Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Solec 44 – Baron na wysokościach /Warszawa

Solec 44 – Baron na wysokościach /Warszawa

Tak świeżej recenzji chyba jeszcze nie pisałam. Drzwi knajpy zamknęłam za sobą jakieś dwadzieścia minut temu, a teraz siedzę oto na kanapie i czuję nieodpartą potrzebę podzielenia się z wami cudem wspaniałego jedzenia, którego właśnie doświadczyłam.

Do Solca zabrałam przyjaciół. Przyszli ciut wcześniej, a po posiłku zeznali, że pierwsze wrażenie było takie: „Czy ta kobieta upadła na głowę? Dobre jedzenie TUTAJ?”. No, nie wygląda to na fine dining. Ale nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji!

Rzeczywiście we wnętrzu po remoncie wiele się nie zmieniło, nadal królują planszówki, wytarty parkiet, dużo ludzi sączy piwo. Pojawiła się natomiast rekomendacja Slow Food, na którą każdy rozgarnięty pasibrzuch zastrzyże uszami. I nie zawiedzie go kuchnia w miejscu wyglądającym zupełnie jak osiedlowa świetlica, o nie.

Na początek polskie kimchi (16 zł) idealnie trafiające w znajome kwaśne nuty. Dalej fantastyczne, chrupiące stynki (20 zł), czyli małe rybki usmażone na chrupko i zjadane razem z głową. Idealne. Może ciemniejszym punktem był żur na zakwasie z kaszy gryczanej (12 zł) lekko rozwodniony i bez szczególnego charakteru, ale czymże jest jeden żur wobec cudów, które wydarzają się w tym miejscu?! Krem z pieczonego w miodzie pasternaku (12 zł) to niezła, słodkawa zupa z kawałeczkami rzeczonego pasternaku. Lecz to dopiero preludium, więc nie ma sensu się rozwodzić.

Solec44Po lewej na pierwszym planie żur, w tle krem z pasternaku. Po prawej stynki i kimchi.

Wiedzcie jedno – te dania nie wyglądają. Tylko że tu nie o wygląd się rozchodzi, a o jakość i sposób przyrządzenia. Widoczny na górze postu szpik wołowy (18 zł) to czysta, tłuściutka poezja, doprawiona kaparami i podsmażonymi kawałeczkami boczku (9 zł).

Głęboki, długi, intensywny w smaku palony bulion wołowy (12 zł) ze sztuką mięsa (10 zł) jest nieprawdopodobny. Mięso rozpada się na włókna, a ten smak właśnie ustawił poprzeczkę tak wysoko, że nie wiem kiedy i czy w ogóle jakikolwiek bulion doskoczy. Wegetariański stir fry (23 zł) z kaszą jaglaną, jarmużem, twarogiem, rozkosznie chrupiącymi orzechami laskowymi, miodem spadziowym i olejem lnianym to danie, które zadowoli każdego wybrednego wegetarianina. Wiecie, takiego który całe życie narzekał, że knajpy nie oferują nic godnego jego podniebienia. Otóż właśnie oferują.

Solec441Po lewej palony bulion wołowy, po prawje stir fry.

A teraz przejdziemy do czegoś, od czego spadły mi buty, oniemiałam i nadal obracam ten smak na języku. Do tej pory wydawało mi się, że kosztowałam już perfekcyjnie przygotowanego policzka wołowego. No właśnie – wydawało mi się. Miękkości tego mięsa nie jest w stanie oddać żaden, najbardziej nawet kwiecisty opis, więc jeśli nie pójdziecie i nie spróbujecie sami, to nie zostanie wam to wybaczone, zaprawdę powiadam wam. Te oto policzki wołowe duszone w maśle z szafranem (28 zł) możemy uznać za wzorzec. Ponownie – czy ktokolwiek doskoczy? Wątpię. Oszalałam na ich punkcie. A ponieważ za miesiąc karta ma się zmienić, już teraz moje serce krwawi. Czy można się nasmakować na zapas?…

Rostbef (55 zł) to z kolei solidny kawał mięciutkiego, delikatnego mięcha. Solidna opcja dla solidnych dżentelmenów. Tłuszcz jest nośnikiem smaku i tu właściwie we wszystkich potrawach występuje w takiej czy innej postaci. I ja się na to godzę, bo gdybym chciała zjeść liść słaty i udawać, że jestem tak bardzo fit, to… Nie, to nie ma sensu. Nie ten adres, nie to podejście do życia. Tu jest hedonizm i popuszczanie pasa.

Solec442Po lewej policzki wołowe, po prawej rostbef.

Zamawia się w sposób bardzo zabawny, bo oto na każdym stole leży menu i długopis (co skłania do zaznaczania wszystkiego jak leci, zwłaszcza jak się wie skąd pochodzi większość produktów; a ja akurat wiem). Zatem zaznaczamy na nim to, na co mamy ochotę i deponujemy u barmana. A potem zaczyna się fiesta. Proszę Państwa, oficjalnie zabujałam się w Solcu. Sprawy nie utrudniała przemiła, wesoła jak szczygieł obsługa. Zamieniliśmy też kilka słów z jednym z kucharzy. Co za pasja! Aż mu się iskry sypały z oczu.

Raduje się moje serce na prawdziwy renesans kuchni polskiej w takim wydaniu, pełnej doskonałych, lokalnych produktów, obfitej, aromatycznej, odwołującej się do swoich najlepszych tradycji. Panie Aleksandrze, ależ dajecie czadu! Sądząc po tłumach sukces już jest. Teraz jeszcze tylko żelazny poziom i Solec44 prędko nie zejdzie ze sceny. A najlepiej nigdy.

Ach, jeszcze taka luźna myśl – zabierzcie do Solca obcokrajowców. Nic nie mówcie, tylko nakarmcie. Dysonans poznawczy w cenie.

A teraz idźcie tam szybko, najlepiej zaraz, natychmiast, już!

pigs5

Magda

Info

www fb
ul. Solec 44, 00-394 Warszawa


  • Pingback: Czas Dobrego Sera 2014 /Sandomierz | Krytyka Kulinarna()

  • Pingback: Tapas Gastrobar - świetne churros, straszna obsługa /Warszawa | Krytyka Kulinarna()

  • SOLEC 44 – 31.03 SYF KIŁA I MOGIŁA. MIAŁEM OGROMNĄ NIEPRZYJEMNOŚĆ PRÓBOWAĆ ZJEŚĆ (co mi się nie udało i dzięki bogu) NAJGORSZE POLICZKI WOŁOWE JAKIE KIEDYKOLWIEK PRÓBOWAŁEM. Wysuszone na wierzchu położone na kupie kartofli i polane masłem klarowanym . Trzeba nie mieć za grosz szacunku do gości aby w swojej bądź co bądź knajpie takie ścierwo serwować. Zapuściłem żurawia na otwartą kuchnie i się zlękłem. Ten bród , syf i koszmarny nieład można porównać tylko z ulicznymi garkuchniami w slamsach Shanghaju. Na talerz żarcie rzucał umorusany razchełstany klejący się z brudu chyba „kucharz” rozmawiający przez telefon. A to wszystko miało miejsce w obecności szefa kuchni pana Barona który siedział przy stoliku obok i również nie grzesząc czystością uniformu próbował wina. Ludzie, proszę o pomoc wyjaśnijcie mi, jak kucharz może wydać takie jedzenie i jeszcze śmie za to przyjąć pieniądze.Przecież to się w głowie nie mieści, a połączenie starych obsuszonych policzków z kwaskowatą kupą gniecionych kartofli i klarowanym masłem już na zawsze pozostamie dla mnie synonimem najgorszego żarcia, które przyszło mi próbowa

    • Krytyka Kulinarna

      Mam nadzieję, że korzystając z okazji wszystkie uwagi zgłosiłeś Aleksowi.

  • Pingback: Wilczy Głód – kombinacje nie zawsze udane /Warszawa | Krytyka Kulinarna()

  • Korzystają z okazji , opuściłem to miejsce tak szybko jak tylko można , ale patrząc z perspektywy czasu masz racje powinienem osobiście podzielić się z nim opinią na temat „jak koncertowo spartolić policzki”.

    • Krytyka Kulinarna

      Wiesz, mam taka teorię, że restauracja to żywy organizm. Czasem coś nie wychodzi. Ale zawsze warto zgłosić swoje uwagi, bo jak kuchnia nie dostaje takich informacji, to w najlepsze partoli dalej często nie wiedząc, że coś robi źle. A w sumie wszyscy mamy w tym interes, żeby gotowali świetnie.