Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

La Bibliothèque – niezły kanał /Giżycko

La Bibliothèque – niezły kanał /Giżycko

Hotel St. Bruno, w którym znajduje się ta restauracja jest piękny. Sama restauracja jest piękna. Lokalizacja także jest piękna. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedzenie…

St2

Bardzo lubię szanty, jak większość żeglarzy. Podoba mi się, że w La Bibliothèque grają szanty. Szkoda natomiast, że kiedy kończy się nagrana muzyka, z głośników zaczyna gwałcić uszy nieznośny szum. W sumie nie byłoby źle, gdyby obsługa sama wpadła na to, że można to ściszyć. Ale nie, trzeba poprosić. W ogóle z tą obsługą… Przede wszystkim mają za mało kelnerek. Albo dwóm dziewczynom, które widziałam w środku, w absolutnie i nieodwołalnie pustej sali restauracyjnej, nie chciało się ruszyć dupska i pomóc koleżance, która obsługiwała ogródek. Tym sposobem tracą klientów. Naprzeciwko siedziała para, którą nikt nie zainteresował się przez dobre dwadzieścia minut (łącznie z nami zajęte trzy stoliki), więc w końcu wyszli. Nie dziwię się, też bym wyszła, ale akurat miałam więcej szczęścia. Albo może to właśnie oni mieli więcej szczęścia? To zależy od punktu widzenia.

Hotel leży nad kanałem Łuczańskim, w istocie jest wspaniale odnowionym zamkiem i ma wszystko, czego może pragnąć esteta. Literat już nie będzie taki zachwycony, bo w restauracji La Bibliothèque nie ma ani jednej książki, poza tymi wymalowanymi na ścianach. Oh, well… Ale wciąż jest pięknie. W takim miejscu chciałoby się zjeść coś wyrafinowanego, dopieszczonego i opartego o znakomitej jakości produkty.

W ramach amuse bouche wjeżdża koszyczek taniego, krojonego chleba z tego tu spożywczaka. Do tego sól i pieprz. Czyli gości witają po staropolsku – chlebem i solą. Przydałby się jeszcze kieliszek dobrze schłodzonej wódki, żeby łatwiej było to powitanie przełknąć.

Menu jest nudne, pierwszą stronę z obowiązkowym carpaccio przerzucam nie poświęcając jej żadnej uwagi. Ale dalej wpada mi w oko zupa cebulowa z bursztynem (14 zł.), więc nie zastanawiam się długo. Cebulowa… No cóż, mam z nią dwa problemy. Po pierwsze najpodlejsze dmuchane pieczywo tostowe, po drugie ewidentny smak i zapach kostki rosołowej. No i po co ten glutaminian? I czemu ta gąbka zamiast bagietki? Czy muszę pisać, że nie zjadłam?

IMG_3654

Szafranowa rybna aromatyzowana Coitnreau (17 zł.) wypada oczko lepiej. Jest dość wodnista i raczej bez charakteru, podejrzewam też, że Cointreau zastąpiła skórka pomarańczowa, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że oprócz pływających w niej kawałków wygotowanego na śmierć sandacza, są również mule i krewetki. W istocie małż jest jeden, krewetek nie stwierdzono. Najwyraźniej, cytuję: „Tak się kucharzowi nabrało”.  Chyba NIE nabrało.

IMG_3652

Tak, w takim stanie dotarła na stół.

Policzki wołowe duszone w czerwonym winie na puree chrzanowym z pieczonymi borowikami (48 zł.) to spory kawałek mięsa, któremu z pewnością brak jednej cechy charakterystycznej dla dobrze przygotowanych policzków: delikatności. Jest jadalne, ale to właściwie wszystko, bo przyjemność zabijają grube, twardawe włókna mięsa wyraźnie wyczuwalne w ustach. A żeby się do nich dobrać, trzeba najpierw zgarnąć na bok spory stosik podwiędłej rukoli z supermarketu. Sam środek sezonu, przypominam. Puree to zwykłe puree ziemniaczane, a sos podejrzewam o szczodry dodatek proszku. Piszę „podejrzewam”, bo nikogo nie złapałam za rękę, ale dokładnie tak smakował. Bo jeśli uzyskali taki chemiczny smak w sposób naturalny, to czapki z głów. Smutek, po prostu. Jedyną naprawdę dobrą rzeczą były borowiki, no ale tego się nie da zepsuć.

St

Kilka razy jest przerwa na reklamę, czyli leci muzyka, wtem!, głośnik zachęcająco ryczy: „Zapraszamy na rybę z grilla!”. Zaczyna mnie boleć głowa. To chyba nie jest poziom, do którego aspirują.

A na deser parfait serowo-cynamonowy (19 zł.) zrobiony na bazie mascarpone. Jest cynamonowy, to prawda. Poza tym nie ma kompletnie żadnego wyrazu. Dawno nie jadłam tak płaskiego i jednowymiarowego w smaku deseru. Owszem, ładnie wygląda, ale bardzo przepraszam – smak najpierw.

St1

Pamiętam zachwyt Magdy Gessler tym hotelem i tą restauracją. Zachwyt samym hotelem absolutnie podzielam, natomiast w kwestii kuchni już mamy rozbieżne wrażenia. Być może gotując dla niej przyłożyli się bardziej? Ja byłam tylko przypadkowym klientem z ulicy. Szefa kuchni nie było, sous chefa nie było, nie było komu opowiedzieć o tych mało optymistycznych wrażeniach, a kelnerka była, ale zatrudniona dopiero co.

To jest hotel, w którym z przyjemnością się zatrzymam. Tyle, że zjeść pójdę na drugą stronę kanału do Siwej Czapli, albo pojadę do zachwycającej smakami i jakością Starej Kuźni. Sorry, ale tak właśnie będzie.

pigs3

Magda

Info

www fb
ul. Św. Brunona 1
11-500 Giżycko


  1. kolejni janusze biznesu kulinarnego…. ile jeszcze minie czasu zanim zrozumieją, że teraz kazdy może opisac niekompetencję restauratorów? eh…