Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Ja na przykład znowu zapomniałam sfotografować rachunek. Ostatnio mi się to często zdarza, wybaczcie, po prostu nasz Klub Kolacyjny jest tak zajmujący i tak dobrze się bawimy we własnym towarzystwie, że zapominam o detalach. Postaram się poprawić.

Wiem, że jest mało wpisów (ale za to więcej recenzji, chociaż tyle dobrego), szczególnie wpisów podróżniczych. Zalegam wam jeszcze z Lefkadą, ale prawda jest taka, że zasuwam, żeby nie powiedzieć “zapieprzam” jak ten króliczek z reklamy Duracella. Jeszcze trochę i muszę oddać cały materiał “Diety” do składu, oprócz tego robimy srogie szarady od zaplecza, zaraz leci dodruk “Smaków dzieciństwa” i “Bułki z masłem”. Ujednoliciliśmy layouty, więc wszystkie moje książki będą wreszcie w takim samym rozmiarze i z jednej parafii. No i nie zapominajmy, że mi się zachciało bawełniane bluzy robić, tu też już jesteśmy na ostatniej prostej i niebawem kilka bardzo fajnych projektów wskoczy do sklepu. Mam też w rękawie jeszcze kilka innych asów, które będą się pojawiać w swoim czasie. Gonię z wywieszonym jęzorem, ale na koniec tego maratonu mamy z Dzidziutkiem zaplanowany bardzo miły urlop, więc i relacje z podróży wrócą. To tyle tytułem informacji co u mnie, a teraz lecimy z czymś naprawdę pysznym. Mam wielką przyjemność z pisania Wam o tym miejscu, bo karmi wybornie.

Skupcie się. Warto. O Wieniawie przeczytacie na stronie restauracji, do której linkuję Wam jak zwykle na końcu wpisu. Znajdziecie tu – jak czytamy na stronie – “polską kuchnię oficerską”. I powiem Wam, że jeśli tak jadali oficerowie, to ja się minęłam z powołaniem. Cóż to jest za wspaniały, syty, uderzający w znajome, ciepłe nuty poziom! W menu dużo klasyków: tatar, śledzik w oleju lnianym, cynaderki, flaki, bliny z kawiorem, rosół z kapłona czy kaczka w sosie jarzębinowym. Nie wiem jak Wy, ale ja tak nie gotuję. Pewnie bym umiała, ale w domu jemy inaczej, lżej i prościej. Nie zmienia to jednak faktu, że moja tęsknota za doskonałym mielonym bywa wielka. I nie mówię teraz o mielonym z baru mlecznego, choć przeciw mleczakom nie mam przecież nic, ale za takim mielonym, którego je się raz na dwa miesiące i naprawdę celebruje. Bo w domu tego nie ma. Jeśli więc zapragniecie kuchni polskiej na bardzo wysokim poziomie, takiej do celebrowania właśnie, to U Wieniawy będzie Wam jak u mamy. Albo nawet lepiej (z szacunkiem dla wszystkich mam, naturalnie).

u wieniawy kuchnia polska warszawa

Ponieważ tego dnia pogodą zawiadywał sam Szatan, zaczęłam od rozgrzewającego, cudownie kwaśnego i aromatycznego kapuśniaku gotowanego na wędzonych żeberkach. No, cudo! A dalej to już z górki: foie gras (tak, wiem skąd się bierze, ale to nie jest ten blog, tu się je wszystko, więc dajcie spokój) misternie zapakowane w cienkie jak tchnienie płatki ozorka cielęcego, do tego dodająca lekkości galaretka w menu opisana jako “tokajska”, przypuszczam więc, że jej podstawą może być jakiś biały, słodki tokaj. Tak czy inaczej – foie gras porywa!

u wieniawy kuchnia polska warszawa

u wieniawy kuchnia polska warszawa

u wieniawy kuchnia polska warszawa

A cynaderki? Wspaniałe! Delikatne, mięciutkie, unurzane w kremowym, śmietanowym sosie. Bezbłędne. Podoba mi się też, że pieczywo (bardzo dobre, domowe) podają w menażce. Lubię spójność. W ogóle to miejsce jest bardzo fajne, takie do biesiadowania po polsku. Absolutnie zabrałabym tu rodziców lub dziadków, ale sama też chętnie wrócę, gdy tylko zapragnę uczciwego de vollaila, z którego po rozkrojeniu masło sika na wszystkie strony. No, cudny. Do tego klasyka – świetne puree ziemniaczane i marchewka z groszkiem. “Jak u mamy” level up.

u wieniawy kuchnia polska warszawa

u wieniawy kuchnia polska warszawa

u wieniawy kuchnia polska warszawa

Mielonemu brakowało może ciut soli, ale to jedyne “ale” jakie do niego mam. Poza tym jest bardzo dobry. I te buraczki! Słuchajcie, zrobiłam się strrrasznie głodna. Dziś nie ma naszej niani, więc nie pracuję i tak sobie myślę, że może zabiorę Dzidziutka na takiego mielonego… Szczególnie, że ciąg dalszy też porywa – ptasie mleczko z sosem truskawkowym rozpływa się w ustach, a strudel, szczodrze napakowany jabłkami i podlany sosem waniliowym to czysta rozkosz.

u wieniawy kuchnia polska warszawa

u wieniawy kuchnia polska warszawa

u wieniawy kuchnia polska warszawa

Nie ma ani jednej rzeczy, która by mi się tu nie spodobała. Koncept jest spójny, menu ma sens, dania smakują pierwsza klasa, a obsługa jest wyjątkowo uprzejma. A skoro moje dziecko, lat trzy, już samo zamawia w restauracjach, to niech obcuje z miejscami, które ułatwiają mu uczenie się kindersztuby, z pewnością mu się to kiedyś przyda.

U Wieniawy jest bardzo dobrze, polecam z głębi trzewi. Ceny sprawdzicie w menu na stronie.

Smacznego!

Magda

Info

www fb
Plac Piłsudskiego 9, Warszawa

Podobne wpisy