Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Pomysł na weekend: zwycięskie menu z TopChefa i Bl...

Pomysł na weekend: zwycięskie menu z TopChefa i Blow Up Hall 5050 /Poznań

Turystyka kulinarna – znacie to określenie? Pewnie tak. Zima w tym roku nas nie rozpieszcza. Ani nie jest zimno, ani ciepło, raczej obrzydliwie. Co więc zrobić z weekendem? Już odpowiadam: oddać się turystyce kulinarnej.

Nie wiem dlaczego nikt wcześniej nie wpadł na ten pomysł. Pewnie wielu z Was też ogląda TopChefa. My podczas każdego finału jesteśmy na widowni, kibicujemy i próbujemy sobie wyobrazić jak smakują te dania. Pierwszy raz w historii już nic nie trzeba sobie wyobrażać, oto bowiem Tomek Purol, zwycięzca ostatniej edycji, postanowił serwować swoim gościom finałowe menu. I tak aż do końca czerwca.

Jest w tym jakaś brawura, bo poddaje się ocenie już nie kilkuosobowego jury, ale dowolnej ilości mniej lub bardziej wysublimowanych podniebień. Odważnie. Jako jedni z pierwszych mieliśmy okazję przejść przez całe menu i stąd wiem, że odwaga Tomka jest całkiem zasadna. Serwuje bowiem bardzo dopracowane, zbalansowane dania, a wszystkie na wyjątkowo równym poziomie. Moim prywatnym przebojem był deser i doskonale technicznie przygotowana sarnina, ale właściwie żadnemu z dań nie można nic zarzucić, nawet gdybym chciała być wyjątkowo czepliwa.

Ważna informacja: do dziesięciu osób są w stanie nakarmić tym menu, nawet jeśli wejdziecie z ulicy, powyżej tej liczby konieczna jest wcześniejsza rezerwacja. W sympatycznym gronie żeglowaliśmy sobie przez kolejne dania zaczynając od bardzo charakterystycznie podanego foie gras. Jeśli oglądaliście finał, to ta butelka może wydać Wam się znajoma.

01-IMG_3662

Foie gras w orzechach laskowych z musem jabłkowym, gąbką rozmarynową i puree morelowym z rokitnikiem

Zaczęliśmy z wysokiego „C” odnajdując zgrabny balans między słodkimi, kwaśnymi i słonymi nutami. No i ta butelka – naprawdę cieszy oko.

Zaraz później pojawiła grasica cielęca, może minimalnie przeciągnięta, ale wciąż dość delikatna. Tu ponownie pojawiają się zarówno słodkie, jak i lekko kwaśne smaki, a więc jest kompletnie i zgrabnie. Ujmujący jest wyjątkowo esencjonalny, wybijający się ponad inne smaki sos z kurczaka.

02-IMG_3669

Grasica cielęca z puree śliwkowym, żółtym burakiem, chipsem i sosem z kurczaka na wiśniówce

Dalej są dwa mocne akordy – po pierwsze fenomenalnie przygotowany dorsz z pudrem z czarnej oliwki. Ryba jest soczysta, bardzo delikatna, rozpadająca się na płatki i właściwie rozpływa się w ustach. Genialnie gra tu intensywny smak czarnych oliwek, trochę teleportuje gdzieś nad Morze Śródziemne. A zaraz po dorszu pojawia się sarna. Przygotowana w punkt i posiadająca dokładnie te same przymioty, co dorsz – wyjątkowo soczysty kawałek mięsa, bardzo miękki i delikatny. Duży ukłon i za umiejętności i za szacunek do produktu.

03-IMG_3672

Polędwica z dorsza z pudrem z czarnej oliwki, puree ze szpinaku i kulką rakową z solirodem i nasturcją

04-IMG_3676

Comber z sarny ze słonecznikiem, burakiem, dynią, trybulą, boczkiem z dzika i topinamburem

Po czterech daniach myślałam, że już basta, więcej nie dam rady. Ale Tomek, jak prawdziwy sztukmistrz, najlepsze trzymał na koniec. Ten deser jest zjawiskowy. Z jednej strony łączy klasyczne smaki gorzkiej czekolady i czerwonej pomarańczy, które po prostu nie mogą ze sobą nie zagrać, a z drugiej pokazuje, że wie co w trawie piszczy, przełamując je odrobiną słonego kawioru ze ślimaka. Z jednej strony mamy więc treściwy, może nawet ciężki mus z czekolady, z drugiej dodający mu lekkości, kwaskowy sorbet, a z trzeciej zaskakujące w tym zestawieniu słone nuty kawioru. Doskonały deser i mówię to ja – człowiek, dla którego desery mogłyby nie istnieć.

05-IMG_3678

Mus z gorzkiej czekolady z bezą, kawiorem ze ślimaka, miętą i sorbetem z czerwonej pomarańczy

Później jeszcze długo w noc siedzimy w barze, Daria miesza nam doskonałe drinki (takie Negroni robi dla mnie jeszcze tylko jeden barman i on wie, że mam do niego słabość), rozmawiamy o tym co zjedliśmy albo dopiero zjemy. Rzeczywiście jest w Tomku jakaś hardość, ale nie w złym tego słowa znaczeniu. Jest po prostu pewny siebie tak, jak powinien być każdy, kto robi dobrą robotę.

A później idziemy na górę spać. I tu zaczyna się druga część weekendowej historii. Jeśli bowiem macie ochotę zatrzymać się w Poznaniu na dłużej, a do tego lubicie butikowe hotele, rozważcie nocleg w Blow Up Hall 5050. Designerski, do bólu nowoczesny, przesycony sztuką współczesną hotel, który dysponuje zaledwie dwudziestoma dwoma pokojami. Zapewnia komfort, bezbłędną obsługę i przynajmniej kilka zaskoczeń. Pierwsze pojawia się już w chwili zameldowania, oto bowiem kluczem jest… iPhone. A drzwi otwiera aplikacja. Mnie to naprawdę bawi.

08-IMG_3705

Dla mnie wyznacznikiem udanego pobytu w hotelu jest święty spokój i wygodne łóżko. A tutejsze są idealne. Rano mam całkiem poważny problem, aby przed 11 zdążyć na śniadanie. Warto, bo to oparte jest o naprawdę dobre produkty, a takich jajek po wiedeńsku dawno nam nikt nie zaserwował.

09-IMG_3708

Bez tytułu, Sylwester Ambroziak

Biorąc pod uwagę fakt, że właścicielką hotelu jest Grażyna Kulczyk, nie dziwi, że sztuka współczesna płynnie miesza się z wysokiej klasy designem, właściwie tuż po przekroczeniu progu stajecie się częścią elektronicznej instalacji „Blow Up” autorstwa Rafaela Lozano-Hemmera, od której hotel wziął nazwę. Jest to także jedyne miejsce w Polsce, w którym możecie zobaczyć dzieło Piotra Uklańskiego wystawiane permanentnie.

Blow Up ma wiele zalet, jedną z nich jest fakt, że nie tylko sam hotel, ale i Stary Browar, z którym jest połączony zapewnia tyle atrakcji, że właściwie przez cały weekend można nie wychodzić na dwór i ani przez chwilę się nie nudzić. Pięciogwiazdkowy Blow Up jest także jednym z najczęściej opisywanych przez zagraniczną prasę polskich hoteli. Mamy perełkę, więc cieszmy się nią.

12-IMG_371813-IMG_3719

Lubię miejsca niebanalne, a Blow Up na pewno jest inny. Jeśli także lubicie taki klimat, to warto wciągnąć go na listę miejsc „do odwiedzenia” zarówno ze względu na kuchnię, jak i samą przestrzeń. A gdybyście się zgubili, to wasz klucz-iPhone ma też aplikację, która jak po sznurku zaprowadzi Was do odpowiedniego pokoju. Bo te nie są tu numerowane.

Magda

Info

www
ul. Kościuszki 42, 61-891 Poznań

Spodobał Ci się wpis? Podziel się z przyjaciółmi!


  • Michal Majewski

    Ile czasu trwała kolacja tak z ciekawości?

    • Magda

      2-2,5 godziny.