Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Le Bistro Rozbrat, czyli jak mordowałam ślimaki

Le Bistro Rozbrat, czyli jak mordowałam ślimaki

Od czasu do czasu zdarza mi się brać udział w co ciekawszych warsztatach. Kiedy zadzwoniła do mnie Julita z Wrzącej Kuchni i powiedziała coś w stylu: „Wiesz, będziemy mordować ślimaki, wchodzisz w to?”, właściwie nie musiałam się zastanawiać. Przecież ślimaków jeszcze nie mordowałam.

Warsztaty LeBistroRozbratOkazało się, że w spotkaniu udział brało wąskie grono doborowych gotujących blogerów i ja – ta jedząca. Ale starałam się dotrzymywać kroku, choć nie potrafię tak pięknie, jak oni prezentować dań na talerzu.

Warsztaty poprowadził Maciek Nowicki, miłośnik kuchni francuskiej, świetny szef kuchni z Pałacu w Wilanowie. Towarzyszył mu Alain Budzyk, właściciel Le Bistro Rozbrat, Francuz z polskimi korzeniami, który opowiadał o winach, o kuchni i produktach, z którymi pracowaliśmy. Przyjemna to była praca, zwłaszcza na etapie rozkosznego wysiorbywania ostryg z muszli, a obaj panowie chętnie i obszernie dzielili się wiedzą.

Warsztaty LeBistroRozbrat1Zaczęliśmy od ślimaków, które chyba czując pismo nosem próbowały salwować się ucieczką. Ale byliśmy szybsi. Co w tym wypadku nie jest szczególnie trudne.

IMG_8261

IMG_8263Ze ślimakami jest tak, że najpierw trzeba je wydobyć z muszli. Najłatwiejszym patentem jest drastyczne, ale skuteczne, zmiażdżenie tejże. A później wystarczy szybko odciąć mięsień. To może wydawać się proste, ale chyba targnęły mną (i nie tylko mną) wyrzuty sumienia. Następnie ślimaki przez kilka godzin obgotowuje się w bulionie, więc nasze zostały podmienione i mogliśmy zabrać się za faszerowanie muszli masłem z solą i natką pietruszki. I – oczywiście – uprzednio obgotowanymi ślimakami. Później jest już łatwo – 3-4 minuty w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni i można jeść. A nawet należy. Następnym razem, kiedy będziecie zajadać się tymi rozkosznymi maleństwami, pomyślcie ile ich przygotowanie wymaga zachodu.

Warsztaty LeBistroRozbrat2-001Kolejną rzeczą, którą robiłam po raz pierwszy, było otwieranie ostryg. Jadłam je tak wiele razy, a dopiero w Warszawie nauczyłam się je otwierać. Trzeba w to zadanie włożyć więcej siły, niż może się wydawać, kiedy gdzieś nad ciepłym morzem patrzymy, jak sprawnie robią to panowie w knajpie. Tak więc my walczyliśmy z ostrygami, a Alain opowiadał o rozmiarach i szerokim spektrum ich wykorzystania. Choć wszyscy wiemy, że najsmaczniejsze są surowe, podane na lodzie lub soli. Tu z drobno posiekaną szalotką i odrobiną octu. Znakomite.Warsztaty LeBistroRozbrat4

IMG_8298Następnie mały zwrot akcji i już robimy… tatara. Tatar Francuzom nie jest obcy, choć podaje się go z nieco innymi dodatkami, niż w Polsce. Wypróbujcie ten patent, bo jest pyszny. Polędwicę wołową należy pokroić w drobną kostkę, a następnie dosmaczyć: szalotką, korniszonami, kaparami, sokiem z cytryny, ketchupem (tak, wiem, to niecodzienny dodatek), musztardą Dijon, sosem Worcestershire, żółtkiem, Tabasco, oliwą i ewentualnie czosnkiem, solą i pieprzem. Dawkujcie te dodatki z wyczuciem, a obiecuję, że smak Was zachwyci. Albo po prostu idźcie do Le Bistro Rozbrat. Smacznego!

Warsztaty LeBistroRozbrat5Na koniec deser, który utwierdził mnie w przekonaniu, że cukiernik ze mnie żaden, ale za to chyba jednak lubię marcepan. Maciek ukręcił marcepan, w kąpieli wodnej roztopił czekoladę, a nam przypadło w udziale najfajniejsze zadanie, czyli robótki ręczne. Z marcepanu robiliśmy kulki, maczaliśmy je w płynnej czekoladzie i obtaczali w kakao. Oczywiście moje były najbardziej koślawe, ale siłą rzeczy smakowały tak samo, jak wszystkie pozostałe.

Warsztaty, zwłaszcza w dobrym towarzystwie, to naprawdę fajna zabawa.

Warsztaty LeBistroRozbrat6-001A tak to wyglądało od zaplecza:

Warsztaty LeBistroRozbrat3

Magda