Ciągam się po tych knajpach lata całe, kiedyś i biegałam z tacą, i stałam za barem, a obserwatorem jestem raczej bacznym. Pokusiłam się więc o skategoryzowanie współbiesiadników. Oni nawet nie wiedzą, że patrzę, słucham i zbieram materiał. Część to licentia poetica, ubarwiona i ukwiecona w celu lepszej zabawy, ale kilka momentów to autentyki. Choć z tego w sumie też mam niezłą zabawę. Bo czemu nie? Branie życia zbyt serio nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Gość Doskonały – typ najnudniejszy w opisie, ale najfajniejszy. Jest uprzejmy, jeśli czegoś nie je, to uprzedza, zostawia napiwki i nie klepie kelnerek po dupie. Nawet jak za dużo wypije, to jest miły i sympatyczny. W sumie większość jest właśnie taka. I chwała Wam za to.
Roszczeniowa Pizda – wszystko mu się należy. Obsługa gnąca się w pas, specjalna atencja, nadskakiwanie i wyczarowywanie dań, których nie ma w karcie. Roszczeniową Pizdą może być mężczyzna, może być kobieta, może być rodzic, może być każdy. Pstryka na kelnerów, traktuje ich z góry i przychodzi taki dzień, w którym ze smakiem wypija szklankę soku, w którym ktoś wcześniej zamoczył przyrodzenie. Wachlarz możliwych zemst dostępnych dla kelnerów i kucharzy jest szerszy, niż myślicie. Roszczeniowa Pizda nie zostawia napiwków, bo nie da się go zadowolić. Czy tam jej. Może być managerem średniego szczebla, dla którego praca w korpo jest szczytem marzeń, może też być nową żoną prezesa, dla której kariera ozdobnika jest maksimum możliwości.
Mruk – nie wiadomo, czy mu smakuje, czy nie smakuje, czy jest zadowolony, czy wprost przeciwnie. Właściwie nic nie wiadomo, bo twarz ma kamienną w kierunku krzywej. Co ciekawe – potrafi zostawić duży napiwek. Znaczy się smakowało. Uff.
Erotoman Gawędziarz – a to podszczypie kelnerkę, a to żarcikiem niewybrednym rzuci, a to zaśmieje się perliście szeroko ukazując braki w uzębieniu, choć nikt jego radości nie podziela. Upierdliwy, obleśny dziad, który chciałby sobie przypomnieć, jak kiedyś leciały na niego panienki. Ale to było dawno i nieprawda. Ma tendencję do uchlewania się na umór i plucia podczas mówienia, a na brzuszysku rozchodzi mu się koszula. Okropny typ.
Matka Której Nie Chciałbym Przelecieć – damski odpowiednik Erotomana Gawędziarza. Dama w średnim wieku, która z każdym kolejnym kieliszkiem wina jest coraz mniej damą. Podrywa tego bogu ducha winnego kelnera, któremu ledwie wąs zaczął się sypać i z jakiegoś powodu myśli, że jak mu zostawi numer telefonu, to on naprawdę zadzwoni. Plus jest taki, że potrafi zostawić naprawdę godny napiwek.
Ekspert – wie lepiej, jak wygląda stek medium rare, bo raz go widział w internecie. Na każdy temat ma coś do powiedzenia, zwykle bez sensu, ale wysłuchać trzeba. Trochę się nadyma, trochę puszy, a jak już sobie pójdzie, to obsługa ma z niego niezłą bekę, bo właśnie zjadł mielonego tatara z łopatki i bardzo mu smakowała ta „siekana polędwica”.
Gracjan Roztocki Polskiej Gastronomii – prowadzi może jakiegoś pokracznego blogaska, którego czyta jego mama i narzeczony, a może ogranicza się tylko do pisania głupot na Facebooku. Typowy frustrat, który strzyka jadem na wszystkie strony, bo jest frustratem i nikt go nie czyta. Niestety wszyscy mają to w dupie, bo nikt go nie czyta. Strasznie dużo takich Gracjanów teraz jest. Cecha charakterystyczna: lubią jeść za darmo.
Drobny Cwaniaczek – zjada 90% potrawy, po czym informuje kelnera, że mu nie smakowało i nie będzie za to płacił. Straszna wiocha, nigdy tego nie róbcie.
Gwiazda z Internetu – do knajpy wchodzi jak pan i władca, bo przecież pisze bloga. BLOGA! Z założenia wszyscy powinni go rozpoznać. No, niestety, nie tym razem, bo już nam się „gwiazdy” mylą. Wie, że najlepiej sprzedaje się afera, więc z byle powodu drze mordę i obiecuje, że obsmaruje ich w internecie. Właściwie dla klików obsmaruje wszystkich i wszystko. Na mieście ma pieszczotliwą ksywę „chuj”. Po jednej z takich sytuacji, i jest to autentyk, zadzwonił do mnie manager pewnej restauracji. Mówił, że typ zachowywał się jak cham, goście prosili, aby ich przesadzić, bo nie mogli wytrzymać. Na koniec, tak jak obiecał, obsmarował restaurację w internecie. No i ten manager zapytał co ma z tym zrobić? Odpowiedziałam mu prosto: powiedz, że opublikujesz nagranie z monitoringu. Mocno mijający się z prawdą wpis zniknął w mniej, niż 30 sekund.
Właściciel Chorób Wielu – nie powie, że nie je grzybów, bo nie lubi. O, nie, to byłoby zbyt proste. Opowie z detalami, jak go po nich wzdyma i nie może spać, bo co pięć minut ma fałszywy alarm i biega na tron. Wprowadzi kelnera z detalami we wszystkie swoje prawdziwe i urojone choroby, zwykle głośno, aby i tobie, siedzącemu przy stoliku obok, te grzyby stanęły w gardle. Kelner to nie lekarz, a restauracja, to nie poczekalnia w przychodni, ale w niczym mu to nie przeszkadza. Dzieli się swoimi przypadłościami głośno, chętnie i szczegółowo. A mógł powiedzieć „poproszę bez grzybów”.
Fotograf – zanim ruszy potrawę, sfotografuje ją pod każdym możliwym kątem. Najpierw aparatem, bo na bloga, później telefonem, bo na Instagram. To ja, pozdrawiam! Na koniec przypieprzy się do kelnera, że zupa jest zimna. To nie ja, nie pozdrawiam. Ja jestem przyzwyczajona, że jem letnie i mi to pasuje, a bardzo gorącego nie lubię. Fotograf potrafi wstać od stolika i pójść z talerzem do okna, bo tam jest lepsze światło. Żeby tego nie robić, wybieram zawsze stolik przy oknie. Fotograf może wkurzać, ale chyba wszyscy się już przyzwyczaili, bo dziś każdy robi zdjęcia wszystkiego.
Przyszły Milioner – on ma plany, robi biznesy, kręci lody, do niego hajs płynie szeroką rzeką. Czasem obrabia dupę współpracownikom, czasem szefowi, a czasem zdradza tajemnice firmy. I robi to o wiele za głośno, żeby na pewno dotarło, że dwa stoliki dalej siedzi kozak. On nie wie, że prawdziwe pieniądze lubią ciszę. Debil.
Znajomy Szefa – lubi na krzywy ryj. Każdy restaurator to zna.
Modniś Tak Bardzo – on nie jest chory, on nie je glutenu, bo tak jest teraz modnie. Do tego nie je mięsa, laktozy, kazeiny, cukru, soli… Generalnie żywi się energią słoneczną. Boże, jakie to musi być smutne życie.