Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Jadalnia – jak ją urządziliśmy i dlaczego uw...

Jadalnia – jak ją urządziliśmy i dlaczego uważam, że mamy najpiękniejszy stół na świecie

Największe korowody były ze stołem. Ale w końcu to serce tego pomieszczenia. Wymarzyłam sobie taki już dawno temu, lecz gorzej było z realizacją – nikt w Polsce czegoś podobnego nie robił. I wtedy do akcji wkroczył mój tato, cały na biało. Wspólnymi siłami udało nam się stworzyć coś, co cieszy mnie teraz każdego dnia.

 

jadalnia inspiracje

Cieszę się też, że w wykuszu udało mi się zorganizować mini-dżunglę i wygodne miejsce do czytania. To jedno z naszych ulubionych miejsc w domu. Jest przytulne i fajnie się tu spędza czas. Ten układ funkcjonuje od przeszło pół roku i dobrze się sprawdza. Jedynie kuchnię chciałabym mieć otwartą, bo ten kiosk ruchu jest beznadziejnym rozwiązaniem, ale tu wchodzą kwestie konstrukcyjne i gdybyśmy się zdecydowali na robienie podciągu, to po prostu nie wyrobilibyśmy się z remontem w założonym czasie. A przypominam, że blaty w kuchni montowali nam gdy byłam już w szpitalu z dzidziutkiem na świecie. Sporo o samym remoncie przeczytacie we wpisie kuchennym, tutaj. Cóż, trudno – zostaliśmy z kioskiem ruchu, któremu wciąż jeszcze brak ościeżnic w wejściu. Może kiedyś, jak mnie nerw szarpnie, to i te dwie ścianki wylecą.

Ale do adremu, jak mawiają puryści językowi.

jadalnia inspiracje

Może i jestem zasadnicza, ale przy jedzeniu nie ma telefonów, nie ma oglądania telewizji jednym okiem i nikt nie odchodzi od stołu, póki wszyscy nie skończą jeść. Dbam o to, abyśmy codziennie przy kolacji się przy tym stole spotkali, mieli czas na rozmowę i bycie razem. Myślę, że to ważne. W ogóle stół jest w domu ważny.

Dlatego najpierw opowiem Wam jego historię. Znalazłam takie stoły kilka lat temu, dla ułatwienia – w Stanach. Jest facet, który robi te cuda, a ponieważ są cudowne, to ich pozyskanie również wymaga cudownego rozmnożenia mamony. Taki stół to wydatek na poziomie kilkunastu tysięcy dolarów lub więcej. Wiem, że w Polsce pojawiły się już stoły wzorowane na tych zza wielkiej wody, ale to w ogóle nie jest to. Zamiast naturalnego rysunku drewna – są ludzką ręką podcięte w fale. Zamiast hartowanego szkła – jest dziura zalana żywicą. Nie, nie i jeszcze raz nie! Półśrodki, jak sama nazwa wskazuje, są tylko połowicznie dobre.

Już tłumaczę na czym polegała największa trudność z tym stołem. W Polsce nie rosną takie gatunki drzew, które spełniałyby szereg warunków potrzebnych do realizacji tego projektu: drewno musi być twarde, drzewo stare o naprawdę grubym pniu (aby blat mógł być szeroki), no i sam pień musi być mocno pokręcony. Jeśli już coś takiego się gdzieś trafi, to zwykle jest przeznaczane na opał jako nienadajne. My jesteśmy prości i lubimy proste deski po prostu.

Tak więc szukanie drewna trwało pół roku. Mój tato jest super zdolny manualnie i pewnie gdyby było trzeba, to zrobiłby nawet rakietę, do tego świetnie zna się na drewnie. Bardzo się zapalił do tego projektu i jak mu pokazałam co chcę, to natychmiast powiedział, że on mi to zrobi dla czystej radości tworzenia, ale był moment, kiedy w jego głosie słyszałam nutkę rezygnacji. Poruszył niebo i ziemię, żeby znaleźć odpowiednie drewno. Ostatecznie stanęło na orzechu, który jest twardy, ma ładny rysunek słojów i jakimś cudem znalazł się taki pokrzywiony, jak chcieliśmy. No, prawie. Jak dla mnie mógłby być znacznie bardziej powichrowany. Później jeszcze suszenie i można było przystąpić do pracy. Bardzo nam zależało, by linię łączenia szkła z drewnem wyznaczały słoje i tak rzeczywiście się stało.

Odpowiednio grubego szkła też szukaliśmy dość długo i ostatnią dostępną taflę w tym konkretnym kolorze (którzy przez telefon brzmiał znacznie bardziej błękitnie, no ale TRUDNO) udało nam się dorwać na Pomorzu, skąd pojechała do Rzeszowa. Tam, na specjalnej maszynie, laserowo, przycięto ją do tych słojów, o których pisałam Wam wyżej. Nogi i połączenie wszystkiego ze sobą to był ostatni etap. No i jeszcze transport do Warszawy. I już. Wszystko razem trwało prawie rok. Kocham ten stół i wiem, że będzie ze mną zawsze. Może kiedyś się trochę zużyje, może coś się rozleje i zostaną plamy. Nie szkodzi, przy stole toczy się życie i niechaj on będzie jego świadectwem. Poza tym to najpiękniejszy prezent, jaki dostałam od taty.

jadalnia inspiracje

 

Od poczatku wiedziałam też, że chcę mieć dużo roślin i trochę pod nie szukałam krzeseł. Są ładne, ale bardzo szerokie, więc z sześcioosobowego stołu zrobiła się czwórka. Na nasze codzienne potrzeby jest w porządku, ale na okoliczność większych spędów będę się musiała rozejrzeć za innymi krzesłami. Niestety nie pamiętam gdzie kupiłam te, które są, więc nie bijcie. Ja w ogóle kupowałam meble trochę od czapy, nie wiedząc jeszcze jak do końca będzie to wnętrze wyglądało. Po prostu brałam to, co mi się naprawdę podobało i miałam nadzieję, że w jakiś magiczny sposób podobają mi się tylko te rzeczy, które do siebie pasują.

jadalnia inspiracje

Żółty fotel to dobrze wszystkim znana Ikea. Mam z nim love&hate relatioship. Jest cudownie wygodny i za to go kocham, ale jest też obity fatalną tkaniną, która się brudzi szybciej, niż człowiek zdąży mrugnąć. Obstawiam, że skończy się to wymianą fotela, a ten po upraniu obicia wyjedzie do sypialni. Ukochany ostatnio podsyłał mi zdjęcia podobnych uszaków, ale – uwaga – bujanych. Jak to piszę, to już czuję się przekonana. Z kolei makrama, która wisi obok fotela przyjechała niedawno z Mauritiusa. A co do roślin, to dam Wam dobrą radę – najlepsza relacja ceny do jakości jest w tym samym sklepie, w którym kupiłam żółty fotel. Tylko problem polega na tym, że idziesz po świeczki, a przy kasie nie schodzisz poniżej 1,5 tysia, co z kolei sprawia, że ja się tego sklepu boję.

jadalnia inspiracje

Witryna to Chobot, podobnie jak meble kuchenne. Do tego ustrzelona na przecenie, a jak wiadomo nic w życiu nie cieszy tak, jak dobra przecena. Fajna jest, lubię ją i taki rodzaj mebli się właściwie nie starzeje, więc pewnie zostanie z nami długo. Z kolei kominek od początku miał być właśnie taki i jedyną kwestią było znalezienie tego, co już miałam wymyślone. O dziwo – udało się, choć wiadomo, że najgorzej to iść na zakupy z tezą. Kupiłam go przez internet, jak większość rzeczy, bo sorry bardzo, ale jak mam się ciągać po marketach budowlanych, to mi słabo i… I to był strzał w dziesiątkę! Podlinkuję Wam wszystko na końcu. To miał być kompaktowy, zwarty wpis, a już widzę, że robi się gęsto.

jadalnia inspiracje

Wracając – kominek świetnie grzeje, dobrze wygląda i zajmuje mało miejsca. I powiem Wam, że mało jest przyjemniejszych rzeczy, niż przytulenie się do ciepłych kafli, kiedy za oknem kończy się świat. Kominek ma jeden niezaprzeczalny atut – szyba w ogóle nie wymaga czyszczenia, po prostu się nie brudzi. Czary! Jest też dość płytki, ale o odzyskanie jak największej ilości miejsca walczyliśmy dość mocno, bo wcześniej była tu prawie cała ściana zabudowana karton-gipsem tylko po to, by uzyskać jedną półkę. To samo z kominkiem – wkład obudowany karton-gipsowym monolitem do sufitu. Szkoda było tego miejsca i ostatecznie odzyskaliśmy kilka metrów kwadratowych na podłodze i kilkadziesiąt centymetrów pod sufitem niwelując podwieszane – a jakże – karton-gipsowe sufity.

Lubię też ten bambusowy barek. Jest trochę kolonialny i na pewno ma sporo lat. To w sumie marzenie Ukochanego i długo szukałam czegoś, co nie będzie otwieranym globusem czy czymś podobnym. W końcu wykopałam tę staroć na Allegro.

jadalnia inspiracje

Przy kominku powtórzyliśmy motyw łączenia drewna z heksagonami (jest w jeszcze jednym miejscu w domu, ale to pokażę Wam przy okazji kolejnego wpisu, bo uważam że wykazałam się wyjątkowym sprytem, więc może Wam się ten patent przyda). Naprawdę dobrze się ta podłoga sprawdza – łapie oko, ma walor dekoracyjny, a z drugiej strony udało nam się dość zręcznie rozplanować ułożenie płytek i nigdy żadna iskra nie spadła na drewno, mimo że kominek był przez całą zimę w intensywnym użytku.

Lampa to polska marka – Kaspa. Tak samo jak w kuchni, w przedpokoju i na klatce schodowej. Świetne są te lampy i świetni są ludzie, którzy je tworzą. Ja z lampami mam problem, kompletnie nie potrafię sobie ich wyobrazić we wnętrzu, a Kasia mnie uratowała – doradziła, wybrała, pomogła i na koniec się zakumplowałyśmy. A skoro tak, to postanowiłyśmy zrobić dla Was konkurs. Bo kto nam zabroni, skoro to mój blog i jej lampy? Zasady są proste: pokażcie nam Wasze wnętrza, tej najulubieńsze albo te, z których jesteście szczególnie dumni i krótko uzasadnijcie dlaczego to właśnie u Was powinna wisieć Kaspa. Zdjęcia wrzucajcie na instagram, tagujcie #KKxKaspa i oznaczajcie profil @kaspa.com.pl – dzięki temu Was znajdziemy. Konkurs trwa do 27.05.2019 Do wygrania są lampy: Longis I, Longis II i Longis III. A regulamin znajdziecie tutaj. Miłej zabawy!

jadalnia inspiracje

Z kolei koniki na ścianie to Justyna Górecka, zaś zgrabny angielski pejczyk wynalazłam na dziadach (czyli starociach; „dziady” to mazurska nomenklatura) i kosztował całe 10 PLN. Mamy kilka rzeczy od Justyny, więcej pokażę Wam przy okazji wpisu o przedpokoju. W przedpokoju w ogóle mamy zajebiste rzeczy, prawie same starocie, którym daliśmy drugie życie, no i prace Justyny na poczesnym miejscu. O Justynie i Ubliku pisałam Wam tutaj. Wiem, że wielu z Was już tam było i że sami fajni ludzie ode mnie przyjeżdżają, więc z tego miejsca mówię Wam – tak trzymać, dalej bądźcie zajebiści!

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

jadalnia inspiracje

 

Informacje praktyczne

Stół – tata
Lampa nad stołem – Kaspa
Krzesła – chyba Vivre albo Bonami
Fotel – Ikea
Poduszki na fotelu – Zalando Lounge
Stolik kawowy – Vivre
Drewniana podłoga – Barlinek
Hekasgony wokół kominka – Tubądzin
Makrama – pamiątka z Mauritiusa
Witryna – Chobot
Kominek – Groterm
Koniki w złotych ramkach – Justyna Górecka
Budda przy konikach – Jysk
Budda na stoliku kawowym – TKmaxx
Ceramiczne domki na kominku – kupione na jarmarku świątecznym
Plecione kosze na doniczki – Ikea i ustrzelone w internecie
Bambusowy barek – znaleziony na Allegro
Podrójny stolik kawowy – znaleziony na Allegro

Uff, wyszło dłużej, niż planowałam. Czyli jak zwykle. Mam nadzieję, że znaleźliście tu fajne inspiracje dla siebie. Pokażcie mi swoje wnętrza przy okazji konkursu z Kaspą, bardzo lubię oglądać jak ludzie mieszkają i chętnie do Was wpadnę przybić piątkę.

Ściskam!

Magda

Spodobał Ci się wpis? To fajnie. Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz. Dziękuję!