Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce

Koncertowa – koncertowy wypas!

Z mniejszymi, a w szczególności turystycznymi, miejscowościami jest trochę kłopot. Wcale nie jest łatwo znaleźć restaurację, która wszystkimi kończynami odżegnuje się od proszków, kostek rosołowych oraz innych wspomagaczy Małego Garkotłuka. Trzeba jednak wierzyć, szukać i wtedy czasem dzieje się magia, a z kuchni wychodzi on – cały na biało – Szef Kuchni pełną gębą. A raczej Ona.

Koncertowa wcale nie jest w centrum Krynicy-Zdroju. Jest raczej na uboczu, w niewielkim parku. Trzeba zadać sobie odrobinę trudu, aby do niej dotrzeć i koniecznie zrobić wcześniej rezerwację. Tak właśnie jest, kiedy kuchnia dba o jakościowy, lokalny produkt. Bo wiecie – z proszku można bez rezerwacji, ale to nie tutaj.

Kuchnią włada Patrycja Stefanów-Kot, a salą jej mąż – Darek. Dawno nie widziałam tak skromnych ludzi. Ale po co oni są tacy skromni – nie wiem. Bo karmią cudownie smacznie, serdecznie, ale też z dużą dbałością o wygląd talerza. W Koncertowej wszystko jest na tak. To restauracja, którą Patrycja przejęła po tacie i wprowadziła swoje porządki, swoją kobiecą estetykę i naprawdę duży talent do łączenia smaków. Koncertowa karmi, jak diabeł!

img_9003

Wpadliśmy do nich silną, pięcioosobową grupą, więc mieliśmy większe moce przerobowe i tym samym udało nam się spróbować całkiem sporo. Najpierw świetne, zaostrzające apetyt amuse-bouche, czyli maleńkie tarteletki wypełnione twarożkiem, salami, baleronem, odrobina fenomenalnie przyprawionego tatara i maleńka, rozpływająca się w ustach beza. A później się zaczęło. Na pierwszy ogień poszły rydze z masłem i serem (38 zł), bo skoro jest sezon, to trzeba jeść. Jak napisać poemat na temat prostoty? Miejscami lekko chrupkie, cudownie maślane, z odrobiną ciągnącego się sera. Najprostsze z prostych, najlepsze z najlepszych.

img_9000

img_9009

Zaraz za nimi grillowana gołka z owocami (25 zł), bo to jednak Krynica i nie wyobrażam sobie chociaż raz czegoś podobnego nie zjeść. Zwróćcie uwagę ile na tych talerzach się dzieje, jak są kolorowe, jest sos malinowy, duszona gruszka, najprawdziwsze polskie winogrona, które smakują jak polskie winogrona i lekko drażnią podniebienie. Kurczę, to mogła zrobić tylko kobieta.

img_9015

A później wykonaliśmy przelot przez wszystkie trzy zupy: delikatny, lekki bulion z pierożkami mięsnymi (20 zł), cudownie uczciwy, klarowny barszcz z uszkami (20 zł) i absolutnie fenomenalną rybną z pretensjami do kuchni azjatyckiej, z tchnieniem miso, glonami i szaloną ilością umami (25 zł). Tak, to można. Można nie wstawać od stołu.

img_9004

img_9005

img_9011

Dalej poszliśmy w mięsa, ale tu już się trochę dublowaliśmy, bo nagle wszyscy zapragnęli golonki. Boże, jakie czasem człowiek ma pierwotne potrzeby, jak czasem kawał dobrze przygotowanego mięcha wbija go w zachwyt! Oto więc pojawiła się doskonała, rozpływająca się w ustach golonka (56 zł) gotowana długo w niskiej temperaturze metodą sous vide. Do niej klasycznie – chrzan i ziemniaki wymieszane z duszoną kapustą i solidną porcją kminku. Mięso doskonałe i wszyscy zgodziliśmy się, że chyba lepszej golonki nigdy wcześniej nie jedliśmy. Na nasz stół trafił jeszcze dzik z pierożkami wypełnionymi kaszą gryczaną i warzywami (65 zł). Idealna, delikatna struktura mięsa i przede wszystkim znajome smaki, z których wyciągnięto tu maksimum możliwości. Ach, te Patrycje. To już kolejna w moim życiu, która gotuje jak diablica.

img_9021

img_9018

Wcale nie mieliśmy już miejsca na desery, ale to nie szkodzi, bo oto na nasz stół trafiła parada cudowności. U Patrycji i Darka najpierw się człowiek trochę zachwyca, a dopiero później je. I tak ciastko czekoladowe składające się niemal z samej czekolady było w punkt słodkie, takie w sam raz, do tego o szalenie delikatnej strukturze, lody z buraka i truskawki wyjadaliśmy wszyscy dość łapczywie, tatar z arbuza z lodami z mango był lekki, jak tchnienie, a wielką, limonkową kulę najpierw musieliśmy trochę popodziwiać, bo później już nie było czasu – trzeba było jeść.

img_9031

img_9037

img_9030

img_9027

Kurczę, nie spodziewałam się takich fajerwerków, naprawdę. Może dlatego, że dawno nie byłam w Krynicy i zapamiętałam ją dość średnio kulinarnie. Tak samo, jak nie spodziewałam się petit fours w oparach ciekłego azotu i absurdalnie kremowego sernika, o którego niewielkie kawałki prawie walczyliśmy. Można? Można!

img_9043

Mówię Wam – jedźcie, róbcie rezerwację i dajcie się nakarmić. To jest przepiękne miejsce, cudowni, zaangażowani całym sercem ludzie i fenomenalne jedzenie. Te smaki nie są trudne, są bliskie sercu, prawdziwe, trafione w punkt i sprawiające, że choć pasek w spodniach jęczy – ty chcesz jeszcze. I jeszcze.

pigs5

Magda

Info

www fb
ul. marsz. Józefa Piłsudskiego 76/2, 33-380 Krynica-Zdrój

Szefowa kuchni: Patrycja Stefanów-Kot

 


  • Słodka panienko, co za jedzenie!!!

  • ŁOMATKOBOSKO!
    A może nas przenocują, to skoczymy tam z moim zaraz-mężem na podróż poślubną! 😀

  • San Jacinto

    OMG!!!

  • Irena

    Byłam, widziałam, czułam, smakowałam, zachwycałam się i do dziś dnia nie widziałam niczego ciekawszego nawet w bogatej kulinarnie Warszawie… Marzenie, żeby wrócić, może na wiosnę, żeby odnaleźć kolejne nowe smaki!