Może dzisiaj zaczniemy jak w Poznaniu – od deseru? Jeśli przez większość czasu zwracacie uwagę na to, co jecie i staracie się trzymać względną linię, ale bliska jest wam również filozofia „daj se”, to ten deser Państwa usatysfakcjonuje. Nie wiem ile ma kalorii i nie chcę wiedzieć. Wiem natomiast, że jak grzeszyć, to z ordynkiem – myślą, mową i uczynkiem.
– Jan Sztaudynger
Czy spodziewałam się tak dobrej kuchni w Kołobrzegu? Nie. W sumie niczego się nie spodziewałam, bo dawno nie byłam w Kołobrzegu. Ale że mam tam przyjaciół, którzy byle czego nie zjedzą, to doprowadzili mnie do pierwszorzędnego paśnika jak po sznurku. I teraz ja zaprowadzę Was. Bo naprawdę mało jest w życiu bardziej frustrujących doświadczeń, niż zmarnowane kalorie. Ale to nie tu. Tu nie zmarnuje się ani jedna. Każda bez pudła pójdzie w biodra i dupsko. Roześmiałam się na głos, jak to napisałam. Wybaczcie, wciąż nie dorosłam i się nie zapowiada.
Nie zrobiłam też zdjęcia rachunku, bo się zagadaliśmy, ale podam Wam zakres ceny przy daniach. Dobra, wracamy. Churros mają wybitne, miękkie w środku, bajecznie chrupiące z wierzchu, tłuściutkie i podane z gęstą czekoladą. Myślę, że widać to też na zdjęciu. Naprawdę, zero słabych punktów. Jeśli zestawicie „Fuego” z „churros”, to słusznie odgadniecie, że serwują kuchnię hiszpańską. Zatem przegląd przekąsek był więcej, niż zasadny.
Zamówiliśmy zatem klasyki: przyjemne, choć tłuste patats bravas z lekko pikantnym (ale bez przesady) sosem (28 zł) i absolutnie poprawne padrony (34 zł). Dalej krokiety z serem manchego (26 zł) i szynką Serrano (26 zł). W obu wypadkach niezwykle smaczne i chrupiące. Ale cóż może być złego w panierowanym beszamelu nadzianym serem i szynką?












Znakomite było chorizo w cydrze (36 zł), bo nie jest to nic skomplikowanego, ale na pierwszy plan wybiło się dobrej jakości chorizo. A co robimy, jak knajpa ma dobrej jakości produkty? Tak jest – cieszymy się. Aromatyczna, pełna smaku przekąska skąpana w maślano-cydrowym sosie. Bardzo polecam zwrócić na ten drobiazg uwagę.
Świetne były calamares fritos (39 zł), czyli znane i lubiane krążki kalmara. Tu w dość grubym, ale wciąż chrupiącym cieście, zaś same kalmary sprężyste, ale nie gumowe. Bardzo w punkt. Rekomendują dobrać do nich jakiś sos (logiczne) szczególnie, że sosów jest tu całkiem pokaźny wybór, więc na pewno znajdziecie coś dla siebie. Dla miłośników klasyki mają też w menu krewetki w maśle, czy grillowaną ośmiornicę.






Ale mają też chorizo zapiekane z fetą. Opa!
Zastanawiałam się jak będą wyglądały frytki z bakłażana (29 zł), bo bakłażan średnio nadaje się na frytki, ale przyjęły formę już nam tu znaną, gdyż robiliśmy tu wspólnie taką „ośmiornicę”, tyle że z cukinii. Wersja Fuego jest szałowa i trzeba im to oddać. Panierka jest chrupka, lekka, z nutą słodyczy pochodzącej z miodu. Wy-bor-ny balans słodyczy i słoności. Z serduszka Wam rekomenduję zamówić właśnie to danie.



Tatar (59 zł) musiał wjechać z przyczyn oczywistych – zobowiązuje mnie do tego wiara. Wiara w dobrego tatara. Jest lekko poddymiany, z dobrej jakości polędwicy, czuć pod zębami strukturę mięsa, solidnie ochrzczony sosem chorizo-mayo. Choć sosu jest sporo, to nie zabija smaku mięsa, a piklowana czerwona cebula dodaje chrupnięcia i kwasowości. Fajny, dobrze skomponowany tatar.









Ależ od tyłu dziś piszę, naprawdę… Jeszcze chłodnik (29 zł) zamówiliśmy! Pomidorowy. Z ogórkiem, selerem naciowym, piklowaną cebulą i szczypiorkiem. Jak na tak prosty skład, był zadziwiająco umamiczny i głęboki w smaku. Bardzo satysfakcjonujący. A przyznaję, że nie spodziewałam się wiele. Wszystko odszczekuję.



Zamkniemy klamrą, czyli deserem. W menu mają ich całkiem sporo. Na nasz stół trafił mus chałwowy (29 zł), którego z własnej woli bym nie wybrała, bo aż tak bardzo za chałwą nie przepadam i to byłby błąd. Nie napiszę, że ten mus jest lekki, bo nie jest, ale nie jest też deserem, po którym nie możesz wstać od stołu. Konsekwentnie w każdym kęsie czuć smak chałwy, a chrupiąca kruszonka na wierzchu to bajeczny mariaż masełka i palonej czekolady. Naprawdę dobry deser, nawet jeśli chałwa nie jest Waszym pierwszym wyborem. Ani nawet piątym. Warto.



Fuego jest dobre, warto zapamiętać ten adres. Pracują na dobrych produktach, kelner nam się trafił cudownie wesoły i profesjonalny. I szybki. I bezbłędny. Zero zastrzeżeń.
![]()
![]()
![]()
Magda
www
@restauracjafuego
ul. Towarowa 14, Kołobrzeg
Executive chef: Rafał Lorenc
Spodobał Ci się wpis? To elegancko. A teraz poproszę o lajki i udostępnienia, gdyż działają na mnie motywująco i sprawiają, że chce mi się podsuwać Ci różne smaczki pod nosek 🙂












