Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Napiwki – tak czy nie? A jeśli nie, to dlacz...

Napiwki – tak czy nie? A jeśli nie, to dlaczego?

Napiwek – drobna suma wręczana zwyczajowo za usługę kelnerom, szatniarzom, posłańcom itp. Tyle tytułem wstępu mówi Słownik języka polskiego PWN. Od siebie dodam jeszcze, że „zwyczajowo” to nie to samo, co „obowiązkowo”.

Skoro już ustaliliśmy, że napiwek jest ogólnie przyjętą, ale również dobrowolną formą podziękowania za usługi kelnera, to teraz czas na cztery podstawowe pytania.

Kiedy?

Zawsze, kiedy się należy. Za każdym razem mam w pamięci, że zostawiam tipa dlatego, że ktoś był dla mnie miły, że podał mi ciepłe jedzenie i po drodze mnie nim nie oblał, że po prostu dobrze wykonuje swoją pracę. Nawet w sytuacji, kiedy kuchnia mocno dała ciała, ale obsługa była dobra – zawsze zostawiam napiwek. Nie widzę powodu, aby karać kelnera za to, że kucharz ma kaca albo pokłócił się ze starą. Napiwek to miły ukłon w stronę drugiego człowieka, który sprawił, że twój wieczór był trochę lepszy.

Są też oczywiście sytuacje, kiedy idziemy do restauracji większą grupą i jeśli w menu jest informacja, że w takim przypadku serwis automatycznie zostanie doliczony do rachunku, to kompletnie nie poczuwam się do tego, aby coś jeszcze zostawiać. Chyba, że obsługa była naprawdę świetna.

Ile?

Zależy gdzie, w Polsce 10%. Choć w Nowym Jorku nie wypada zostawić mniej, niż 20%. Przed podróżami warto takie rzeczy sprawdzić, żeby się nie wygłupiać. Jednej rzeczy nie róbcie nigdy – nie zostawiajcie wysupłanych z kieszeni żółtych klepaków o łącznej wartości 48 gr. Dla kelnera to jak dostać w twarz. Albo nie zostawiajcie nic, albo 10%. Lub więcej, jeśli serwis był ponadprzeciętnie dobry. Kelnerzy mają niskie pensje i gdyby nie napiwki, to wierzcie mi – wszędzie byłaby samoobsługa. Tak więc doceniajmy kelnerów, bo zawsze mogą nam napluć do zupy.

Jak?

Płacąc kartą zwykle nie ma problemu, aby do rachunku doliczyć napiwek, ale wtedy pamiętaj, że być może w całości trafi do kieszeni właściciela knajpy lub zostanie podzielony między cała załogę. Finalnie do ręki kelnera trafi znacznie mniej lub… nic. Zawsze warto mieć mniejsze nominały w portfelu właśnie na okoliczność napiwku – szkoła stara, ale jara. Pro tip: w sushi barach często daje się napiwki sushi masterowi, zwłaszcza, jeśli siedzimy przy barze.

A jeśli nie, to dlaczego?

Dlatego, że serwis był kiepski. I TYLKO dlatego. Skoro jest to rodzaj podziękowania kelnerowi za dobrą pracę, to bierzmy pod uwagę tylko te aspekty naszego restauracyjnego doświadczenia, na które ten rzeczywiście miał wpływ. Warto poluzować poślady, poświęcić sekundę na proces myślowy i nie wyżywać się na kelnerze, bo a) szef kupuje kiepskie mięso, b) jest słaba wentylacja, c) z kanalizacji ciągnie trupem. To wszystko nie jego wina, on jest tylko jadłopodawcą. W takich i podobnych sytuacjach należy zaprosić do tanga szefa lub managera i powierzyć mu swoje gorzkie żale. Bądźmy dla siebie ludźmi. Kiedyś zostawiłam tipa kelnerce, która pół torebki zalała mi herbatą. Przecież nie zrobiła tego specjalnie, na litość boską!

Jestem raczej miłym człowiekiem, nie przenoszę swoich frustracji na cały otaczający mnie świat, więc w restauracjach też nie jestem kłopotliwym gościem. Nie drę mordy, że jestem znaną blogerką i już ja ich obsmaruję w internetach, po prostu spokojnie zajmuję stolik gdzieś na uboczu i patrzę co się będzie działo dalej. Jeśli kelner (lub kelnerka, ofkors) konsekwentnie udaje, że mnie nie widzi, jest opryskliwy, bezczelny, ewidentnie jest w tym miejscu za karę, to ode mnie tipa nie dostanie. Nie po to chodzę do restauracji, żeby użerać się z fochami obcych ludzi.

Kelner ma bowiem jasno przypisaną rolę: ma podać jedzenie, udzielić wszelkich informacji i zadbać, aby niczego nam nie brakowało. Preferowane tematy rozmowy: najlepsze dania w menu, pogoda, nadchodzący weekend, pogoda w nadchodzący weekend.

Rocket science to to nie jest. Na dobrą sprawę wystarczy uśmiech i odrobina dobrej woli, aby wybrnąć z nawet najbardziej niezręcznej wpadki.

Za to nie podobają mi się fochy, kozaczenie „bo ja mam menu w małym paluszku” i późniejsze mieszanie zamówień, nie podobają mi się też ewidentne braki w warsztacie. To ostatnie szczególnie kłuje oczy w tych trochę lepszych restauracjach, kiedy kelner czasem nie wie czy już może zabrać talerz, bo jakby sztućce nie leżały, to jemu i tak jest wszystko jedno, albo sommelier nie wącha korka i leje do kieliszka korkowe wino. Te wszystkie rzeczy się zdarzają, część z nich jest winą właścicieli restauracji, bo nie szkolą personelu, ale trzeba czegoś więcej aby mnie do siebie zrazić…

To musi być prawdziwy wirtuoz grania na nerwach. Albo zwykły cham. Nie daję napiwków wtedy, kiedy kelner zachowuje się na tyle odpychająco, że już nie chcę do tej restauracji wrócić.

Tyle pisania, a to takie proste.

Magda

Spodobał ci się tekst? Podziel się ze znajomymi!


  • Jacek Cieślak

    Korkowe wino? Proszę Cię, przecież to niedorzeczne. Zwyczaj odlewania wina zaraz po otwarciu butelki wziął się z czasów, kiedy to nie znano dobrych metod zabezpieczania wina przed skwaśnieniem i na wierzchu zawsze była odrobina oliwy (która oddzielała wino od powietrza). A to, że „wino zajeżdża korkiem”, to zwykły wymysł. Przecież ono cały czas się miesza. Nawet przy przenoszeniu z magazynu do stołu, czy przy otwieraniu go.
    Poza tym „tipy”? „ofkors”? Po co wszędzie wciskać amerykanizmy? Nasz język ojczysty jest piękny, więc nie rozumiem fenomenu nadmiernego używania zapożyczeń.

    • Magda

      Naprawdę nigdy nie spotkałeś się z korkowym winem? Ty szczęściarzu!

  • Ostatnio zdarzyło mi się dać napiwek za to, że kelnerka przyszła i oznajmiła, że wprawdzie oni zamykają już restaurację, ale możemy posiedzieć tyle ile tylko chcemy. Powiedziała to nadspodziewanie miło, a wiadomo, pewnie nie widziało się jej zostawać dłużej w pracy, bo dwie osoby siedzą i rozmawiają. Oczywiście zebraliśmy się tak szybko, jak się tylko dało, żeby nie utrudniać życia personelowi i zostawiłem napiwek wyższy niż zwykle. Za szczerość i fajne podejście do tematu.

    • Magda

      Fajnie, też bym w tej sytuacji dała napiwek.

  • michal

    „Tak więc doceniajmy kelnerów, bo zawsze mogą nam napluć do zupy.” Naprawdę? Musimy? Pracowałem jako kelner na studiach w najlepszych w tych czasach restauracjach i nigdy, ale to nigdy nie przyszło mi do głowy coś takiego. Jeśli komuś przychodzi, to jest zwykłym psychopatą nielubiącym ludzi. A takim właśnie zostawiać niczego nie warto.

  • am

    Zacznę może od tego, że daje napiwki- prawie zawsze (poza przypadkami, kiedy kelner zachowuje się jakby pracował za karę, albo jeśli naprawdę nie mam w portfelu innego banknotu niż 50 zł), ale wkurza mnie że uważa się to za oczywistą oczywistość. Jest bardzo wiele zawodów, które polegają na pracy z ludźmi i dla ludzi, oraz takich w których zarabia się bardzo mało i napiwek byłby pożądanym dodatkiem, a jednak nie ma tego w zwyczaju. Jeśli np. kasjerka nie dostaje napiwku, to dlaczego kelner koniecznie musi? Nie chce być źle zrozumiana, po prostu nie lubię być do czegoś przymuszana, albo obgadywana jeśli tego nie zrobię…

  • PIT

    W napiwkach chodzi o to żeby właściciel mógł płacić mniej kelnerom . Ma alibi: „skoro nie dostajesz 2 pensji z napiwków to za mało się starasz albo masz za wysoką pensję”.

  • Aurelia

    Kiedyś uważałam, że napiwek to jakaś bzdura, nie powinien istnieć, bo przecież kelner dostaje wynagrodzenie i już za samo to powinien wykonywać swoje obowiązki należycie.

    Do czasu aż trafiłam na kelnera z prawdziwego zdarzenia – dziewczyna pomogła w wyborze dania, podpowiedziała jaki napój będzie pasował, kolejne dania trafiały na stół w dosłownie idealnych odstępach czasu. Mogę z pewnością powiedzieć, że dzięki dobrej obsłudze zwykły wypad do sushi baru zmienił się w świetną imprezę. Od razu porzuciłam dotychczasowe przekonania, zwyczajnie zrozumiałam naocznie, za co napiwek się należy.

    Za to w innej restauracji – poprosiłam o rachunek. Po 15 minutach poprosiłam o rachunek po raz drugi (kelner zachowywał się, jakby zapomniał). Po kolejnych 15 minutach (w trakcie których kelner robił wszystko, tylko nie szedł po rachunek…) sama poszłam do baru i poprosiłam rachunek. Pan za barem dopisał z automatu 10% za serwis o.O Kazałam mu wykreślić, tłumacząc, że za czekanie pół godziny na rachunek tipa nie będzie…

  • pucio

    Napiwkom mówię nie z prostego powodu, kelnerzy za swoja robotę dostają wypłatę tak jak każda inna pracująca osoba a ich obowiązkiem jest być miłym, uprzejmym i doradzić klientowi. Nie raz czytam jaka to praca kelnera ciężka fizycznie i w ogóle ze robią po 12 godzin, że jesteście cały czas na nogach biedaczki. Myślicie że inni ludzie którzy pracują fizycznie nie są cały czas na nogach, że nie robią nadgodzin (u mnie na zakładzie jeden z pracowników nie raz siedział w robocie po 20h dziennie od poniedziałku do niedzieli). Nieraz się robiło po 16h przerzuciło się 32 tony i jakoś nikt nie narzekał. Nie wiem może ktoś ma się upominać od klienta dla którego robimy detale „napiwku” za to musieliśmy robić po godzinach i za to że się staraliśmy i za dobrą pracę, tak ja wy to robicie.

    • Bogusz Szmigiel

      Ciężka w głównej mierze jest przez użeranie się z takimi bucami jak Pan.
      Pozdrawiam

      • Harrold

        typowa odpowiedź chamskiego polaczka. Wstyd mi źe należymy do tego samego narodu

      • Łukasz

        raczej stwierdzenie faktu.

      • bueno

        A ja powiem cos od siebie, z gory zaznacze, ze jako kelnerka. Zarabiam 6zl/h. Nieludzkie biorac pod uwage zakres obowiazkow i rodzaj pracy. Gdyby nie napiwki nigdy bym sie na to nie zgodzila. Pracodawcy daja kelnerom takie a nie inne stawki wlasnie z powodu tipow. Kucharze i cala reszta wyzej wymienionych zawodow zarabiaja po prostu wiecej. My bysmy za to nie wyzyli.. nie mnie oceniac slusznosc takiego systemu, ale tak jest. I cieszy nawet kilka zl, nikt nigdy nie wymaga 10%. Ba, niczego nie wymagamy. To tylko mily gest, bardzo przez nas doceniany. Takze prosze spojrzec z tej perspektywy 😉

      • Paweł Jamioł

        Buc to raczej odpowiedział. Pucio nikogo nie wyzwał, tylko stwierdził fakt. Dajesz napiwek listonoszowi? A kasjerce w sklepie, bo się do Ciebie uśmiechnęła i bardzo szybko wszystko wstukała na kasę? Ano właśnie… to tylko zwyczaj snobów, żeby pokazać się „gestem” i kasą. Co mnie obchodzi że kerner zarabia mało? Nie wiedział o tym jak starał się o pracę na tym stanowisku? Co to jest pomoc dla powodzian lub dzień dziecka? Ich obowiązkiem jest wykonywanie swojej pracy, za którą oczywiście dostają pensję i tyle. Kropka. Ja czasem daję napiwek, gdy obsługa była bardzo miła i na prawdę zapadła mi w pamięć. Ale żeby argumentować to na odwrót (nie dam, bo mi napluł do zupy. (?!) ). No sorry.

      • Marian Bączek

        jesteś kretynem 😉

      • proffibra

        Marian – piłeś? Nie pisz.

      • maffinek Kania

        święta prawda!!! zazwyczaj jak słyszę że nie daję napiwków chyba że obsługa była wyjątkowa (czyli zrobili coś wiecej poza standard) to slyszę że pewnie nigdy nie pracowałam jako kelnerka i nie wiem jaka to ciężka praca. A no nie pracowałam ale wykonywałam inne prace za które dostwałam ustaloną z góry stawkę, nikt mi za to dodatkowych napiwków nie dawał, także tak, kelnerów bronią inni kelnerzy albo ich znajomi. Sorry ale jak ktoś mało zarabia to może zmienić pracę, ja tak zrobiłam. Kelnerzy, szatniarze itp wyciągają z napiwków drugą pensję miesięcznie (wiem bezpośrednio od osób zajmujących się takimi rzeczami) więc czasami nawet nie myślą o zmianie pracy, szukaniu czegoś lepszego, rozwijającego, dokształcaniu się, bo po co. Moim zdaniem napiwki z zasady niszczą w człowieku chęć rozwijania się i tylko ktoś kto przykłada się do tej pracy ponad standard zasługuje na napiwek, tak samo jak pracownik dostaję premię za świetnie (czyli lepiej niż dobrze) wykonaną pracę.

    • James

      A może pochwal się jaką stawkę godzinową masz/miałeś?
      16zł/20? Kelner ma średnio 8zł na godzine. Ty możesz sobie poprzeklinać na chu^@ szefa na świat i tak dalej. Kelner ma 30 minut przerwy na dzień pracy, nie ma gdzie usiąść więc podeszwy stóp dosłownie odpadają po dniu pracy, często gęsto zapierdala bo ma utarg z jednego dnia większy niż 2 miesięczna pensja, musi się uśmiechać a robi już 2 dzień z rzędu 13h, często brać na klatę słowa na które sobie nie zasłużył, a Ty panie miły porównujesz do (przepraszam za określenie) tępego przerzucania (czegoś tam). Jako kelner muszę uważać na 10(lub więcej) stolików na raz, organizować pracę podczas pracy, tak aby każdy był zadowolony a ja, żebym się nie zajechał. Sam przerzucałem raz kilkanaście ton żużlu po drodze i powiem, że to pikuś do tego co robiłem jako kelner. Dziękuję za uwagę 😉

      • teck

        No i co z tego..? Mnóstwo ludzi ciężko pracuje i mało zarabia a napiwki dostają tylko kelnerzy. Dlaczego?

      • Marian Bączek

        Nie wiem jak Ty ale ja daję napiwek, fryzjerce/fryzjerowi, kolesiowi na stacji benzynowej, taksówkarzowi, portierowi w hotelu czy typowi co wozi pizze lub inne jedzenie. Jesteście cebulakami bez gestu, wstydu i obycia w świecie to skąd macie wiedzieć.

      • maffinek Kania

        no tak, najlepiej ludzi którzy nie dają napiwków obrażać i wyzywać od cebulaków. Może się nie znam bo jestem cebulakiem ale jak to świadczy o Tobie????

      • Łukasz Banaszkiewicz

        Gdyby ktokolwiek z gastro chciał odpocząć, może spróbować na budowie. Robota jak wakacje… I święta wolne, i niedziela, i urlop można wykorzystać … Dzieci poznają jak się do domu wraca… Sielanka. Każda branża ma swoją specyfikę, na każdą można ponarzekac… Ale rozmowy o życiu kelnera, kucharza, szefa kuchni, managera z ludźmi z poza branży przeważnie kończą się jednakowo… Na różnych kuchniach przewijali się ludzie którzy „umieli ciężko pracować i byli wytrzymali na zmęczenie i stres”… Wytrzymywali max 3 tygodnie. Jak ktoś taki trafiał na salę to głównym zdziwieniem było, że praca kelnera nie polega na noszeniu talerzy tylko jest bardziej złożona… Też szybko odpadali… My róbmy swoje. Pozdrawiam.

      • Pabllos OSW

        01. Na miesiąc biorę od 2000zł do 2200zł, zaczynałem od 900zł na stażu, potem od 1200 po podpisaniu umowy i jakoś nie narzekałem. Obd 5 lat jestem operatorem profilarki.
        02. Mam 40 min przerwy na 8 godz. stopy / nogi tak samo mnie napierdalają, nieraz przez 8 godz. trzeba stać w miejscu wykonując cały czas te same ruchy [np. praca na linii] tępo przerzucać jak Ty to napisałeś coś tam [czyli blachę, w zależności od detalu formatka ma różną wagę, np. najcięższa ma 10kg norma na 8 godz. 1600szt. czyli 16t na zmianę].
        03. Nadgodziny robią wszyscy nie tylko wy, jak pisałem w moim poście mamy ślusarza który siedzi w robocie non-stop po 12 a nieraz po 16 do 20 godzin.
        04. Ja jako pracownik zakładu produkcyjnego tak samo muszę uważać przede wszystkim na bezpieczeństwo swoje i innych, żeby nie uszkodzić maszyny lub tłocznika i tak samo muszę organizować sobie pracę.

        Kelnerzy skończcie pierdolić i narzekać bo uważacie siebie i swój zawód za jeden jedyny i nie wiadomo jaki.
        Do tych co dają napiwki tak samo przestańcie pierdolić że jak ktoś nie daje napiwku to jest cebulakiem, chamem lub ma brak kultury.

    • Napęd do tacy

      Nie myl kelnera z robolem. Ty w pracy przerzucasz 32 tony do czego prawdopodobnie nie musisz wykorzystywać mózgu. Prawdziwy kelner musi być jednocześnie robolem, psychologiem i znać przynajmniej jeden lub dwa języki obce. Podkreślam, że mam na myśli prawdziwych, wyszkolonych kelnerów.

      • słowianka

        To dlaczego taki szkolony kelner się nie ceni? Nie zażąda pensji takiej jak kucharz?
        Z dwoma językami może poszukać mniej meczącej i lepiej płatnej pracy zamiast żebrać wśród gości napiwki.

  • Robert Stępczyński

    do tego artykułu trafiłem przez link o niebyciu palantem w restauracji i tak sobie zadałem pytanie skoro restauratorzy albo ich kelnerzy nie chcą się dowiadywać z blogów/for/fb jakie to paskudne robią jedzenie i jak paskudnie się zachowują i zachęcają do rozmowny z kelnerami to dlaczego ta zasada nie działa w odniesieniu do TIP? jak daję to daję za ponadprzeciętną pracę kelnera (jasne i słuszne) ale jak nie daję to chyba kelnera powinno interesować dlaczego nie dostał TIP (restauratora to chyba jeszcze bardziej)? Nigdy nie spotkałem się z takim pytaniem od kelnera „co źle zrobiłem?, jak mogę się poprawić?”. Niestety przeważnie w takiej sytuacji wychodzę chyłkiem bo kelner parzy na mnie jak na zbója, a to on jest zbójem bo źle swoją pracę wykonał!

    jeszcze się odniosę do tego czy TIP w ogóle ma rację bytu skoro jest pensja – ma sens ale za ponadprzeciętną obsługę. Pytanie czy powinien się należeć za NORMALNA obsługę? nie złą, chamską, buraczaną ale NORMALNĄ? na to pytanie nie znam odpowiedzi.

    argument, że TIP trzeba dawać bo małe są pensje kelnerów do mnie nie przemawia – za nawet ponadprzeciętną pracę pani na kasie w markecie nic nie dajemy a też pensję ma małą

    • Wojtek

      Nie dajesz za ponadprzeciętną pracę kelnera. Dajesz za normalną pracę kelnera. Taka konwencja. W 90% krajów świata. Nazwij to mądrością ludową. I najlepiej nie mieszaj w swoje rozterki pani z marketu, proszę 😉

  • Tati

    W jednej kwestji nie zgadzam się z Panią. W większośći restauracjach napiwki nie są tylko dla kelnera, lecz są dzielone przez resztę serwisu, w tym z kucharzami. Napiwek w tym przypadku jest nie za miłą obsługę lecz za całokształt.
    Jeśli kelnerka była miła, ale dostaliśmy przeterminowane jedzenie, przypalone mięso czy kalmary usmarzone z wnętrznościami (bo kucharz się nie zna na owocach morza i nie wie jak je przyrządzać) Ja nie zostawiam napiwku. Nie awanturuje się, po prostu zostawiam jedzenie na talerzu, płace rachunek, wychodzę i już nie wracam.
    Mówi Pani w poprzednich postach aby zawołać kierownika lub kucharza i zwrócić im uwagę. Zrobiłam to 3 razy i już nigdy się nie odważe. Nigdy kucharz nie przyznaje racji, zawsze się tłumaczy, broni „stare? Niemożliwe! Dzis rano przyjechały kurczaki. U nas nie ma nic starego!!”. „Kalmary tak własnie się smarzy. Tak się robi w Grecji. Nigdy Pani tam nie była?”. Problem w tym że nie tylko byłam, ale jestem pół greczynką :/
    Wychodząc do restauracji oczekuje przyjemnie spędzić wieczór i zjeść coś smacznego. Dyskusja z kierownikiem czy wyście głodnym z restauracji po tym jak się zapłaciło za nie sporo nie nalerzy do „przyjemnie spędzonych wieczorów”. Za to się nie nalerzy napiwek. Zbyt ciężko pracuje żeby po „sprezentowaniu” takiej restauracji sporej kwoty jeszcze dać napiwek.

    • Marcin

      Nie zgadzam się z tym, że kelner ma być tylko miły i ma donieść jedzenie .Kelner powinien więc wiedzę o alkocholach każdego sortu czy to wina czy piwo czy też alk. Mocne. A wąchanie korka przed podaniem wina to bzdura i każdy dobry kelner o tym wie.

  • Harrold

    czyli mam płacić zamiast chytrego szefa restauracji, któremu sie nei chciało zaproponowac uczciwej stawki kelnerowi? Nie no super pomysł na biznes. Za to że mi nie napluje do żarcia mam mu zapłacić? Super – znam takie haracze z książek i filmów o mafiach. A już płacenie kelnerowi za tak wspaniały wyczyn jak przejście z zupą z punktu a do punktu b zasługuje na premię. Przecież mało kto potrafi to robić. To umiejętność ginąca i wyjątkowa. Kurde, chyba komus tu sie w dupach poprzewracało.
    Czy informatyk otrzymuje „napiwek” od klientów za znakomite wykonanie specjalistycznego systemu, strony itp? czy kierowca autobusu dostaje napiwek za to że jechał bezpiecznie, komfortowo i nie zabił pasażerów? Nie zauważyłem.
    „Kelnerzy mają niskie pensje i gdyby nie napiwki, to wierzcie mi – wszędzie byłaby samoobsługa” – no jakże mi przykro. I to jest powód dla którego mam sie dokładać do pensji człowieka, który nie potrafił sobie znaleźć dobrze płatnej pracy? Ten argument naprawdę jest poniżej krytyki.

    • Łukasz

      Możesz nie dawać, widocznie lubisz jadać zupę z flegmą 😉

      • proffibra

        Pochwalisz się gdzie pracujesz jako kelner?

      • Łukasz

        a skąd ten szalony pomysł, że pracuję jako kelner???

    • James

      Jedyne co masz to używać mózgu, nie wszyscy (np. ja) mają wykształcenie wyższe lub zawód a dopiero studiują. Więc idą takie ludziki ( którzy nie potrafili sobie znaleźć dobrze płatnej pracy) do restauracji składają mniej lub bardziej obszerne CV i są przyjmowani, a będąc w EUROPIE i obsługując przyzwoicie albo nawet zajebiście w porządnej restauracji (a nie w jakimś Baalbeku) mają nadzieję na napiwek a dokładniej (NA PIWO), ale jesteśmy zacofanym umysłowo narodem dla którego coś takiego jak kilka złotych za miłą atmosferę i fajnie spędzony czas w restauracji to o wiele za dużo.
      Dla sprostowania INFORMATYK może wyciągać kilka do kilkunastu TYSIĘCY ZŁOTYCH za znakomite wykonanie specjalistycznego systemu.
      Pan kierowca autobusu dostaje premie za bezszkodową jazdę.
      „Tak więc jeśli nie wiesz to nie pisz, bo jak piszesz to licz się z tym, że ktoś może wiedzieć.”- Z moich wielkich mądrości. JP2

    • Simon Vee

      „A już płacenie kelnerowi za tak wspaniały wyczyn jak przejście z zupą z punktu a do punktu b zasługuje na premię”. Zapraszam kiedyś Pana do restauracji, w której pracuję, nauczymy się nosić kilka talerzy kilkoma sposobami. Zobaczymy, czy jest to zwykłe przejście,czy wyczyn.Potem ponosi Pan kilka razy tacę z 10 napojami i zaserwuje je Pan do stolika, podam Pan również gościom zamówione jedzenie, oczywiście różnymi serwisami. A na koniec dobierze Pan odpowiednie wino i je Pan również zaserwuje, pamiętając naturalnie o tym, jak należy to zrobić. A żeby było bardziej wesoło, to powtórzymy czynność jeszcze w dwóch różnych językach, bo tego też się oczekuje od kelnera. Jeśli uda się Panu zrobić to wszystko „poprawnie”,zapłacę Panu ze swojej pensji równie dobre pieniądze, jak informatykowi:)
      Ludzie, naprawdę ktoś myśli, że praca kelnera, to noszenie talerzy? Serio? Kilka lat uczyłem sie zawodu, pracowałem przez 7 lat w różnych miejscach, robiłem praktyki w różnych krajach, Kocham swój zawód, bo jestem w tym dobry, mimo skończeniu dwóch innych kierunków studiów, wybrałem gastronomię/hotelarstwo. Niestety nie moją winą jest, że rynek pracy nie oferuje mi super płatnej pracy, czapki z głów temu, co znajdzie pracę ze świetnym wynagrodzeniem w tej branży. Ale utrzymać się i żyć muszę, tak więc wliczam napiwki, jako standard mojego wynagrodzenia (powiem szczerze, że nie narzekam na ich brak). Nie rozumiem tylko frustracji osób, którym przeszkadza to, że owe napiwki dostaję. Naturalnie nie musi ich Pan zostawiać, ja i tak swoją pracę wykonam dobrze, a jak Pan na mnie „fuknie”, to z uśmiechem na ustach będę życzył Panu miłego dnia, po czym pewnie zrobi się Panu głupio, a przynajmniej powinno. Możemy gdybać, kto powinien dostawać napiwki, a kto nie. Ja ich nie wymagam i nie oczekuje, a mimo wszystko dostaję… 🙂 Pozdrawiam!

      • Harrold

        Szanowny
        Nie mówię, że praca kelnera jest pozbawiona sensu lub znaczenia. Stawiam jednak pod znakiem zapytania sens płacenia kelnerowi przez gosci restauracji za jego pracę. Za pracę kelnera ma godne pieniądze płacić właściciel lokalu. Kropka.

      • słowianka

        Płaci Pan swoim kelnerom stawki informatyków (5000-6000 zł netto)?
        Jaka to restauracja?

  • Izabela Ryba

    Z tym kładzeniem sztućców jest taka sprawa, że wielu gości restauracji nie wie o co chodzi. Miałam wiele sytuacji, w których sprzątnęłam talerz ze stołu, bo ułożenie sztućców sugerowało, że osoba skończyła już posiłek, ale ostatecznie okazywało się, że jednak nie, że to nieporozumienie, pomyłka, czasem nawet mała awantura. Dlatego raczej nie wychodzę w pracy z założenia, że ktoś się zna i zawsze pytam, czy sobie życzy bym już zabrała naczynia. Wolę wyjść na niedouczoną, bo często okazuje się, że konsument położył tak sztućce przypadkiem/ nie wiedział/ nie miał tego na myśli/ to pani nie wie, że ja zawsze tak robię? 🙂
    Także może nie zawsze wynika to z nieprofesjonalizmu kelnera? Nie wiadomo czy kelner nie wie co to znaczy czy po prostu nie wie, że akurat ten gość wie.

  • Greg Dudek

    A ja spojrzeć na to proponuję z innej strony:
    Restauracje nie są tanie- pojęcie względne ale uogólniając głosy większości tak myślimy. Cieżko jest utrzymać płynność finansową restauracji- co widać gołym okiem patrząc na ilośc lokali które sie zamykają po kilku miesiącach istnienia.
    Napiwek- kelner stawkę godzinową zazwyczaj ma niską, a zarabia na napiwkach czyli za dobrą i miłą obsługę (zresztą tak jak ktos wcześniej wspomniał nie tylko kelner bo najczęściej są one dzielone na cały zespół po to aby nikt nie podchodził do gościa olewczo).
    Aby mieć szczęśliwego kelnera któremu bedzie zależało na pracy musi on zarobić 4000zl miesięcznie. Jako restaurator mogę mu zapłacić takie pieniądze jako pensję (oczywiście kalkulując podwyżkę jako dodatkowe koszty prowadzenia firmy, co bezpośrednio wpłynie na ceny jakie płaci gość za jedzenie, napoje itd) ale jaką mamy gwarancję że kelner (i nie tylko on ale i cały zespół) będzie się starał aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom gości? Czy nie stanie się tak jak w urzędach gdzie „super mili” urzędnicy nas przyjmują z „uśmiechem”?. Napiwek daje- przynajmniej w większości przypadków motywację zespołowi do ciężkiej, lepszej i kreatywnej pracy, tak jak w korporacjach są to bonusy targetowe, trzynastki itp. Z tym ze w restauracji to gość decyduje czy kelner, kucharz barman zasłużył na ten bonus- według mnie jest to przywilej klienta i tak powinien być traktowany.

    • maffinek Kania

      dokładnie, poza tym można wprowadzić coś takiego jak procent od utargu, im kelner, kucharz itp bardziej się stara tym wiecej klientów przychodzi do restauracji, tak samo jak w korporacji, bonus za zajebiste wyniki

    • słowianka

      A to właściciel nigdy we własnej knajpie nie nadzoruje załogi?

  • Konrad

    A co często boli mocno że kucharz jest pomijany przy napiwkach 😉

  • Angelika

    Polecam wszystkim którzy nigdy nie pracowali w restauracji zatrudnić się tam na jeden miesiąc. Obiecuję, że zmienicie swoje zdanie „że kelnerom się nie należy”. Zawsze i na wszystko będzie wytłumaczenie „bo wszyscy pracują”, „bo dlaczego oni mają dostać a inni nie?” etc. Przyjęte jest, że wykonywanie pewnych zawodów wiąże się z otrzymaniem napiwku za swoją dobrze wykonaną pracę. Generalnie napiwek przez kelnera jest odbierany jako docenienie jego pracy i brak tegoż napiwku powoduje, że odechciewa się być miłym, sympatycznym i wątpi się w to co się robi. Szczególnie w sytuacji gdy cztero-osobowa rodzina zjadała posiłek za 300 zł i pod koniec głowa rodziny podchodzi do kelnera osobiście i wraz z uściśnięciem ręki wychwala i okazuje niesamowitą wdzięczność. Ale napiwku nie zostawia ani grosza. Słowa słowami, ale to własnie napiwek to okazanie wdzięczności. Jeżeli stać Cię na zostawienie w restauracji konkretnej sumy pieniędzy, to najprawdopodobniej stać Cię także na zostawienie napiwku.

    • proffibra

      Świetna rada. Ja ze swej strony polecam zatrudnić się jako grabarz. Ktoś coś jeszcze poleci?

  • pandka 100

    Zostawiam napiwki, bo taki jest zwyczaj i nie chcę wyjść, jak tu w komentarzach piszą inni, buca oraz wiem, że te biedne kelnery mało zarabiają, a praca niełatwa. Natomiast uważam także, że jest to po prostu taki rodzaj pracy, który wymaga konkretnych umiejętności czy zachowania i za to powinien płacić pracodawca. A jest to dla mnie rodzaj cwaniactwa – „damy im grosze, przecież i tak będą im te napiwki zostawiać”.

    • proffibra

      To jest właśnie problem – bardzo niskie zarobki, „bo przecież se dorobi na napiwkach”. I kółko się zamyka.

      • Tomasz Kubicz

        Nie znam chyba nikogo znajomego, kto pracował w gastronomii na poziomie wyższym niż tania pizza/piwo dla studentów, a przy okazji zarabiał na tipach mniej niż minimalna stawka godzinowa. Domaganie się w takiej sytuacji napiwków jako obowiązku (gdzie nieraz ten biedny kelner zarabia więcej od klienta), jest po prostu obrzydliwe. Odpowiednie wynagrodzenie powinien zapewnić pracodawca. Jeśli tego nie robi – należy go zmienić? Nie ma? To czas się przekwalifikować. Chyba nie mam w swoim najbliższym otoczeniu nikogo, dla kogo mobilność miała być jakimś paskudnym panem dźgającym ich widłami w tyłek. Bierzesz co jest albo szukasz czegoś lepszego, a nie masz pretensje do otaczającego świata. Proste.

      • prz_

        „Bierzesz co jest albo szukasz czegoś lepszego, a nie masz pretensje do otaczającego świata.” – co najmniej ryzykowne stwierdzenie. Nie zawsze jest to takie łatwe…

  • ja nie do końca się zgadzam z kwestią niedobrego jedzenia. byłam niedawno w knajpie, zamówiłam do obiadu duszony jarmuż. kelner przyniósł, zaniemówiłam. zielone to było albo dwa tygodnie wcześniej albo pół dnia gotowania wcześniej. i kelner to PODAŁ. rozumiem, że wina głównie kucharza, ale kelner, który nie ma oporów by mi podać jarmuż w kolorze sraki.. no sorry, napiwku nie dostanie.

  • Ewa Zuza Suchecka

    Co tydzien chodzimy z mezem do tej samej restauracji,po prostu ja uwielbiamy, jedzenie jest obledne,tanie,serwis zawsze na plus. Ostatnio obslugiwala nas dziewczyna,ktora moj maz (czasem az nadto wyrozumialy Czlowiek nazwal ‚kiepska kelnerka’). Po przywitaniu,podaniu menu, napoi,pobraniu zamowienia dostalismy nasze przystawki i czekalismy na danie glowne. Nadal ok. Po skonczeniu i odstawieniu talerzy na bok(10min),zeby dac kelnerce znak ze juz skonczylismy ja chcialam deser. Kelnerka zabrala talerze i po 2 min pojawila sie z rachunkiem. Serio? Nic nie powiedzialam. Najbardziej wkurzylo mnie to ze do stolika obok inna kelnerka niosla patere jakie maja desery na dzisiaj. Kelnerek bylo duzo,klientow nie. Jak wspomnialam to tania restauracja,a za dobry serwis zostawiamy nawet 40%. Ta dziewczyna dostala od nas minimum,wykonala prace ale jak to maz pow „no juz sie nie krzyw,bedziemy teraz jezdzic do Otwocka”. Ps. Mialam okres i o tym deserze marzylam od rana,ale negatywnej recenzji nie wstawie, po prostu nastepnym razem poprosze o inna kelnerke. Pozdrawiam z Chicago 🙂

  • Przemek

    A jaka rada dla biednej pary studentów, która po prostu stara się raz na miesiąc lub dwa, gdzieś wyjść na przysłowiową randkę i idą do średniego lotu lokalu (tak, żeby ceny nie były wygórowane). Coraz częściej w takich lokalach są kelnerzy, mimo, że restauracja to to jeszcze nie jest. A jednak 10% przy jakiś większych zamówieniach trochę boli kieszeń. Czy ta końcówka z reszty po zapłacie rachunku (z reguły od 1 do 5-6 zł) jest jeszcze miłym gestem czy już obrazą dla kelnera ?

  • Ilo

    Ja się nie zgadzam z twierdzeniem, że albo 10%albo wcale… bzudra, uważam, że każda kwota od 5 zł jest przyzwoita.. oczywiście w zależności od rachunku.. ale umówmy się.. skoro mogę nie dać nic… to mogę też dać mniej niż te ‚zwyczajowo uznane’ 10%.. myślę, że przy rachunku 150 zł, jeślu zostawię 10, czy 12 to jest to przyzwoite.. albo wszystko albo nic sucks Pani bloger

  • Napęd do tacy

    Jaki „kucharz” takie zarobki. Przemyśl to.

  • Jacek

    Dodam jedną rzecz. Argument „nie daję napiwku, bo mnie nie stać”. Skoro wychodzisz do restauracji, to stać cię też na napiwek. Proste. Płacisz 200 zł za 2 osoby i nie wysupłasz 20 zł?

  • Aurelia

    Ostatnio miałam taką dziwną sytuację, w dość mocno polecanej knajpie… Zamówiliśmy, po jakimś czasie dostaliśmy przystawki. Zjedliśmy, ale ja swoją tylko do połowy, bo nie bardzo mi smakowało (ale nie mam pretensji, zwyczajnie zły wybór z menu). Odłożyłam sztućce na talerz złożone razem, bo chciałam, żeby było jasne, że już skończyłam. Przeszliśmy do etapu czekania na danie główne. Czekamy, czekamy, czekamy… W końcu przyszła pani kelnerka, zabrała talerze wraz ze sztućcami, i poszła. Dalej czekamy. Czekamy, czekamy… Obserwujemy kelnerów, jak po raz drugi w tym czasie mylą zamówienia i kładą komuś na stoliku, a gość pyta „Ale co to jest? Ja zamawiałem coś innego!”. Zamieszanie, przepraszanie, donoszenie. My wciąż czekamy. W końcu kelner niesie nasze dania, ale inny, niż ten który składał zamówienie. Chodzi po sali, nie wie komu dać, kładzie komuś innemu, kto znów mówi, że to nie jego zamówienie. Machamy do kelnera, że to chyba nasze. Kelner podszedł do nas, ale już przy samym stoliku stwierdził, że lepiej sprawdzi i wyniósł te talerze z powrotem do kuchni -_- Mój partner już zdenerwowany na odchodnym rzucił kelnerowi, że lepiej niech dobrze sprawdzi, bo już godzinę czekamy.

    Kelner wraca, stawia nam wreszcie te talerze, przeprasza, ale podkreśla „U nas godzina oczekiwania to normalny czas”. Kopara mi opadła. Godzina czekania jako coś normalnego, zaakceptowanego i spoko…? o.O Nie jestem w stanie tego pojąć…

    Kelner poszedł, chcę się wreszcie wziąć do jedzenia, a tu khym, niespodzianka – nie ma sztućców. Poprzednia kelnerka wyniosła, ten nie przyniósł nowych… Wstaję więc i idę do baru, proszę o nóż i widelec. Zmieszani, bo nie mają w barze, wskazują mi półkę ze sztućcami. W drodze do niej przerywa mi kelnerka, pytając, czego potrzebuję. Powtarzam, że noża i widelca. Kelnerka daje mi tylko widelec. Wracam do stołu z tym widelcem i jem już jak zwierze…. W trakcie gdy jemy, kelner myli się w zamówieniach innych gości jeszcze dwa razy.

    Nie było napiwku.

  • Artur Baranowski

    Mój stosunek do napiwków jest ambiwalentny. Nikt dotąd przekonująco nie wyjasnil mi czy kelner nie powinien wykonywac swoich czynności w opisany w artykule sposob w ramach swoich obowiązków? Czyli w ramach umowy, czyli w ramach pensji? Uśmiech i zyczliwość nie są normą w tym zawodzie? Czy może kelner jest w ramach umowy tylko stojakiem na tacę? Szewcowi też płacicie napiwek za to, że powiedział dzień dobry, uśmiechnął się i podał naprawione buty? Niech mi to ktoś sensownie wyjaśni.

    • słowianka

      Dokładnie!
      Daję napiwki tam, gdzie widzę faktycznie indywidualne podejście do klienta, odbiegające od standardowego grzecznego podania mi jedzenia.
      Przy zwykłej, normalnej obsłudze po prostu zaokrąglam rachunek do okrągłej kwoty.

  • S

    A ja pracowałam w miejscach, ktorych kucharz domagal sie swojej czesci z napiwkow… „Ty tylko wynioslas, a ja to przygotowalem”…

  • Agata Budźko

    To już kwestia do ustalenia z resztą załogi bądź właścicielem/managerem. Oczywiście, że bez sensu jest dzielenie między wszystkich, skoro ktoś lepiej pracuje, jest sympatyczniejszy i bardziej pracowity. Skoro pracodawca nie wie takich rzeczy to słabo. A dzielenie się napiwkiem z kuchnią to już w ogóle bzdura. Po to właśnie kucharze mają wyższe pensje niż kelnerzy, którzy mogą, a wręcz powinni się starać tak, aby dostawać napiwki.

  • słowianka

    Nadal nie rozumiem dlaczego gość ma odpowiadać finansowo za skąpstwo właściciela knajpy?
    Przychodzę do restauracji i płacę za kompleksową usługę – podanie jedzenia na stół.
    Przecież to nie jest bar szybkiej obsługi, gdzie przyniesienie jedzenia pod nos do stolika jest faktycznie ukłonem wobec klienta.