Przyznaję, poszłam do tej knajpy z tezą. Chciałam zacząć rok recenzją, pod naporem której wszystkie Wasze noworoczne postanowienia trzasną jak zapałka. Jako adwokat diabła chciałam wystąpić. A czy jest potężniejsze oręże przeciwko i tak mało realnym postanowienim dietetycznym, niż tona ciągnącego się sera? Niestety mój plan upadł. Możecie się odchudzać dalej.
Mon Dieu, jak te pizze wyglądały na zdjęciach! Morze sera, cholesterolowy przedsionek piekieł, od samego patrzenia zatykały mi się tętnice. Miałam Big Adriano na liście od dawna i w końcu uznałam, że początek roku doda tej perwersji jeszcze więcej pieprzu.
Przelot przez menu pokazał co następuje: za początek zapiekane pieczarki z mozzarellą i boczkiem (plus sos czosnkowy) to nizbyt lotna przekąska, mimo boczku dość mdła. Pretensje mam też do mozzarelli, której daleko do włoskiego specjału. Celuję w te wielkie paczki gotowego tartego produktu seropodobnego. Dalej frytki belgijskie z mrożonki zapieczone pod tą samą mozzarellą. Czy muszę coś więcej?…









Honor oddać należy jedynie wyjątkowo smakowitym, chrupiącym frytkom z batata. Nawet mnie to zaskoczyło, bo lekko słodkawy, mdły batat to nie jest szczególnie interesujące warzywo. A jednak.



Ani przy burgerze opisanym w menu jako „hot” z tabasco i jalapeno, ani przy tym w wersji fit (bez bułki) nikt nie zapytał o stopień wsmażenia, więc mięso było zamordowane po raz drugi. Do wersji fit przysługuje jeszcze sałatka i szklisty, gotowy jak sądzę sos.






Ale przejdźmy do konkretów – american pan pizza to zwykły, miękki placek. W wersji mega cheese sera tyle, co normalnie na quattro formaggi, więc „mega” jest lekkim nadużyciem. Z kolei deep dish pizza, czyli wysoka na cztery palce pizza legitymująca się dość ciekawym, chlebowym ciastem to już konkretne rozczarowanie. Zdecydowaliśmy się na chicago classic z pieczarkami, cebulą, papryką i pepperoni. I teraz tak – na zdjęciach wyglądało to lepiej. Dużo lepiej. W teym serze można było pływać. Na główkę skakać z rantu pizzy. Co widzicie na zdjęciach, to widzicie. Do tego półsurowa papryka i takaż cebula oraz najtańsze salami, zupełnie jak to z dyskontu. No i ten pozostawiający wiele do życzenia pod względem jakości ser.









