Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Krakó Slow Grill & Pavel Portoyan – żąd...

Krakó Slow Grill & Pavel Portoyan – żądam przyłączenia Warszawy do Krakowa!

Kończymy rok tak, jak chciałam – hitem absolutnym. Ale nie powinnam tak zaczynać, bo to opowieść o wyjątkowo skromnym człowieku, który posiadł dar władania ogniem i obchodzenia się z mięsem, jak nikt inny.

Pavel Portoyan to Ormianin o czystym, szczerym spojrzeniu. Kiedy w ubiegłym roku stawał czasem przy grillu w Kafe Zielony Niedźwiedź, kawałki jagnięciny, czy tłuściutkiej złotnickiej, jakie wychodziły spod jego rąk nie miały sobie równych. Nadal nie wiem, jak to robił, ale zakładam, że to dar. Ten sam grill, to samo miejsce, to samo mięso, ale kiedy zajmował się nim ktoś inny, smak już nie był ten sam. Pavel ma dar i koniec. Wystarczyło hasło „dzisiaj grilluje Portoyan” i oboje natychmiast byliśmy w blokach startowych. Tak nam się czasem spieszyło, że wpadaliśmy do Niedźwiedzia w dresach.

Kiedy otwierał w Krakowie swoje małe, ale zacnie karmiące miejsce, byłam akurat w Irlandii. Jacek wsiadł w samochód i pojechał do Krakowa sam, a później dzwonił i opowiadał takie rzeczy, że przez pół nocy zastanawiałam się na cholerę mi była ta Irlandia, kiedy na krakowskim Zabłociu jest prawdziwy Kaukaz? Fajną relację z otwarcia znajdziecie u Reni Rusnak, nadwornej krakowskiej wegetarianki, która jednak dla dobrego mięsa czasem łamie zasady. I ja ją rozumiem, też bym łamała.

Pavel jest magikiem. Oficjalnie. Nie dostaniecie tu wymyślnych potraw, dostaniecie za to mięso przygotowane tak doskonale, że od pierwszego kęsa popadniecie w uzależnienie. A do tego prostą ormiańską sałatkę z pomidorów, ogórków i dużej ilości kolendry czy grillowanego bakłażana. Cudowne, bezpretensjonalne, prawdziwe jedzenie przygotowane z miłością i sercem. Ostatnio rozpracowaliśmy półmisek w mniej niż dziesięć minut. Mrugnęłam i pyk – talerz pusty.

Nie ma tu przypadkowych produktów, mięso przyjeżdża z Lipnicy Murowanej, jak pstrąg, to z Ojcowa, przy odrobinie szczęścia traficie tu też na chaczapuri i chinkali, a ostatnio, wspólnie z Dianą Volokhovą bawią się w kiszonki i zaprawdę powiadam Wam – takiej kiszonej w całości kapusty jeszcze nie jadłam. Chrupiącej, sprężystej, kwaśnej, że drży powieka, genialnej przegryzki do rozpływającej się w ustach baraniny.

No właśnie, baranina. Baranina jest specyficzna, nie wszyscy ją lubią, ale gdyby wyrazili chęć polubienia, to właśnie na Lipowej należy zacząć swoją przygodę z tym mięsem. Kojarzycie takie koszulki z dość głupiutkim napisem „Robię cuda w seksie”? Pavel powinien mieć koszulkę „Robię cuda z mięsem”. Właściwie nie ma sensu pisać o poszczególnych rodzajach mięsa, które przechodzą przez jego ręce, bo wszystkie są cudownie soczyste, rozpływają się w ustach i smakują jak przedsionek raju.

A lula kebab? Jedyne miejsce, w którym zamawianie go ma sens. Bo tu dopiero dowiecie się, jak powinien smakować. U Pavla jest dymny, soczysty i pełen smaku. Tych dań się nie zapomina. Wpada się w nie jak śliwka w kompot i jedyne, na co masz ochotę, to powtórka. Wszystkie te cuda przykrywa pieczony specjalnie dla nich lawasz, więc przyjemność jest tym większa, że jedzenie rękami jest nie tylko dozwolone, ale i wskazane.

Ktoś kiedyś użył określenia „kochać się z jedzeniem”. I to jest właśnie to miejsce. Bo doprawdy jest coś erotycznego w oblizywaniu ściekających po palcach soków z mięsa, w mrużeniu oczu z rozkoszy i ciszy zapadającej przy stole, przerywanej li tylko pomrukami zadowolenia. Jeśli będziecie w Krakowie i ominiecie Zabłocie, zrobicie najbardziej nierozsądną rzecz w życiu. Jedźcie, kochajcie się z jedzeniem, pijcie wino z granatów, a będą Wasze pragnienia zaspokojone!

 pigs5+

Magda

Info

fb
ul. Lipowa 6F, Kraków