Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Water&Wine – wyjątkowe miejsce z kuchni...

Water&Wine – wyjątkowe miejsce z kuchnią na gwiazdkowym poziomie

Przez trzy lata Water&Wine można było odwiedzić wyłącznie na zaproszenie. I tak też tam trafiliśmy. W skali kraju jest to jedyny w swoim rodzaju koncept. Do tego spokojnie na poziomie jednej gwiazdki, a w niektórych momentach – dwóch. I takie rzeczy trzymane były w ukryciu! Skandal!

Water&Wine to koncept wyjątkowy. Nie w dużym mieście, tylko pod Nałęczowem, przy rozlewni Cisowianki Perlage. Mają tam wszystko, o czym może marzyć szef kuchni: fantastycznie wyposażoną kuchnię, z tarasu widok na własny staw z jesiotrami, własne warzywa, zioła, piękną szklarnię… To miejsce jest magiczne i absolutnie warte tego, aby wybrać się tam specjalnie. Oto bowiem Water&Wine otwiera podwoje dla wszystkich. Najzwyczajniej w świecie możecie zrobić rezerwację i po prostu tam pojechać. I mówię Wam – zróbcie to jak najszybciej, bo zaraz będą kolejki! Więcej o nadchodzących terminach tutaj.

Z premedytacją czekałam z tym tekstem aż do teraz, bo jaki był sens pisania o miejscu, którego nie będziecie mogli odwiedzić? Prawdą jest, że po czasie smaki i wrażenia często się zacierają, a w niewdzięcznej pamięci pozostają tylko prawdziwe zachwyty. Kiedy przeglądałam zdjęcia z Water&Wine zdałam sobie sprawę, że wspomnienia niektórych smaków mam zaskakująco wyraźne. A to znaczy, że ta wielodaniowa, przemyślana, pięknie zaprojektowana podróż zrobiła na mnie duże wrażenie.

Strasznie mnie kręci opowiadanie Wam o takich miejscach. Strasznie mnie kręci fine dining. Tak już mam, że kolejny „super Chińczyk” to nie moja bajka. Nie żebym gardziła, zdarza mi się zajrzeć, ale lubię, kiedy za miejscem jest jakaś historia opowiadana na kolejnych talerzach, jakaś filozofia. Lubię jedzenie do myślenia, nie tylko do jedzenia. Tu królem jest produkt, a królową umiejętności. Lub odwrotnie. A Marek Flisiński, szef kuchni, ma prawdopodobnie najlepszą robotę w kraju. Tak, możecie mu zazdrościć. Ale w ten zdrowy sposób, ok?

We wdzięcznej pamięci zachowałam chleb, który prawie sobie wyrywaliśmy. Chleb o idealnie mięsistym wnętrzu i cudownie chrupiącej skórce podany w sakiewkach z koziej skóry, których zapach lekko kręcił w nosie i podbijał smak masła z koziego mleka. Takie to proste i takie cudownie spójne. Do tego genialny smalec z posypką z siemienia lnianego, czarnuszki, majeranku i soli Maldon. Chcę jeść taki chleb codziennie rano. I wieczorem też.

Pierwszym amuse bouche była wariacja na temat marchewki – piękny, kolorowy zagon z marchewkowego puree z wetkniętymi weń nacią, kiszoną marchwią, marchwią surową, kwiatami kolendry… Do tego zmrożone consomme z marchewki z olejem z natki tejże. Piękny ten ogródek, lekki i smakowity.

To menu było bardzo warzywne, choć nie ortodoksyjnie wegetariańskie. Drugi drobiazg to wariacja na temat kopru włoskiego – mamy tu puree z kopru, olej, są kwiaty i nasiona, jest lekko słodko, ciut kwaśno od wiejskiej śmietany i szalenie zgrabnie. Trzecie amuse bouche to już prawdziwa zabawa. W zwiniętej fornirowej tutce znajdujemy pęczek ziół, do tego majonez miętowy. Tu bardziej ujmuje mnie sam pomysł podania, bo – przepraszam, boziu – lubię się bawić jedzeniem jak kiedyś klockami Lego. Pomidory ze śmietaną, serem i olejem z dymki to z kolei cudownie proste, domowe smaki, które przywodzą na myśl lato na wsi. Takie lato w pełnym rozkwicie, bujne, soczyste, z dojrzałymi, słodkimi od słońca pomidorami rwanymi prosto z krzaka. Tylko w wersji fine dining. Miłość od pierwszego do ostatniego kęsa.

Fenomenalne są tłuczone ziemniaki z kawiorem z jesiotra i tłuszczem ze szpiku. Tu wszyscy się zgodziliśmy, że nie wolno uronić ani odrobiny. Oto bowiem ziemniak może być wyrafinowany, wciągający i zapadający głęboko w pamięć, wystarczy dobre towarzystwo. Z kolei sum ze szczawiem i olejem z trawy żubrowej to piękny, zwarty, mięsisty kawałek tak świeży, że bardziej się nie da. Lubię strukturę tego mięsa, podoba mi się tu kwasowy kontrapunkt pochodzący ze szczawiu i stonowana estragonowa nuta. Dalej mamy „spacer po ogrodzie” czyli przegląd tutejszych sałat z malinowym winegretem i pesto z rzodkiewki, nastrucji i musztardowca, a zaraz później jesiotra z emulsją maślaną, burakiem i słoniną. Wszystko to jest wielkim ukłonem w stronę lokalności, sezonowości, zręczności w łączeniu smaków pozornie prostych w dania wyszukane i wyjątkowe. Później jeszcze pojawiają się grzyby z całym swoim bogactwem umami, a jako pre-dessert wjeżdża plaster miodu. Prościej już nie będzie, czyściej w smaku też. Kończymy lekko, niemal zupełnie wytrawnym deserem ze śliwki i twarogu. Nie lubię zbyt słodkich deserów, ale ortodoksyjnie wytrawnych też nie. Mam wrażenie, że to danie doskonale sprawdziłoby się jako przystawka. A tak naprawdę, w kontekście całej tej podróży przez smaki nam bliskie i jednocześnie czyste, uchwycone w wyjątkowy sposób, jeden zbyt wytrawny deser to zwykły detal.

Water&Wine to obowiązkowy punkt programu dla każdego, kogo naprawdę kręci kuchnia na wysokim poziomie. Coś mi mówi, że prawdziwe pasibrzuszki będą tu pielgrzymować. Ba! Każdorazowo dostępnych jest tylko osiemnaście miejsc. Pasibrzuszki będą się o nie bić!

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

water&wine cisowianka

pigs5

Magda

Info

www fb
Drzewce 35, Nałęczów, 24-150

Szef kuchni: Marek Flisiński