Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce

Mauritius – raj jest!

Zastanawiałam się jak zacząć ten tekst, bo to tekst o emocjach. I doszłam do wniosku, że zacznę najprościej, od wyznania: zakochałam się. Na zabój!

Mauritius to historia o turkusowej wodzie, błękitnym niebie, soczystej zieleni i nade wszystko – o ludziach. Wiele razy już pisałam, że dla mnie podróże to przede wszystkim ludzie, a miejsca to tło. Mauritiańczycy są ciepli, serdeczni, szalenie otwarci i kontaktowi. Często sami zaczynają rozmowę, ale jednocześnie są zupełnie nienachalni. Czujesz serdeczność, która nie jest podszyta żadnym interesem. Rzadkie i cenne w miejscach, które odwiedza tak wielu turystów. Są pomocni i otwarci, sami nam podpowiadają co jeszcze powinniśmy zobaczyć czy gdzie pojechać. Sprawiają, że czuję się tu bardzo bezpiecznie, czuję się mile widziana. To naprawdę robi różnicę.

Tak, jak dzięki ludziom pokochałam Armenię, tak pokochałam Mauritius. Napiszę jeszcze o tych wszystkich przydatnych rzeczach, napiszę co jeść i co zobaczyć, ale z premedytacją zaczynam od tego tekstu, bo emocje zagrały tu najpierw i są dla mnie w podróżowaniu kluczowe. Nie wiem jak można być tutaj nieszczęśliwym, ale trzeba by bardzo się postarać. Szwendamy się po wyspie i przyznam, że ujmuje mnie to, jak miejscowi spędzają czas. Piknikują nad oceanem, czasem na czymś grają, śpiewają, tańczą, dzieciaki ganiają samopas… Nie spieszą się, szanują swój czas i wszystko robią w normalnym tempie. Oni są po prostu szczęśliwi. A my możemy się od nich tylko uczyć. Na pewno mają na to jakieś swoje określenie, na poczucie szczęścia, które charakteryzuje tę wyspę. Tak, jak Kreteńczycy na swą bezgraniczną gościnność mówią „filoxenia”. Jeszcze się nie dowiedziałam co to za słowo, ale się dowiem.

I teraz do tego obrazka dołóżmy turkus wody, przepiękne, długie plaże, wodę ciepłą jak zupa i słońce każdego dnia. Zanim tu przylecieliśmy z niepokojem sprawdzałam pogodę, która pokazywała mało optymistyczny deszcz non stop. Nic takiego się nie wydarzyło, mieliśmy może dwa razy pięciominutowy deszczyk i to wszystko. Jeśli trochę pada, to nad ranem, ale przed śniadaniem niebo na powrót jest błękitne.

Mauritius to jednak nie tylko plaże, Mauritius to także bujna zieleń. Mimo, że właśnie mają tu lato, szczyt sezonu i naprawdę wysokie temperatury, to nie ma spalonej do żywego ziemi, jest soczyście zielono. Przyroda tej wyspy jest tak różnorodna, jak jej mieszkańcy. Blisko 70% populacji to uprzedzająco mili Hindusi, dalej Kreole, Chińczycy i Francuzi. Standardowo wszyscy mówią w trzech językach: angielskim, francuskim (i to jest ekstra, bo znowu mogę go sobie przypomnieć!) i kreolskim. Mauritius jest tyglem, w którym mieszają się różne odcienie skóry, różne smaki i różne religie. Czasem na niewielkiej powierzchni stoją obok siebie: skromny kościół, strzelisty meczet i nieprzytomnie kolorowy mandir. I nikomu to nie przeszkadza. A może po prostu nikt im nie powiedział, że powinno?

Już wiem, że nie dość mi będzie tej wyspy, że nie zdołamy zobaczyć wszystkiego i że na pewno tu wrócę. Bo ani to Azja, ani Afryka, ani w ogóle nic, co znam. Mauritius jest jedyny w swoim rodzaju i nie chodzi o biały piasek. Biały piasek jest w wielu miejscach na świecie. Chodzi o energię, która tu jest. O spokój, o dobry humor, który prawie wciąga się nozdrzami razem z czystym powietrzem. Przylecieliśmy tu z Rainbow, które zaprosiło nas na Mauritius, abyśmy Wam o nim poopowiadali. Mamy pokoje (piszę w liczbie mnogiej, bo są tu z nami Malwina i Maciek z Bakusiowo.pl) w części hotelu zarezerwowanej tylko dla dorosłych, a więc rozkoszny spokój, który tu panuje tylko podbija wrażenia, jakie mam ze szwendania się po wyspie.

To fajne rozwiązanie, jeśli szukacie 100% relaksu w relaksie. Rainbow ma bezpośredni lot na Mauritius, do tego Dreamlinerem. A teraz hit: mogliśmy wejść do kokpitu i – uwaga – usiąść na miejscu pilota! Moje wewnętrzne dziecko zakwiczało z uciechy. Podróż trwa nieco ponad dziesięć godzin, a nie kilkanaście, jak to ma miejsce w przypadku lotu z przesiadką – i to jest pierwsze dobrze. Le Meridien, w którym się zatrzymaliśmy naprawdę fajnie rozdzielił przestrzeń dla rodzin z dziećmi od tej dla łaknących ciszy i szumu fal. Nikt nikomu nie przeszkadza i nikt do nikogo nie ma pretensji – i to jest drugie dobrze. W ogóle „o, jak dobrze, dobrze” to słowa, z których można tu sobie uczynić mantrę.

Lubię wyspy, podoba mi się idea odcięcia od świata, ale Mauritius ma w sobie coś szczególnego. To trochę jak z drugim człowiekiem – czasem nie wiemy skąd to dziwne przyciąganie, a ono bierze się z niemożliwego do zdefiniowania „tego czegoś”, które ta osoba ma. I Mauritius to ma. Cholernie bardzo to ma.

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

mauritius

Magda

Mauritius odwiedzamy na zaproszenie  rainbow-biuropodrozy-logo655


  • Magda Mirabelles

    Idealny tekst na -10 za oknem 😉 Można się zakochać tylko patrząc na same zdjęcia 🙂

  • Wygląda niesamowicie! A czy jakieś zdjęcia hotelu/pokoju też się może pojawią? 😀

    • Magda

      Zajrzyj do Malwiny z bakusiowo.pl, zrobiła cały wpis o hotelu z masą zdjęć 🙂

  • Aghia Afterlife

    też mnie urzekli ludzie na Mauritiusie, wszyscy lubią pogadać. Sprzedawca coś ci oferuje, nie chcesz kupić nie szkodzi, to chwilę siądzie i pogadać jak leci, opowie jak się żyje itp.

    • Magda

      Prawda, sama prawda. Ludzie są cudowni!

  • Magda

    A więc jednak! Dobrze, że Polacy są twardymi zawodnikami 🙂 Do zobaczenia w Krk!

  • Aga

    Mam pytanie – wybraliśmy Mauritius na wakacje i zastanawiamy się nad Meridienem… Czy mieliście opcję all inklusive? Bo na takiej nam zależy, jak ogólnie cenowo jest na Mauri i czy w hotelu WiFii jest darmowe?
    Z góry dziękuję i chyba zdjęcia hotelu na bakusiowo mnie przekonały do decyzji ;)))

    • Magda

      Mauritius nie jest drogi, wi fi w hotelu oczywiście darmowe i śmiga jak złoto. Udanej wyprawy! 🙂

      • Aga

        Jutro rezerwujemy 🙂 Dzięki.

  • Zaneta

    Zakochalam sie i juz che mi sie tam byc 🙂 Niestety z takimi podrozami musimy sie narazie wstrzymac i przez kolejne dwa lata bedziemy podrozowac na kolkach ale napewno to miejsce znajdzie sie u mnie na mapie 🙂