Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Jednorożec – lody tradycyjne pamiętam inacze...

Jednorożec – lody tradycyjne pamiętam inaczej /Warszawa

Od ubiegłego roku jest nowy szał – szał na prawdziwe lody. W ogóle mnie to nie dziwi, bo dobrych lodów wszystkim nam się chce i chyba wszyscy mamy dość przemysłowego czegoś z proszku. Wciąż prawdziwych lodziarni jest mało, a każdą odkrytą traktujemy jak klejnot i karnie ustawiamy się w długaśnych kolejkach po ten wakacyjny cud.

Jednorożec lody tradycyjne wpisał sobie w nazwę, a to zobowiązuje. Mają też fajny pomysł na siebie, bo każdą porcję wieńczy mały rożek, przypominający róg jednorożca. Jednorożca wymalowanego na ścianie i bezwstydnie obnoszącego się ze swym majtkowo-różowym ubarwieniem.

IMG_0072

Intrygują też smaki. Jest ich niewiele, ale za to są ciekawe. Jest fior di panna, tiramisu, pistacje z Bronte, orzech z Piemontu czy gianduja. Ponieważ wpadamy do Jednorożca we czwórkę – próbujemy wszystkich.

Mała porcja (50 g) kosztuje 4 zł, średnia (100-120 g) 7 zł, a duża (150-170 g) 10 zł. Ani drogo, ani tanio. Normalnie. Obsługujący nas pan każdą porcję skrupulatnie waży, niestety nim zdążymy zapłacić i odejść od kasy lody… zaczynają się topić. A każda spadająca na moją rękę kropla krzyczy: zdrada, zdrada!

IMG_0075

Teraz pora na krótką historię wspominkową. Kiedy byłam dzieckiem, mieliśmy taką ulubioną lodziarnię, mniej więcej dziesięć minut spacerem od domu. Lodziarnia działała wyłącznie sezonowo i w weekendy ustawiała się do niej długa, zakręcona jak świński ogonek kolejka klientów spragnionych śmietany, cukru i owoców, którzy przyjeżdżali specjalnie dla tych lodów z wielu odległych miejsc. Bez Facebooka, Internetu, marketingu i wypieszczonego wnętrza – maluchy, polonezy, wartburgi i duże fiaty nie miały gdzie zaparkować.

Oczywiście nikt wówczas nie słyszał o orzechach z Piemontu, ale wszyscy doskonale znali soczyste, szalenie słodkie truskawki czy maliny. Te lody były naszym niedzielnym świętem i nie dawali ich w rożkach, które dzisiaj znamy, ale w dwóch wafelkach. Taka lodowa kanapka. Wyobrażacie sobie jakiekolwiek współczesne lody, które w trzydziestostopniowym upale zjada się w takiej formie do końca i nie spada ani kropla? Lody aż ciężkie od tłustej śmietany. Można to nazwać „testem dwóch wafelków”. Rzucam wyzwanie, ktoś podniesie rękawicę?

Później lodziarnię przejął syn, zapragnął zarabiać więcej, a przecież woda od śmietany różni się ceną zasadniczo. Zasadniczo na korzyść wody. Po dwóch sezonach biznes trafił szlag, a ja tych smaków szukam do dzisiaj.

Można również w Jednorożcu zjeść ciastko i wypić kawę. Owszem, czemu nie? Tylko nie o to chodzi.

IMG_0065

Jednorożec twierdzi, że serwuje lody tradycyjne. Lody w Jednorożcu zaczynają się topić w momencie, kiedy jeszcze za nie płacisz. Poza tym wyróżnia je nieprawdopodobna ilość cukru. Są tak słodkie, że bolą zęby i wypadają plomby. Są tak słodkie, że połowę wyrzuciłam. Jasne, że w pistacjowych czuć pistacje, a w ciasteczkowych ciasteczka, ale jednak stoję na stanowisku, że daleko im do lodów tradycyjnych i znowu ktoś mnie zrobił w balona. Ale tylko dwa razy – pierwszy i ostatni.

Ja chętnie zapłacę więcej, niż dychę, tylko niech mi ktoś da dwie kulki prawdziwie waniliowych lodów w dwa wafelki i niech te lody będzie można zjeść do samego końca, bez potrzeby natychmiastowego założenia śliniaka, ewentualnie spazmatycznego przetrząsania torebki w poszukiwaniu chusteczek higienicznych!

pigs3

Magda

<

Info

fb
ul. Narbutta 38/32, 02-541 Warszawa


  • migotka21

    Gdyby była Pani w Krakowie albo przesiadała się na dworcu w Krakowie, proszę sprawdzić lody Donizetti ul. Św. Marka 23. Jakieś 5-10 minut od dworca, czyli w sam raz gdyby ktoś miał godzinkę do następnego pociągu. Opcjonalnie w galerii handlowej przy dworcu na poziomie -1 i +1 są 2 punkty tej samej kawiarni/lodziarni 4D ale te w Donizetti lepsze. Są jeszcze u Sargi ale na dotarcie i powrót potrzeba co najmniej godziny w jedną stronę, do tego do godzina w kolejce i zajmie pół dnia, czyli przy okazji przesiadki nie wyjdzie. A do tego lody mają tylko w lecie do wczesnej jesieni, a w zimie pączki. Za to kolejka jak za dawnych lat gwarantowana. Podobno dobrze zaczynała lodziarnia Katane, ale sporo osób mówiło, że się trochę popsuli z czasem i też zamknięci w zimie.