Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Zachwycająca Czarnogóra cz. 3 – Boka Kotorsk...

Zachwycająca Czarnogóra cz. 3 – Boka Kotorska i Budva

Zatokę Kotorską zwiedzamy na raty. Bazę wypadową mamy w onieśmielająco pięknym Kotorze i udaje nam się zdążyć tuż przed pierwszymi statkami wycieczkowymi, które przybijają tu każdego dnia od połowy kwietnia do października, wypluwając z siebie kilka tysięcy turystów dziennie. Codziennie.

IMG_1149

Trafiliśmy na pierwszy statek w sezonie. Po prawej Kotor. Taka skala. A teraz wyobraźcie to sobie razy cztery.

Kotor

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego hardkoru, biorąc pod uwagę rozmiary kotorskiego Starego Miasta. Jest naprawdę niewielkie i wszystkie uliczki i placyki można obejść w godzinę. Podobno niektórzy się tutaj gubią i piszą o tym gorzkie żale w Internecie, co jest dość dziwne, bo z jednej strony są góry, a z drugiej morze, więc punktów orientacyjnych jest aż nadto. Niewidomi, czy co?

Zatrzymujemy się to w katedrze św. Tryfona, która jest najistotniejszym zabytkiem romańskim w mieście, to w cerkwi św. Łukasza, to przy wieży zegarowej. Zabytkowych kościołów mają tu pod dostatkiem.

IMG_0794

IMG_0693IMG_0279Można wspiąć się na stare mury miasta, wycieczka pod górę zajmuje mniej więcej godzinę, ale widok wynagradza wszystkie trudy wspinaczki, zwłaszcza przy dobrej pogodzie i przejrzystym powietrzu.

Można też przysiąść w ukrytej w jednej z bocznych uliczek winiarni Old Winery. Oprócz przyzwoitego wyboru win i szalenie zaangażowanego właściciela, mają też kuchnię gotującą w stylu slow – z lokalnych produktów najwyższej jakości. Dlatego gdy już tam przysiądziecie na wino, poproście o talerzyk prawdziwego, wiejskiego sera i najlepszych oliwek. Otworzy się niebo, obiecuję.

IMG_9561IMG_0763IMG_0764

W Kotorze spędzamy kilka wieczorów i zupełnie serio mogę Wam polecić restaurację Cesarica, w której zjedliśmy znakomite owoce morza i popiliśmy naprawdę dobrą rakiją. Choć nadal uważam, że słowo „dobre” nie powinno stać obok słowa „rakija”. Tę robi siostra właściciela, a smak wzbogaca szeregiem dzikich ziół. I to właśnie one robią cuda z tą wykręcającą pysk berbeluchą.

Czarnogora 20151

Później, jeszcze długo w noc, rozmawiamy z właścicielem Cesaricy, którego imienia nie pamiętam, bo wypiliśmy studnię wina. Ten Którego Imienia Nie Pamiętam był kiedyś kapitanem dużych statków i jest kompletnie ześwirowany w kwestii ryb i owoców morza. Rozmawiamy oczywiście prawie cały czas o jedzeniu, knajpach, gdzie warto pojechać specjalnie, opowiadamy sobie co dziwnego ostatnio zjedliśmy… Generalnie robimy to, co zawsze, kiedy świr spotka świra.

Ale opowiada też, jak jeszcze przed wojną, do Zatoki Kotorskiej przypłynął delfin. Spodobało mu się tak bardzo, że został, a miejscowi pływali z nim, jak z najlepszym kumplem codziennie rano, bo w pobliżu Kotoru pojawiał się punktualnie o ósmej. Na dowód oglądamy zdjęcia – słońce, lato, lazur wody i Ten Którego Imienia Nie Pamiętam jako żywo smyra delfina. A w tle Kotor.

Wiem, wiem – co za kicz! Kicz i gipsowy magnes z Egiptu. Też mi się ten obrazek tak kojarzy, ale i tak chciałabym mieć zaprzyjaźnionego delfina, z którym pływam sobie w Adriatyku codziennie o ósmej rano. Myślcie o mnie, co chcecie.

Niestety delfin poległ, bo w czasie wojny jakiś oszołom go zastrzelił. Co z grubsza obrazuje sens przyjaźnienia się ze znakomitą większością gatunku ludzkiego.

IMG_0746IMG_0730IMG_0740

Generalnie Kotor jest przepiękny i warto uczynić z niego bazę wypadową. My zatrzymujemy się u świetnych ludzi (wszystkie potrzebne namiary znajdziecie na dole). Mieliśmy perturbacje z rezerwacją z Bookingu, bo zasadniczo jak ktoś pisze, że jest parking, to my się go spodziewamy. I kiedy ten sam ktoś każe nam jednak samochód wsadzić sobie w dupę i targać walizy, dwa psy, psie legowisko i cały ten majdan wąskimi uliczkami, bo „ten parking, to tak umownie”, to ten ktoś nie zarabia pieniędzy.

Nocleg znajdujemy więc już na miejscu i jest jakieś piętnaście, do dwudziestu razy lepszy. I nieznacznie tańszy. Mamy wygodne, naprawdę duże mieszkanie z przestronnym tarasem i nieźle wyposażoną kuchnią. Warto, bo właściciele otwarci, sympatyczni i wyjątkowo pomocni, szczególnie w kwestii namiarów na dobre żarłodajnie. Są gościnni taką prawdziwą, bałkańską gościnnością. Myślę, że kiedy wrócimy do Czarnogóry, nie będziemy już szukali szczęścia gdzie indziej.

Ale wracając… Zatokę Kotorską otacza jedyny na południu Europy… fiord! W ogóle mam takie spostrzeżenie, że Czarnogóra, choć maleńka, wzięła dla siebie wszystko, co najpiękniejsze i lśni niczym klejnot w koronie Bałkanów. Zjeździliśmy je przez ostatnią dekadę całkiem dobrze i nigdy nie spotkaliśmy tylu zachwycających widoków na tak małej przestrzeni.

IMG_0353

Perast

Każdego dnia wypuszczamy się do małych miasteczek ulokowanych na brzegach Boki Kotorskiej. Uroczy jest Perast z widokiem na dwie maleńkie wysepki, na których znajdują się kościół (napisałabym „kościłek”, ale od nadmiaru zdrobnień cierpnie mi skóra) i muzeum. Wyspa z kościołem nazywa się Wyspą Matki Boskiej na Skale i słynie z obrazu Matki Boskiej, który – jak głosi legenda – samoistnie wracał z miasta na wyspę aż trzykrotnie. Jaśniejszego przekazu nie trzeba – obraz jest cudowny i w lipcu mieszkańcy Perastu, ubrani w tradycyjne stroje, podpływają pod wysepkę, aby wrzucić kamienie i symbolicznie ją umocnić. A wrzucają je dlatego, że wyspa jest sztucznie usypana z kamieni właśnie. Jako jedyna w tej okolicy, w kompletnie nienaruszonym stanie, przetrwała trzęsienie ziemi w roku 1979.

Z Perastu pływają tam regularnie łodzie, więc łatwo się na obie wyspy dostać, a wycieczka zajmuje jakieś trzy minuty.

Perast, jak wszystko inne w tej okolicy, przechodził z rąk do rąk. Co ciekawe, w XVII w. Piotr Wielki wysłał tu siedemnastu śmiałków, którzy szkolili się w tutejszej szkole morskiej, by później mianować ich dowódcami swojej floty. I choć podczas trzęsienia ziemi, Perast trochę ucierpiał, to zachwyca do dziś – spokojem, ciszą, kameralną atmosferą i zabójczym widokiem.

IMG_0323IMG_1157IMG_0325

Herceg Novi

Ciekawy jest też Herceg Novi, zwłaszcza, jeśli ktoś lubi schody. Jest ich tu sporo. Herceg Novi, podobnie jak wiele czarnogórskich miasteczek, szczyci się piękną starówką z wąskimi uliczkami, kamiennym brukiem i romantycznymi zaułkami. Co ciekawe, większości tych uroczych miejsc nie nadgryzł ząb wojny, więc nie są zrujnowane.

Znajduje się tu sporo romańskich, bizantyjskich i barokowych perełek. Dziś Herceg Novi już nie jest taki novi, bo miasto powstało w roku 1382. Jednak jako najmłodsze na wybrzeżu adriatyckim zwyczajowo nazywane było Novi lub Novi Grad. Przez pewien czas było pod panowaniem Turków, później zajęli je Hiszpanie, by w 1539 ulec naporowi floty osmańskiej pod przywództwem Barbarossy i znowu wrócić w ręce Turków. Później byli tu jeszcze Wenecjanie i Austriacy, Francuzi i Rosjanie… Historia tych terenów jest wyjątkowo burzliwa i wszystkie jej ślady da się odnaleźć w tutejszych miasteczkach.

Tivat

Któregoś dnia wpadamy też do Tivatu, zobaczyć najbardziej luksusowy, wypasiony i odpicowany port w Czarnogórze – Porto Montenegro. Rzeczywiście jest tu pięknie, bogato, ultra czysto i od linijki. W sumie jest tak, jak lubimy, kiedy nie mamy głębokiej fazy na wżeranie się do kości w jakieś nowe miejsce.

Z jednym jednakowoż wyjątkiem. Rosjanie, choć powinnam napisać: Rosjanki z nastoletnimi dziećmi, najwyraźniej stadnie oddelegowane tu przez mężów na czas dziwnych ruchów Putina, przechadzają się z najbardziej jarmarcznymi modelami torebek Fendi czy Balenciagi, mówią za głośno i ostentacyjnie kapią złotem. Nowi Ruscy. Oni zawsze wszystko zepsują.

I wszyscy, jak jeden mąż, stołują się w Al Posto Giusto – jednej z najbardziej lanserskich miejscówek w Czarnogórze.

IMG_0976IMG_0992

Al Posto Giusto słynie z pizzy, więc oczywiście próbujemy. Tutejsza kuchnia uległa wielu wpływom, jednym z nich jest wyraźne piętno Włochów, więc nie bądźcie zaskoczeni, jeśli spotkacie tu pizzę w wielu miejscach. I rzeczywiście – focaccia i pizza są znakomite.

Ta pierwsza nawet lepsza – z grubą solą i rozmarynem, tu i ówdzie miękka, z chrupiącymi bąblami ciasta. Pizza może nie zachwyca, ale jest naprawdę dobra – na cienkim placku z chrupiącymi rantami znajdujemy przyzwoity, aromatyczny sos pomidorowy i bardzo dobrej jakości sery.

Czarnogora 20152

Natomiast bezbrzeżnym smutkiem napełnia nas „risotto” z grzybami, które pojawia się na stole w kwadrans od zamówienia (ha, ha…). Nie dość, że to zwykły, suchy ryż, to odnajdujemy w nim również zimne, zbite grudy. Widocznie mikrofalówka grzała za krótko.

I uwaga na ceny wina. Kiedy wydaje ci się, że kelner niewyraźnie powiedział coś w stylu „ąprdź”, które interpretujesz, jako „trzydzieści”, na rachunku może się pojawić pięćdziesiąt. I to twoja wina, bo źle zrozumiałeś „ąprdź”. Tak więc Al Posto Giusto na rewelacyjny widok na port i niezłą pizzę tak, na resztę nie.

IMG_1195

Budva

Któregoś dnia wpadamy też do Budvy. Budva to najbardziej znany nadmorski kurort w Czarnogórze. W dużym stopniu zawdzięcza to długiej plaży i imprezowemu klimatowi, sprzyjającemu zarzyganej pierwszym haustem wolności młodzieży. Generalnie nikt, kto szuka autentycznej Czarnogóry się tu nie zatrzymuje.

Na lans przyjeżdżają tu przedstawiciele serbskiej mafii ramię w ramię z przedstawicielami klasy średniej. Siadają w knajpach przy deptaku i ostentacyjnie demonstrują swoje rolexy. Na wszelki wypadek naciągamy więc rękawy na nadgarstki, bo nie jesteśmy serbską mafią, i uciekamy w stronę starówki.

Kręcimy się trochę po jej uliczkach i wreszcie bezpieczne schronienie znajdujemy w knajpce ulokowanej na kamienistej plaży. Gapimy się na mury Cytadeli, popijamy wino i rozmawiamy o tym, jak udanym okazał się ten wyjazd, jak bardzo zakochaliśmy się w Czarnogórze, i że koniecznie, koniecznie musimy tu jeszcze wrócić.

IMG_1220IMG_1221IMG_1223IMG_1228Na koniec pocztówka charakterystyczna dla wieczornego Kotoru – podświetlone mury, które odbijając się w wodach zatoki tworzą serce. Choć Jacek twierdzi, że to gitara. Spór pozostał nierozstrzygnięty, bo kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa.

IMG_1269

Pierwsza część opowieści czarnogórskich ze Starym Barem, wyspą Sveti Stefan i Parkiem Narodowym Jeziora Szkoderskiego tutaj.
Druga część z Klasztorem Ostrog, Parkiem Narodowym Durmitor, kanionem rzeki Tara, Parkiem Narodowym Lovcen i Njegusi tutaj.

Magda

Info

Old Winery – winiarnia w Kotorze
Stari Grad, 85330 Kotor

Cesarica – restauracja w Kotorze
Stari Grad 357, 85330 Kotor

Al Posto Giusto – pizzeria w Tivacie
Marina Porto Montenegro, Tivat

Apartamenty w Kotorze
Sveto Cikic
[email protected]
+382 693 445 53


  • Pingback: Zachwycająca Czarnogóra cz. 2 – Klasztor Ostrog, Park Narodowy Durmitor i Njegusi | Krytyka Kulinarna()

  • ka

    czarnogóra to kraj o wielkości województwa mazowieckiego, na którym udało się „upchnąć” chyba wszystko, co może być człowiekowi potrzebne do szczęścia w kwestii zapierających dech w piersiach krajobrazów. jestem ogromną fanką tego kraju, od kiedy wróciłam już jęczę, żeby znowu wrócić jak tylko uda się stworzyć ku temu okazję, a jak patrze na twoje zdjęcia i czytam co o niej piszesz to mega się rozczulam – mam ogromny, ale to ogromny sentyment do tego kraju. już nawet nie mówiąc o tym, że chyba przerobiłyśmy tą samą trasę, albo przynajmniej bardzo podobną, mój album ze zdjęciami wygląda praktycznie identycznie https://instagram.com/p/r2uoh6C_gO/ ;-).

    ps skoro już w końcu zebrałam się do tego, żeby w końcu skomentować ten wpis (z trzy tygodnie wisiało to na liście rzeczy do zrobienia w prawym górnym rogu monitora, serio :D), to przy okazji – uwielbiam twoją krytykę kulinarną. robisz to w taki sposób, że czytam jak dobrą książkę. chapeau bas.

  • ka

    czarnogóra to kraj o wielkości województwa mazowieckiego, na którym udało się „upchnąć” chyba wszystko, co może być człowiekowi potrzebne do szczęścia w kwestii zapierających dech w piersiach krajobrazów. jestem ogromną fanką tego kraju, od kiedy wróciłam już jęczę, żeby znowu wrócić jak tylko uda się stworzyć ku temu okazję, a jak patrze na twoje zdjęcia i czytam co o niej piszesz to mega się rozczulam – mam ogromny, ale to ogromny sentyment do tego kraju. już nawet nie mówiąc o tym, że chyba przerobiłyśmy tą samą trasę, albo przynajmniej bardzo podobną, mój album ze zdjęciami wygląda praktycznie identycznie 😉 https://instagram.com/p/r2uoh6C_gO/

    ps skoro już w końcu zebrałam się do tego, żeby w końcu skomentować ten wpis (z trzy tygodnie wisiało to na liście rzeczy do zrobienia w prawym górnym rogu monitora, serio :D), to przy okazji – uwielbiam twoją krytykę kulinarną. robisz to w taki sposób, że czytam jak dobrą książkę. chapeau bas.

    • Magda

      Nas też absolutnie zachwyciła. Jedno z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejsze, państw na Bałkanach!