Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Dwie Trzecie – hit tego lata /Warszawa

Dwie Trzecie – hit tego lata /Warszawa

Poznańska i okolice, to od jakiegoś czasu knajpiane zagłębie. Stosunkowo niedawno dołączył do tego szacownego grona nowy gracz, który kusi przyjemnym, przestronnym wnętrzem, puszcza oko oknem na kuchnię i pieści podniebienie udatnie komponowanymi smakami. Ale za to nie gwałci portfela. Coś mi mówi, że to może być spektakularny sukces i hit tego lata.

Zajrzeliśmy do nich na obiad, a zostaliśmy na całe popołudnie. Jeszcze się docierają, jeszcze dopracowują szczegóły, ale już czuć, że jak zaraz rozwiną skrzydła, to wszyscy będziemy pod dużym wrażeniem. W głównej mierze stoi za tym Marcin Jabłoński, szef kuchni. A skoro do knajpy przychodzi się jeść, to może skupmy się na sednie. Przewiduję jednakowoż falę samojebek z korytarza prowadzącego do toalety. Nie powiem dlaczego, musicie sami sprawdzić.

W ramach amuse bouche dostajemy granitę z arbuza, mango i marakui przystrojoną kwiatuszkami pak choi. Taki orzeźwiający, słoneczny drobiazg. Małe, a cieszy. Podobnie jak znakomite pieczywo z chrupiącą skórką. Chwilę później pojawiają się przystawki. Makrela z jabłkiem, gryką i wątróbką (19 zł.) to w istocie pięknie przyrumieniona ryba podana na kaszance, z małymi wysepkami musu z wątróbki i musu z jabłek. Vive la Pologne! – zakrzyknęło moje podniebienie. To jest znakomita przystawka, wszystko w niej do siebie pasuje, smaki pięknie ze sobą współgrają. Bardzo lubię takie nieoczywiste połączenia.

IMG_2481

Makrela/jabłko/gryka/wątróbka

Pierwszą i jedyną wpadkę zaliczają przy miksie sałat od Jabłońskich z kalmarami (19 zł.). Sałaty są świetne i obłędnie świeże, ale za to krążki kalmarów twarde, choć w miękkim cieście, czyli dokładnie odwrotnie niż powinno być. Właściwie nie mamy żadnych zastrzeżeń do smaku, ale poważne do konsystencji, więc wracają do kuchni.

IMG_2416Miks sałat od Państwa Jabłońskich/kalmary

Dość szybko zapominamy o kalmarach, kiedy przed nami pojawiają się zupy: wyborne consomme z królika z farszynkami, warzywami i klejtonią (15 zł.) oraz czarny dorsz z pomidorem, soczewicą i trybulą (21 zł.). Consomme to lekki lecz jednocześnie dość esencjonalny bulion, z delikatnym jak marzenie króliczym mięsem i maleńkimi poduszeczkami wypełnionymi kozim serem. Rewelacja.

Dwie Trzecie1Na górze: czarny dorsz/pomidor/soczewica/trybula Na dole po lewej: amuse bouche Na dole po prawej: królik consomme/farszynki/warzywa/klejtonia

Klejtonię spotkać w knajpie, to jak trafić szóstkę w totka. A tu – proszę. Podobnie jak sałaty, warzywa czy zioła pochodzi ona z gospodarstwa Państwa Jabłońskich. Zbieżność nazwisk nie jest tu przypadkowa. Marcin, szef kuchni, jest ich synem. Wychował się w tym gospodarstwie i jak nikt inny wie, co podaje swoim gościom. I to mu się chwali.

Czarny dorsz to subtelny bulion barwiony sepią z kawałkiem niezwykle delikatnej ryby. Jest pełny, brawurowo domknięty charakterystycznym w smaku fenkułem, a pieczone pomidorki koktajlowe, wyławiane z niego od czasu do czasu, eksplodują słodyczą. Regularnie, co trzy takty.

Po raz pierwszy od kilku lat zamawiamy w knajpie kurczaka tylko dlatego, że dostajemy solenne zapewnienie o jego dobrym pochodzeniu. Nie żebyśmy byli eko-świrami, ale mięso kurze z przemysłowych ferm, sprzedawane w marketach i serwowane właściwie wszędzie, śmierdzi, jest ohydne, napakowane antybiotykami i powinno zostać zdelegalizowane jako produkt zagrażający zdrowiu.

IMG_2425Kurczak kukurydziany/bób/kopytka bekonowe/pak-choi

Kiedy zatem na nasz stół trafia kurczak kukurydziany z bobem, kopytkami bekonowymi i pak-choi (29 zł.) najpierw wąchamy. Ja poczułam dzieciństwo. To mięso pachnie tak zachęcająco, że ślinianki natychmiast przyspieszają pracę, a gdzieś, w którymś zakamarku mózgu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uaktywnia się pamięć smaków i wrzeszczy: „Znasz to! Lubisz to!”. Zgadza się. Znam to, lubię to. Kurczak jest wyborny, każdy z trzech kawałków przygotowany inną metodą, do tego genialnie pyszny bób i świetne kopytka. Da się?

Królik ze szparagami, ziemniakami i groszkiem (28 zł.) też nie jest tak prostym daniem, jak mogłoby wynikać z opisu. Mamy tu rodzaj mięsnej rolady ze szpinakiem, wypełnionej musem z królika, sporo palonego masła, nieprawdopodobnie słodki groszek i faszerowane ziemniaki w zielonej panierce z bułki tartej i pietruszki. Fenomenalnie miękkie mięso, choć odrobinę za suche. Ale ponownie kompletność i komplementarność smaków wynagradza wszystko.

IMG_2468Królik/szparagi/fondant ziemniak/groszek

Na deser zamawiamy tartę cytrynową z bezą i stevią (16 zł.). Jest prawie doskonała, bowiem cała jej kwaśna gloria i chwała, podparta jest na zdecydowanie zbyt grubym, choć cudnie kruchym, spodzie. Tylko dlatego „prawie”. Czepiam się jak zwykle, nawet tego nie zauważycie.

IMG_2433Tarta cytrynowa/beza/stevia

Ponieważ zgłaszamy obsłudze kilka drobnych uwag, a kalmary wróciły do kuchni, po posiłku odwiedza nas Marcin Jabłoński. I jakoś tak schodzi nam kolejna godzina. Marcin mówi dużo i ciekawie, ale też z uwagą słucha i widzę w jego oczach, że gdzieś tam w pamięci podręcznej robi listę rzeczy, które zaraz poprawi.

Później jeszcze idziemy zobaczyć kuchnię, a jemu sypią się z oczu iskry. Jest pasja, jest zaangażowanie i jest wysoko postawiona poprzeczka. Bardzo cenię ambitne podejście do karmienia ludzi. A ten facet jest ambitny. Są cały czas na rozruchu, obsługa i kuchnia się powoli układa i dociera, więc pomniejsze wpadki nie są niczym nadzwyczajnym, ale już teraz poziom jest naprawdę wysoki.

IMG_2440Pan i jego kram

Coś czuję w kościach, że z takim podejściem i cenami ten sezon będzie należał do nich. Zostawiliśmy tam coś koło 250 zł., w tym drink i dwa piwa. Dla jednych dużo, dla innych mało, ale gdyby celować w środek, to tak średnio. Są w mieście stołecznym tacy, którzy za znacznie słabsze smaki, żądają znacznie więcej. Tu relacja ceny do jakości jest znakomita. Ileż to razy wychodziłam z knajpy lżejsza nie o 250 zł., a o wielokrotność tej sumy, myśląc: „Co za porażka…”. Tu zagrożenia nie ma, tu się płaci z przyjemnością i poczuciem, że nikt nas nie próbuje zrobić w balona. Lubię to. Lubię, kiedy restaurator szanuje swojego klienta.

IMG_2445Kuchenne okno na świat

Dwie Trzecie to miejsce karmiące wyjątkowo smacznie, dające poczucie bezpieczeństwa w kwestii jakości i pochodzenia produktów, do tego totalnie niezobowiązujące i frontem do ludzi. Można na galowo, można w trampkach – jak komu wygodnie. Właśnie umieściłam ich na bardzo krótkiej liście knajp ulubionych. Polecam. A jak już tam zajrzycie, to koniecznie spróbujcie wina poziomkowego. Raj zamknięty w kieliszku.

pigs5

Magda

Info

fb
ul. Wilcza 50/52, 00-679 Warszawa