Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Trattoria Luzzi, Rzym, Włochy

Trattoria Luzzi, Rzym, Włochy

Via Di San Giovanni In Laterano 88, Rome, Italy

 Trattoria/pizzeria u Luzziego jest miejscem, które bardzo chciałam odwiedzić. Słyszałam o nim wiele dobrego od przyjaciół. Tym razem wybraliśmy się do Rzymu wspólnie i najpierw swoje kroki skierowaliśmy właśnie pod ten adres. Do Luzziego trafiliśmy w porze lunchu i ostatnim rzutem na taśmę dorwaliśmy jedyny wolny stolik. Co ciekawe pierwsze podejście było rozczarowujące… Najpierw zrzuciliśmy to na karb tłumu gości i postanowiliśmy spróbować raz jeszcze wieczorem, co okazało się słuszną decyzją. Wieczorem bowiem zmienia się obsada w kuchni, przybywa Papa i dzieją się cuda…

Z tego powodu wieczorami trzeba poczekać na stolik. Warto uzbroić się w odrobinę cierpliwości – w kuchni jest kocioł, kelnerzy biegają jak w ukropie, Luzzi usadza gości, a jedyną spokojną osobą jest babcia, ćmiąca papierosa i nadzorująca rozwój sytuacji.

Jednak nawet stojąc w kolejce jest po prostu miło patrzeć na energicznych, przekrzykujących się Włochów, którzy z zapałem sprzątają z talerzy wszystko do ostatniego okruszka.

Absolutnie wszystko, czego spróbowaliśmy w czasie kilku wieczorów, które tam spędziliśmy było po prostu pyszne. Nie wymyślone, wyszukane, przekombinowane, to jest po prostu uczciwa, domowa włoska kuchnia. Z dobrych składników i szczypty serca włożonego w gotowanie.

Zrobiliśmy dość gruntowny przegląd karty, próbowaliśmy mięs, owoców morza, pizzy, makaronów, podrobów i jeszcze kilku innych rzeczy na tiramisu kończąc i chyba nic nas nie zawiodło. Może kalmary były nieco gumowe, ale za to krewetki to zrekompensowały.

Jak zawsze w sprzyjających okolicznościach musiałam spróbować pizzy – była na piątkę, choć co do pizzy mamy delikatnie odmienne gusta i moja ulubiona jest w innym miejscu. Jedyne czego brakowało to gnochhi, nad czym ubolewam. Serwują je wyłącznie w czwartki, a wieść gminna niesie, że bardzo warto.

Mają też świetną ekipę, zarówno kelnerzy (i kelnerki!) jak i kucharze, to bardzo sympatyczni ludzie.

Warto dodać, że ceny są bardzo przyzwoite, a zważając na lokalizację – za rogiem jest Coloseum – więcej niż przyzwoite.

Myślę, że jest to jedno z tych miejsc, które sprawiają, że tracisz zainteresowanie innymi. I pamiętajcie, że kolacja jest najwłaściwszą porą na odwiedzenie Luzziego. Wieczorami byliśmy zazwyczaj jedynymi turystami, cała reszta to Włosi, a to też daje do myślenia.

A na koniec smakowite zdjęcie.

  Ode mnie cztery świnki zamiast pięciu za lunchową skuchę.

Magda

***

Tego lata próbowałem flaków w wielu miejscach, trafiałem na lepsze i gorsze. Swietne były te w Rumunii, zabielane śmietaną i przegryzane ostrą, świeżą papryczką. Flaki u Luzziego były zupełnie inne, co nie znaczy gorsze. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że były jednymi z lepszych jakie jadłem. Rozpływały się w ustach i były mocno pomidorowe. Na tyle smaczne, że spróbuję odtworzyć ten przepis w domu.

Oczywiście nie mogłem przejść obojętnie obok domowej pasty. Fettuccine con porcini to poezja. Na samo wspomnienie cieknie mi ślinka. Nie za twarde, nie za miękkie, idealnie al dente, do tego aromatyczne borowiki, kieliszek wina i robi się błogo.

Z kolei cannnelloni było nieco słabsze, twarde na brzegach, jednak po ich odkrojeniu całkiem smaczne. Ale a to ogon wołowy to skonczona w swej delikatności doskonałość

Bez wątpienia jest to miejsce, w które z chęcią kiedyś wrócę, taki pewniak. Jest smacznie, miło i po włosku, a więc mamy wszystko, co potrzebne, by poczuć prawdziwy klimat.

Jacek


  • Beata

    Potwierdzam, bylo pysznie!

  • Hania Bebe

    potwierdzamy, że LUZZIni wciąż w formie 🙂