Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce

Vulkanfisk, Oslo, Norwegia

www fb

Mathallen Oslo, Maridalsveien 17a, 0175 Oslo

Norwegia. Kraj, gdzie fiordy jedzą z ręki, a benzyna, mimo największych złóż w Europie, jest najdroższa. Kraj kontrastów, ciekawej architektury, gdzie nowoczesność łączy się z tradycją. I trzeba przyznać, że w większości przypadków nieźle im to wychodzi.

Norwegia to też kraj rybaków, gdzie łowi się, czy hoduje wielkie ilości ryb i owoców morza. A to lubię bardzo. Ryby zawsze lubiłem, ale niestety ze względu na dostępność w Polsce świeżych ryb morskich mój wybór w większości ograniczał się do łososia w wydaniu własnym lub sushi na mieście. Stan ten zmienił w dużym stopniu Karol i jego sklep rybny, jak i świetne ryby w BTW.  I dzięki im za to.
Ale wróćmy do Norwegii. Wywiało mnie do Oslo, które leży prawie na samym południu tego kraju. Zatrzymałem się w hotelu w dzielnicy Grünerløkka, blisko ścisłego centrum. Śniadania – o ile to można było nazwać jedzeniem – jadłem w hotelu, więc do zagospodarowania miałem co najmniej dwa posiłki dziennie. Chciałem dobrą rybę, więc zacząłem od szukania w internecie pod hasłem „best fish and chips”, czytania komentarzy, co potem weryfikowałem u tubylców i tak dalej. Miałem bawić w Oslo prawie cztery dni, to dużo czasu, żeby znaleźć dobrą restaurację. Mój pierwszy wybór padł na Vulkanfisk. Trudno było doczytać w internecie, co to za miejsce, ale strona zachęcała do wizyty tym, że prowadzą przy restauracji sklep z rybami i owocami morza, serwują też sushi. Potraktowałem to jako bezpieczny wybór i skierowałem się drugiego wieczora do miejsca zwanego Mathallen. Okazało się, że trafiłem do mekki fanów świetnego jedzenia i najlepszych produktów w Oslo. Ta otwarta w 2012 roku oaza smaku, znajdująca się 600 m. od mojego hotelu, to nowoczesny plac targowy, łączący w sobie wiedzę, inspiracje, miks różnych kuchni, styli i doświadczeń. Znajduje się tam ponad trzydzieści sklepów, restauracji, barów, piekarni i kawiarni, w których skosztować można przeróżnych potraw i produktów z całego świata. Wszystko to w wydaniu bardzo eleganckiego minimalizmu skandynawskiego – czerwona cegła, szkło, polerowana stal.
IMG_4649
Restauracje mają różne formy, od eleganckich ze stolikami, gdzie uwijają się kelnerzy z różnych stron świata, po otwarte kuchnie w stylu Warszawy Wschodniej, gdzie siedzisz patrząc na kucharza przygotowującego ci posiłek. Lubię miejsca, w których łatwo się odnaleźć, a takim właśnie miejscem jest Mathallen. Vulkanfisk, zajmuje główne miejsce w tej przestrzeni. Okazało się że to głównie sklep rybny, z przyklejoną do niego niewielką restauracją i stolikami wokół, mniej więcej na 35-40 osób. To nie jest doskonałe miejsce na romantyczną randkę, bo tu się je, a nie głęboko patrzy w oczy. I je się bardzo smacznie. Na początku menu, krótkie, konkretne 10 dań. Przekrój większości produktów dostępnych w ich sklepie obok, moim zdaniem – tych najlepszych.
IMG_4655

IMG_4650
Dodatkowo jest jeszcze menu sushi, ale nie interesowałem się tym szczególnie. Obsługa tego wieczoru składała się z kucharza i pomocnika, Portugalczyków oraz barmana / sprzedawcy / kelnera Norwega. Byli fachowi i pomocni. Polecili mi halibuta jako rybę dnia. I to było to. Po chwili dostałem wpierw usmażony delikatnie z obu stron, potem przez 7-9 minut – w zależności od wielkości kawałka – upieczony w 180 stopniach kawał ryby z frytkami, nad którym się rozpłynąłem. Ponieważ interesowałem się pracą kucharza, nie miał najmniejszego problemu, żeby podzielić się ze mną swoim przepisem.
IMG_4664
Halibut podany był na grillowanych warzywach: papryce, cebuli, fenkule i bakłażanie – lekko al dente. Do tego opiekane plastry słodkich ziemniaków, które moim zdaniem były jedyną maleńką kwestią, która mi nie do końca pasowała. Halibut był daniem dnia, kruchy, soczysty, po wbiciu widelca rozpadał się na idealne kęsy. Był posypany delikatnie solą morską i pietruszką. Nie użyłem do całego dania ani grama jakiejkolwiek przyprawy. Dzięki obsmażeniu i upieczeniu ryba była bardzo ciepła do końca posiłku, a to ważne, bo złe jest jedzenie takich potraw na zimno. Ryby jadłem w różnych miejscach, czasem były świetne, czasem po prostu normalne, ale halibut w Vulkanfisk był wybitny. Każdy kęs tego dania trafiający do mojego żołądka potwierdzał tylko zasadność wyboru tego miejsca.

IMG_4669
Dwa dni później też wpadłem do nich, a nawet można powiedzieć, nogi same mnie poniosły na Vulakan – rejon Oslo, od którego zaczerpnęła nazwę restauracja z rybami (fisk – po norwesku ryba). Tym razem zdecydowałem się na przystawkę i danie główne. Najpierw wjechały Małże. Celowo piszę wielką literą, bo co to były za Małże! Świeże, co ciekawe muszle różnej wielkości ugotowane klasycznie po norwesku (cebula, pietruszka, seler, por), potem dodane białe wino i na koniec fenkuł. Portugalski kucharz, na moje stwierdzenie, że fajnie komponuje się ten fenkuł – uśmiechnął się tylko pod nosem tajemniczo i dalej z wprawą i pasją serwował dania gościom. Ponieważ zamawiałem na główne danie fish and chips, to poprosiłem o podanie do małży chleba – dostałem uczciwy ciemny, wieloziarnisty chleb z chrupiącą skórką. Do tego majonez. I ten sos z muli, to było wydarzenie na skalę międzynarodową.
IMG_4774
Główne danie to ich sztandarowe fish and chips – dorsz smażony w panierce na głębokim oleju, serwowany z frytkami i puree z groszku. Dorsz świetny, świeży, chrupiąca panierka i rozpadająca się pod naporem widelca ryba. Tak właśnie powinno być przyrządzone to danie. Jako uzupełnienie – marynowana cebula dodająca kontrastu temu daniu. Frytki – niestety z mróżonki – ale czy tam się idzie na frytki? Pure z gorszku – smaczne, delikatne i trochę czosnkowe. Dopełnieniem była remulada – niestety trudno było mi ustalić jej pełny skład.
IMG_4775
Wszystko mi smakowało, a do ich halibuta i małży wróciłbym zawsze i wszędzie. Jeśli lubicie miejsca, gdzie cały czas coś się dzieje, jest gwarno, ciekawie i smacznie, to bez wątpienia kierujcie w Oslo swoje kulinarne kroki do Vulkanfisk. Tam się je ryby, bardzo dobre ryby. Ceny – jak w Norwegii, za posiłek w przeliczeniu zapłaciłem ok. 150 -180 zł.

pigs5

Jacek