże, to jest takie… Takie uroczo domowe. I porcje z kategorii „Jedz, wnusiu, bo kiepsko wyglądasz”. Czyli OGROMNE.
Ale przejdźmy przez to razem. Tylko mnie potrzymajcie za rękę, bo do tego stołu było nas pięć osób, a i tak polegliśmy. Nie. Do. Przejedzenia.
Każdego dnia są inne zupy, tym razem wypadło na bardzo babciną koperkową (13 zł!) i barszcz biały (14 zł!). Obie gęste i treściwe. Jeśli nie jecie zbyt dużo, to same te zupy swobodnie mogą być obiadem. Ale nie, my jesteśmy profesjonalistami. My zamawiamy połowę menu, a potem nie możemy wstać od stołu.
Tak więc przejdźmy swobodnie do absolutnej gwiazdy, czyli pierogów z mięsem (35 zł). Boziulku, jaki to transfer do babcinej kuchni! Cieniutkie, sprężyste, wyrobione tak dobrze, że aż prawie perłowe ciasto nabite wspaniale doprawionym mięsnym farszem do granic wytrzymałości. Do tego solidna porcja okrasy i boczku. Mogę umierać, moje życie jest już kompletne. Wspaniałe są to pierogi i jeśli akurat będą w menu, to koniecznie je zamówcie. A jak akurat ich nie będzie, to przychodźcie do skutku, aż traficie.
Chrupiące kotleciki sojowe (34 zł) naprawdę są chrupiące i udatnie naśladują mięso, ale ja tu nie przyszłam dla soi. Jeśli macie ochotę być na Ochocie, ale jednocześnie na Mazurach, to zamówcie pstrąga (40 zł), który jest cudowny – ma delikatne mięso, chrupiącą skórkę, a na niej solidny plaster masła czosnkowego, które rozkosznie się topi. Pstrąg jest świetny. Wiecie doskonale, że nigdy Was nie wsadziłam na minę i jak mówię, że świetny, to naprawdę świetny. Idźcie na pstrąga! Albo na wątróbkę (33 zł). Jezu, jaka to jest cudownie mięciutka, soczysta, wymoczona w mleku wątróbka z solidną porcją uduszonej cebulki… W życiu nie robie tego cholerstwa w domu, bo pryska jak złe i pół kuchni trzeba umyć, ale za to z rozkoszą zamawiam w knajpach. Jeśli szanowni są koneserami, to tu się nie zawiodą. Wątróbka przygotowana w punkt.
Żeby nie było tak słodko, to muszę się do czegoś przypiąć: leniwe były za duże i za twarde. Rzekłam. Ale co mnie obchodzą leniwe w obliczu tak przyjemnego schaboszczaka (37 zł), który – tak dla odmiany – nie jest rozklepany tak, że widać Kraków. To jest wielki, soczysty, uczciwy schabowy. Babunia by Wam takiego podsunęła pod nosek. Albo gruby plaster rozpadającej się, delikatnej karkówki zapieczonej pod porami i serem (38 zł). Bardzo dobrze przygotowane mięso do takiego punktu, w którym jeszcze są w nim powidoki przerostów tłuszczu, ale ten tłuszcz (kochamy tłuszcz, to nośnik smaku, pamiętajcie!) rozpływa się na języku jak ciepłe masło. Kaśka zjadła wszystko, ledwo mi się udało wyszarpać kawałek do spróbowania.
A bitki z szynki (38 zł)? Przemiłe doświadczenie. Mięso delikatne, sosiwo aromatyczne. Może nawet z wrodzonej złośliwości bym się do czegoś przyczepiła, ale nie dali mi powodów. I na koniec, jak wisienka na torcie – bajeczny kompot. Zimny, intensywnie owocowy i posiadający ten polski znak jakości: taki nie za słodki. Idealny.
Wszystko mi się tu zgadza: dobre, domowe jedzenie, ceny absolutnie frontem do człowieka i porcje takie, że ciężko przejeść. Czyli można uczciwie karmić ludzi. Z mojej perspektywy to jest takie miejsce, że gdybym je miała bliżej domu, to w ogóle bym przestała gotować i po prostu bym się tam stołowała. Amen.
Bistro Ochota jest klientem agencji Cherry on Top, którą mam wielką przyjemność współtworzyć. Robię to tylko po to, żeby jeszcze więcej jeść w jeszcze lepszym towarzystwie 😉