Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Bób po sycylijsku – najlepszy, jaki jadłam

Bób po sycylijsku – najlepszy, jaki jadłam

Kilkadziesiąt osób już do mnie pisało w sprawie tego przepisu. Obiecałam i jest. Pewnie pamiętacie, że z Sycylią to nie była wielka miłość, ale na pewno zdarzyło nam się kilka bardzo jasnych momentów. Odkrycie tego bobu było jednym z nich. Udało mi się bezbłędnie odtworzyć ten smak, więc cieszmy się nim wszyscy, alleluja!

IMG_5973

Najpierw uwaga techniczna. Jak gotować bób? Z tego miejsca pragnę pozdrowić Krzyśka M., bo jego patent sprawdza się doskonale. Otóż bób wrzucamy do gorącej wody, gotujemy do momentu aż będzie al dente (starszy potrzebuje więcej czasu, niż młody, więc celowo nie podaję dokładnego czasu gotowania), a później natychmiast hartujemy w lodowatej wodzie. Taki bób pozostaje soczyście zielony i bardzo łatwo obiera się z łupin. My jednak zostawiamy łupiny, bo w nich jest bogactwo witamin. Zresztą sami zobaczycie, że będziecie zjadać go razem ze skórkami. Garściami!

Bób po sycylijsku

  • 1 kg bobu
  • 1 szklanka wody źródlanej
  • 1/2 szklanki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka soli morskiej
  • 2 łyżki suszonego oregano
  • 2 ząbki czosnku

 

Bób gotujemy tak, jak napisałam wyżej. Następnie nacinamy skórki, aby marynata dotarła do wnętrza. To najbardziej żmudny etap, ale konieczny. Składniki marynaty, czyli wodę, oliwę, sól i oregano mieszamy w misce, aby sól się rozpuściła. Tu dwie uwagi: wybierzecie oliwę charakterną, wyraźną w smaku. Z kolei oregano należy wcześniej sparzyć niewielką ilością wrzątku, dzięki temu nie będzie twarde. To taki patent, którego nie znają nawet niektórzy kucharze, choć powinni. Do gotowej marynaty przekładamy nacięty bób, dorzucamy ząbki czosnku (obrane, ale nie pokrojone), delikatnie mieszamy i odstawiamy do lodówki na 24 godziny. W teorii można jeść od razu, ale rekomenduję jednak poczekać. W tym czasie warto jeszcze 2-3 razy przemieszać, aby marynata dotarła wszędzie. Podawać w temperaturze pokojowej.

przepis_bob

Tak naprawdę jest to niezły punkt wyjścia do dalszych eksperymentów. Chodzi za mną wędzona papryka, albo w ogóle jakaś mocno pikantna wersja. Lato przed nami, więc…

Magda