Doszły mnie słuchy, że niektórzy tęsknią za moim pisaniem. To miłe. Ja czasem też tęsknię. A jak mam do polecenia miejsce, które karmi tak dobrze, jak Bajs, to tęsknię jakby bardziej. Tęsknota ma to do siebie, że pcha nas w różne dziwne miejsca i sytuacje – niektórzy piszą do byłego o trzeciej nad ranem, a ja piszę bloga. Cóż, każdy ma jakiegoś bzika.
Ale może nie przedłużajmy tych krotochwilnych rozważań nad słabościami naszych charakterów i przejdźmy, jak mawiają puryści językowi, do adremu. Jedzone było syto, sporo i wyjątkowo dobrze. To będzie nudna recenzja. Żadnych pomyj. Gdyż jedzenie było więcej, niż dobre i gdybym chciała się do czegoś przyczepić, to nawet do obsługi nie mogę. Wersja dla tych, którzy nie lubią czytać brzmi zatem: Idźcie. STOP. Smaczne. STOP. Warto. STOP.



A masochistów starej daty zapraszam na wyczerpującą litanię zachwytów. Na początek wjechały gofry z ziemniaków z gzikiem (24 zł). Gofry z ziemniaków. Z gzikiem. Sami rozumiecie, że to się musiało wydarzyć, mam ostatnio bzika na punkcie gzika. Wiem, że to nie po polsku, ale za to jak się ładnie rymuje?! Gofry wybornie doprawione, chrupiące tak bardzo, aby akurat zaspokoić pokładane w nich nadzieje, świetnie doprawiony gzik… To teoretycznie nie jest skomplikowane, w praktyce wykonane bezbłędnie. Dość powiedzieć, że po chwili domówiłyśmy drugą porcję.



Dalej lekko pieprzna, wyraźna w smaku kaszanka zamknięta w chrupiącym panko (34 zł) podana na subtelnym musie z gruszek i okraszona chipsem z Mangalicy. Mangalicy zawsze należy się szacunek i uznanie, a koneserzy dobrej kaszaneczki wiedzą doskonale jak o taką trudno. Ta jest dobra. Na tyle dobra, że to też zamówiłyśmy po raz drugi.






Nie zawiodła delikatna wątróbka drobiowa (34 zł) z duszonymi jabłkami, majerankiem i konfiturą z cebuli. Bardzo klasyczne połączenie i bardzo profesjonalne wykonanie. Jeśli myślicie, że odmówiłam sobie nadmiaru węglowodanów, to nie wiecie jeszcze jak podstępny jest chleb z masłem, który dostałyśmy jako czekadełko. Boże, zmiłuj się. Masło z (tu zgaduję, mogę się mylić) z palonym masłem i miso to jest rzecz niebezpieczna i miejcie to na uwadze. Jestem po dużym śniadaniu, gdy to piszę, a i tak czuję jak cieknie mi ślinka.



Dla miłośników tatara (54 zł) wiadomość jest taka, że warto. Jest klasyczny, podany z podgrzybkami, cebulką, szalotką, ogórkiem kiszonym i żółtkiem jest wyborny – dobrze zbalansowany smak, mięso krojone w drobniutką kosteczkę, która pozwala poczuć jego strukturę i smak. Nie mam zastrzeżeń – klasyka w bardzo dobrym wydaniu.



Zdecydowałyśmy się na żurek (36 zł), ponieważ żurek jest wybornym probierzem umiejętności i wyczucia smaku kucharza. A Bajs przecież odwołuje się do kuchni polskiej, więc żurek był dość oczywistym wyborem. I – ach! – jak bardzo się nie zawiodłam! Lubię żurek i to bardzo. A ten jest gęsty, bogaty, w sam raz kwaśny, podany z tłuczonymi ziemniakami, jajkiem, białą kiełbasą i świeżym, tartym na grubsze wiórki chrzanem. Szanuję zarówno za chrzan, jaki i za całokształt.



No i rakowa (48 zł), bo jak kuchnia polska, to raki przecież. Znakomita. Niezwykle aromatyczna, niezwykle umamiczna, niezwykle długa w smaku, lekko drażniąca kubki smakowe, ale wciąż o bardzo dobrze wyważonya, z ułańską fantazją podkręcona chorizo. Wy-bor-na.



Pierogi w Bajsie również nie są tak po prostu pierogami ruskimi lecz zgrabnymi trójkątnymi pierożkami o sprężystym, dość cienkim cieście, nadzianymi mięsem raków i sandacza (64 zł). Podlane są kremowym sosem porowym, który podejrzewam o tłustą śmietankę i okraszone płatkami trufli. Ja bardzo szanuję taką interpretację kuchni polskiej. BARDZO.



Nie lubię deserów, więc na naszym stole pojawiły się dwa: delikatne, muślinowe w strukturze kluski leniwe szczodrze podlane kremem angielskim (32 zł) oraz truskawki pod koglem-moglem (32 zł) takie, jak u babci. Tylko lepsze, bo z kruszonką z białej czekolady i migdałów.






Bajs mnie oczarował. Jeśli tak mamy interpretować kuchnię polską, to z dumą możemy iść z nią w świat. Nie było jednej wpadki, jednego zgrzytu, jednej uwagi, że coś mogłoby być zrobione lepiej lub inaczej. Agresja: zero. Do tego przemiła, szybka, profesjonalna, skracająca dystans obsługa. Ale skracająca tak w sam raz, z wyczuciem. Tak, że człowiek czuje się dobrze obsłużony, mile widziany i chce wrócić. Wszystko tu się zgadza. Tłuste 10/10.
Niestety nie posiadam zdjęcia rachunku, gdyż tym razem nie ja płaciłam, dlatego przytoczyłam wyżej ceny. Uważam, że jak na obecne standardy warszawskiej gastronomii, wypaczone nie tylko inflacją, ale i coraz większą groteskowością propozycji konceptów talerzykowych – ceny w Bajsie są spoko. Zasadniczo wszystko w Bajsie jest spoko.
![]()
![]()
![]()
Magda
Info
@bajs.warszawa
ul. Koszykowa 63, Warszawa (Hala Koszyki)
Szef kuchni: Piotr Kołodziej
Spodobał Ci się post? To fajnie. A teraz weź go zalajkuj, bo jak tego nie robisz, to mi się nie chce pisać. Serio, tak to działa. Dzięki!












